Steve Jobs (2015) reż. Danny Boyle
#21
Jak to czemu? Dlatego że to marka - rozpoznawalne nazwisko. Nie jest to Justin Bieber, ale Jobs to bardzo znana postac, zwlaszcza jak na branze, w której siedział. Obok Gatesa to chyba najbardziej rozpoznawalna osobistość świata komputerów i technologii, a przy tym otoczona swego rodzaju kultem przez to, że Apple to w ogole sekta. ;) Film zarobił dużo jak na film, jakim jest. Przeciez ma na koncie 16 milionów. To ogromna suma, jak na film o siedzeniu w paru lokacjach i gadaniu. (A nawet duzo bardziej ekscytujący Whiplash czy nawet Birdman zarobiły naprawde duzo dopiero im bardziej pomagaly im Oscary). Jest finansową klapą, bo miał ogromny budżet, a nie dlatego że nie jest dobry albo nie miał prawa się sprzedać w ogóle. Warto to uwzględniac w takich dyskusjach. Studio po prostu przegięło.

Odpowiedz
#22
Crov, ja znam teorię, nie musisz mi jej tłumaczyć.

Nie musisz również usprawiedliwiać niskich wpływów budżetem, bo The Social Network (w którym też siedzo i gadajo) kosztował 10 mln więcej, no ale tamten film miał dobrą kampanię reklamową, ludzie się nim zainteresowali. Tym filmem nie (co mnie w ogóle nie dziwi) ot i cały sekret.

Odpowiedz
#23
Jaką teorię? Ale ja wlasnie napisalem, ze film nie ma niskich wplywów - ma niskie wpływy w stosunku do budżetu. Jak na to, czym jest zarobił zadziwiajaco dobrze. The Social Network to zupelnie inny film, wiec zestawienie ich nie ma sensu. Znacznie bardziej filmowy, dynamiczny, z jeszcze popularniejszym tematem (Facebook zamiast Jobsa). No i, co wazne, to film wybitny, co o Jobsie, choc swietnym, trudno powiedziec. Jobs jest ZNACZNIE bardziej kameralny niż TSN. Bliżej mu do Glengarry Glen Ross niż do TSN.

Odpowiedz
#24
W polskich kinach tez posucha na ten film, u mnie na sali było 5 osób razem ze mną, wszyscy walą jak zahipnotyzowani na "Listy do M."
Ale to nic, filmowi może pomogą Oscary, bo film jest zwyczajnie świetny. Świetne dialogi, wielki Fassbender, drugi plan (wszyscy, nawet Rogen). 8/10
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#25
(14-11-2015, 17:30)Crov napisał(a): Jaką teorię? Ale ja wlasnie napisalem, ze film nie ma niskich wplywów - ma niskie wpływy w stosunku do budżetu. Jak na to, czym jest zarobił zadziwiajaco dobrze.
Cały czas piszesz z punktu widzenia osoby, która oba filmy widziała, a ja nie o tym, bo nie interesuje mnie jakim filmem Steve Jobs jest, ale jakim próbowano mi go sprzedać, i jak próbowano mnie nim zainteresować. Nie umiem w sumie na to odpowiedzieć, bo mam wrażenie że kampania była żadna i NISKIE WPŁYWY (2493 kina i 7 mln dolarów na otwarcie to mierny wynik) oraz brak zainteresowania ze strony widzów w ogóle mnie nie dziwą.


(14-11-2015, 17:30)Crov napisał(a): The Social Network to zupelnie inny film, wiec zestawienie ich nie ma sensu. Znacznie bardziej filmowy, dynamiczny
Znowu: ludzie którzy dopiero mieli na niego iść (lub nie) tego nie wiedzieli.

Odpowiedz
#26
(14-11-2015, 21:01)Mierzwiak napisał(a):
(14-11-2015, 17:30)Crov napisał(a): Jaką teorię? Ale ja wlasnie napisalem, ze film nie ma niskich wplywów - ma niskie wpływy w stosunku do budżetu. Jak na to, czym jest zarobił zadziwiajaco dobrze.
Cały czas piszesz z punktu widzenia osoby, która oba filmy widziała, a ja nie o tym, bo nie interesuje mnie jakim filmem Steve Jobs jest, ale jakim próbowano mi go sprzedać, i jak próbowano mnie nim zainteresować. Nie umiem w sumie na to odpowiedzieć, bo mam wrażenie że kampania była żadna i NISKIE WPŁYWY (2493 kina i 7 mln dolarów na otwarcie to mierny wynik) oraz brak zainteresowania ze strony widzów w ogóle mnie nie dziwą.
Pisze o tym, jaki film jest, bo to ma wpływ na to, jak go można sprzedać. Nie wiem jak Ciebie probowano zainteresowac, ani dlaczego Ciebie nie zainteresowalo - mnie zainteresowalo. Jednak przeciętnemu widzowi trudno ten film sprzedać, więc trudno oczekiwać od kampanii promocyjnej niewiadomo czego. Pokazali zwiastuny, które i tak mocno dociskaja emocjonalne momenty. (Trudno też oczekiwac, by ladowali w marketing kolejne miliony, kiedy film nie ma szans zdobyc serc masowego widza.) 7 milionów na otwarcie filmu o gadaniu to świetny wynik - Before Midnight zarobiło niewiele więcej w ogole, a The Social Network z bardziej nosnym tematem zarobiło zaledwie ~trzy razy wiecej. Mnie brak zainteresowania widzów też nie dziwi, ale to też nie jest tak, że nikt na ten film nie poszedł - 17 milionów dla takiego filmu to jest naprawde dużo.

Odpowiedz
#27
Świetny film. Chodzom i gadajom, a ja siedzę jak na szpilkach. Może nie jest to podobne tempo i energia co Social Network, ale blisko. Aktorsko - rewela. Od Fassa oczu nie idzie oderwać, a i cały drugi plan to wysokiej klasy maestria (choć polskości Kate w ogóle nie odczułem w dykcji, akcencie, wysławianiu się). Scenariuszowo również całość płynie + soundtrack jest znakomity. Zastanawiałem się poważnie nad 9, ale odejmuję punkt, bo jednak miejscami fabuła jest przedramatyzowana. Jako europejczyk w życiu nie miałem w rękach żadnego Maca, a tutaj o najdrobniejszej pierdole gadają, jakby leczyli raka i generalnie nie czuję całego tego kultu Stefka, także troszeczkę po mnie historia spłynęła. Wspomniane TSN - choć jestem antyfejsowy - bardziej mnie zaangażowało jednak, a i nie odczułem takiego fałszu/mieszania w faktach, choć pewnie obecne było w stopniu równomiernym, co tutaj. Steve Jobs pod koniec robi się jednak trochę nieznośny w tej manierze, pompatyczny, laurkowy. Ale nawet mimo tego jest to majstersztyk realizacji (choć może za mało Boyle'owski), a niektóre pojedynki słowne to realizacyjne perełki, do których wrócę nie raz.

8 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#28
Nie przesadzałbym z tą laurkowatością, ale robi sie na pewno niepotrzebnie pompatyczny w - doslownie - ostatnich minutach (2-3 minuty?). Bo poza tym postac nie jest na koniec pokazana jakby przezyla jakas wielka dramatyczną przemianę. Dobrze, ze jest tam tez scena z Wozniakiem, bo inaczej mogloby wyjsc za milo.

Odpowiedz
#29
Scena z Wozem jest świetna, ale generalnie w tych ostatnich minutach robi się z Pracusia taki dobry tatuś i w ogóle troskliwy miś. Boli też fakt, że nagle każda jego rozmowa staje się publicznym przedstawieniem.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#30
Bardzo dobry film, taki o oczko wyżej niż się spodziewałem. Zupełnie nie wiedziałem przed seansem jak Sorkin chciał ugryźć biografie Jobsa, wiec byłem zaskoczony pomysłem żeby cały film zamknąć w rozmowach przed 3 konferencjami - świetny pomysł, bo odchodzący od typowej biografii, to raczej urywek jego życia próbujący uchwycić bardziej charakter Jobsa niż pokazać czego dokonał i za co zostanie zapamiętany. Piszę, że to świetny pomysł, ale ma on swoje ograniczenia - fabuła wydaje się być trochę, nie wiem, za mała? Po każdym skoku czasowym, w momentach, kiedy ktoś wspomina coś z poprzedniej konferencji miałem wrażenie, że bohaterowie nie przeżyli tych lat pomiędzy, tylko wszystko pamiętają jakby to również dla nich była po prostu poprzednia scena.
Aktorsko fenomenalnie, na początku bałem się, że będę widział przystojniaka Fassbendera zamiast Jobsa, ale każda minuta mnie przekonywała - kolejna kapitalna rola w jego dorobku, nominacja do Oscara gwarantowana. Rogen, Winslet, Stuhlbarg, Waterston tez znakomici.
Ode mnie mocne 8/10, również uważam, że w końcówce za bardzo popłynęli z podnioslym nastrojem. Na razie drugi film roku, za Sicario.

Odpowiedz
#31
(14-11-2015, 11:22)Gieferg napisał(a): Rozumiem filmy o muzykach, sportowcach, ale Jobs? Do tego reboot po dwóch latach? XD Może uniwersum od razu niech zrobią? :P
Czemu uważasz, że życie sportowca, czy muzyka jest ciekawsze do pokazania jako film, niż biznesmena? Oczywiście zależy to od konkretnego przypadku, ale jeśliby robić z tego jakąś zasadę, to dla mnie jest właśnie na odwrót i to przedsiębiorcy są bardziej godni uwagi, bo poruszają się w dziedzinie w której nie ma żadnych wytycznych i jednej drogi do sukcesu, nawet ciężko określić co jest sukcesem, nie można zostać mistrzem świata w biznesie. W sporcie jest prosta sprawa: jesteś szybszy, silniejszy, celniejszy, bo masz talent/więcej trenujesz to wygrywasz, koniec historii, z kolei filmy o muzykach raczej rzadko kiedy koncentrują się na muzyce jako takiej, tylko częściej na szalonym życiu związanym po prostu z byciem gwiazdą. A co trzeba zrobić, żeby zostać multimilionerem, zrewolucjonizować jakąś branżę? Na to nie ma tak prostej odpowiedzi jak w sporcie, więc dlatego dla mnie życiorysy przedsiębiorców są fascynujące.

Co do uwagi o reboocie: często w okolicach premier hitowych filmów widzę na torrentach jakieś niskobudżetowe podróby o podobnym tytule próbujące uszczknąć coś z popularności pierwowzoru - z filmem Jobs jest podobnie, bo powstał na chybcika, byle jak, byle tylko zrobić biografię Jobsa i jak najszybciej wpuścić ją do kin, póki pamięć o nim w miarę żywa. Jest kiepski i ludzkość natychmiast powinna o nim zapomnieć i kojarzyć tylko jeden film o Jobsie: Steve Jobs, który prezentuje sporą artystyczną wartość, a ten Jobs, to rzeczywiście jak ekranizacja notki z Wikipedii. Swoją drogą to mają inwencję do tytułów normalnie jak polscy producenci: jedni nazwali film nazwiskiem, drudzy imieniem i nazwiskiem. Jeśli ktoś trzeci zdecyduje się nakręcić film o twórcy Apple, to będzie miał twardy orzech do zgryzienia :)

Odpowiedz
#32
Cytat:Czemu uważasz, że życie sportowca, czy muzyka jest ciekawsze do pokazania jako film, niż biznesmena?
Bo tych ostatnich mam gdzieś. Pewnie temu.

Odpowiedz
#33
Ja nie oglądałem tego "Jobsa" z 2013 i nie zamierzam nigdy. Nie znoszę Kutchera i ma słabiutkie recenzje. Film Boyle'a to świetne kino, Fassbender daje popis aktorstwa, korci mnie następny seans. Tyle.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#34
Strasznie wymęczył mnie ten film. Wgląd w umysł Jobsa jest rzeczywiście zadowalający, ale w tym gigantycznym wytrysku dialogów nie ma nic zajmującego. Nie mają rytmu jak gadane przygody Finchera, nie mają błyskotliwych linijek jak kino Tarantino, Allena, czy Smitha, przykuwających uwagę rozmów jak u Coenów. Tydzień po seansie pamiętam tylko wymianę zdań której bohaterką była Judy Jetson. Męczy powtarzalność tych trzech historii, zawsze wiadomo, ze tuż przed Naprawdę Ważną Konferencją na pogawędkę wpadną Daniels i Stuhlbarg, Jobs pomyli z tym ostatnim boleśnie niewykorzystaną Sarę Snook i pokłóci się z Winslet o córkę. Naprawdę, momentami przypominało to aż gagi z "Powrotu do przyszłości", zwłaszcza, że tutaj również skakaliśmy w czasie.

Dla mnie to ogromny zawód, spodziewałem się filmu roku, spodziewałem Boyle'a rozwijającego skrzydła i wnoszącego swoje niesamowite wizualia w kino dialogu. Tymczasem był delikatnie piszczącym kanarkiem w złotej klatce. Nie zawodzi aktorstwo, Fassbender i Winslet grają znakomicie, reszta dzielnie im sekunduje, a w moich oczach z drugoplanowych postaci najlepszy był dziwaczny i umiejętnie przerysowany Michael Stuhlbarg. Dobrze radzi sobie Rogen jako potrafiący tupnąć nóżką misio, ma jedną z najlepszych scen w filmie (tą z zegarkiem). Może "Steve jobs" lepiej sprawdziłby się jako książka albo sztuka teatralna, jako film po prostu zaprowadził mnie na skraj kinowej wytrzymałości, tak jak kiedyś "Drzewo życia" wywiercone w fotelu przed wielkim ekranem.

6/10

Odpowiedz
#35
Przez pierwsze pół godziny byłem gotów dać 10/10. Rzadko się zdarza by gwiazdą filmu był scenarzysta - a tu Aaron Sorkin daje popis. Dialogi są niezwykle dynamiczne, budujące napięcie słowami. Jest ciekawie, relacje zdają się obfite a główny bohater interesujący.

Wraz z końcem pierwszego rozdziału (tuż przed wystąpieniem z pierwszym Macintoshem) emocje opadają. Pomysł na POMINIĘCIE najciekawszej części i tej w której Jobs był najbardziej elektryzujący - czyli pokazywanie nowego produktu - jest oryginalny ale chybiony. Niby fajnie, że poznajemy go za kulisami... ale to tak jakby zrobić film o Muhammadzie Alim bez żadnej sceny boksu. Tracimy też okazję do skonfrontowania dwóch osobowości Jobsa (tej zakulisowej i tej publicznej) i szansę dla Fassbendera na Oscara. ;)

Przykro mi to mówić ale biografia Jobsa jest ciekawsza niż ten film. Pominięcie iPhone‘a, rewolucji jaką ten gość wprowadzał i jego charyzmy daje obraz skupiony tylko na małym fragmencie jego osobowości (córka i przygotowania do wystąpienia) i w efekcie płytki. Ten Jobs w ogóle mnie nie zaintrygował. To taki cichy, skromny film, wymagający albo korekt scenariusza albo lepszego reżysera, który nie da się zdominować Sorkinowi. Boyle od początku mi nie pasował i chociaż umie efektownie pokazać dialog, dodać trochę tempa, to czuć od niego tylko rzemieślnika. Brak spójności wizualnej, brak wizji - robota wykonana solidnie ale bez duszy i serca. Fincher ze swoim “Social Network“ wciąga ten film nosem. On mając gościa 10 razy mniej ciekawego i o mniejszych dokonaniach wiedział jak to pokazać i na czym się skupić. Wiedział, że najważniejszy jest moment powstawania Facebooka, umiał skonfrontować charaktery i style życia, fenomenalnie zmontować sceny i spiąć wszystko jedną klamrą o niejednoznacznym i subtelnym przesłaniu. Nie było nawet jednej zbędnej sceny.

Tutaj zbędne jest pół filmu. Relacja z Wozniakiem i tym bardziej Hertzfeldem to żart - rzucają parę słów na krzyż, chwilę się sprzeczają i na tym koniec relacji. Nie czułem autentyzmu relacji ani postaci, żadnej więzi emocjonalnej i przeszłości, nie mówiąc o chemii. Sekundowe wspomnienia z garaża pomijam milczeniem. Nie mówią one nic poza “patrzcie, kiedyś Jobs miał brodę i pracował w garażu“.

Wtrącenie na pierwszy plan relacji z managerką, która nie ma w sobie nic interesującego jest błędem, którego nie potrafię zrozumieć.

Nie widzę w tym Jobsie geniusza, wizjonera - nie widzę iskry w jego oku gdy do głowy wpada mu myśl, która zrewolucjonizuje świat. Wystarczyło przeczytać biografię by kilkana takich scen znaleźć, nie mówiąc o wymyśleniu własnych. Nie widzę osoby tak charyzmatycznej jaką był w rzeczywistości. Widzę za to Fassbendera, który nie za bardzo miał co grać.

Brak wizji artystycznej, brak iskry i odtwórcze rzemieślnictwo Boyle‘a w połączeniu ze skromnym teatrzykiem Sorkina daje film nie budzący większych emocji i marnotrawiący fascynujący temat mimo doskonałych dialogów. Szkoda

7/10 za błyskotliwe dialogi Sorkina, charyzmę Fassbendera i warsztat Boyle‘a. Lepiej przeczytać biografię. zobaczyć przedstawienie Macintosha i iPhone‘a plus przemówienie o trzech historiach.

Odpowiedz
#36
(25-12-2015, 11:38)Capt. Nascimento napisał(a): 7/10 za błyskotliwe dialogi Sorkina, charyzmę Fassbendera i warsztat Boyle‘a.

U mnie to samo. Nowy Jobs to stworzone z pomysłem, świetnie zagrane, dynamiczne kino gadane, które całkowicie wyparło z mojej głowy wspomnienia filmu z Kutcherem.

Odpowiedz
#37
[Obrazek: SteveJobsFassbender.jpg]

Świetny film, aczkolwiek wyłącznie na jednorazowy seans. No i jeżeli kogoś nie jara postać Jobsa to nie ma tu czego szukać. Fass, Winslet i Daniels odwalają w tym filmie niesamowitą robotę, ich role są rewelacyjne. Fass wszedł w buty Jobsa idealnie i pokazał się z trochę innej strony. Bardzo mile zaskoczyła mnie sama forma filmu - tak naprawdę są to 3 dłuższe sceny, w których postaci chodzą/siedzą i ze sobą gadają, nie mniej iskry sypią się z ekranu bardzo często, a dialogi są bardzo dobre. Najlepsza scena? Rozmowa z Sculleyem przed premierą Nexta oraz kłótnia z Wozem przy próbie prezentacji - coś kapitalnego, ogląda się to lepiej niż kino akcji! Rozczarowywać może za to końcówka, która niestety gra na tanich emocjach i stanowi klasyczną klamrę. Ale to tylko drobny przytyk.

8/10

- What do you do? You're not an engineer. You're not a designer. You can't put a hammer to a nail. I built the circuit board! The graphical interface was stolen! So how come ten times in a day I read Steve Jobs is a genius? What do you do?
- Musicians play their instruments. I play the orchestra.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Bone Tomahawk (2015) reż. S. Craig Zahler Crash 46 15,456 05-04-2026, 01:24
Ostatni post: slepy51
  In the Heart of the Sea (2015) reż. Ron Howard Megaloceros_____ 37 13,548 13-12-2024, 04:52
Ostatni post: Rozgdz
  Green Room (2015), rez. Jeremy Saulnier Pelivaron 30 11,024 02-10-2024, 08:50
Ostatni post: Melvin27
  Phoenix (Danny Cannon, 1998) Mental 4 2,952 11-03-2024, 10:09
Ostatni post: Melvin27
  Spotlight (2015) reż. Tom McCarthy Capt. Nascimento 68 13,467 18-08-2023, 07:38
Ostatni post: Debryk
  The Gift (2015) reż. Joel Edgerton Crash 14 4,023 22-12-2022, 22:00
Ostatni post: Norton
  Seventh Son (Stracharz) (2015) Lawrence 20 5,554 02-11-2022, 01:42
Ostatni post: Rozgdz
  The Big Short (2015) reż. Adam McKay Szaman 22 8,662 27-03-2022, 11:05
Ostatni post: Bucho
  Ex Machina (2015) reż. Alex Garland nawrocki 98 33,147 10-02-2022, 22:59
Ostatni post: Rozgdz
  Suburra (2015) reż. Stefano Sollima vast 34 12,354 18-04-2021, 18:15
Ostatni post: Doppelganger



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości