21-12-2022, 14:42
|
Filmy na święta
|
|
Violent Night (2022) byłby świetnym filmem, gdyby olać rodzinkę i skupić się w całości na Mikołaju (bo np. zwyrole spalili mu worek z prezentami albo zastrzelili renifera czy co), a tak jest średnio. Obejrzeć można, ale są lepsze filmy świąteczne, filmy akcji, komedie i kreskówki, horrory osadzone w takich realiach. 6/10, bo Harbour bardzo dobry, a rozpierducha z młotkiem w stodole chyba najlepsza ze wszystkich sekwencji w filmie.
W tym roku zdecydowałem na formułę jak przy zeszłorocznym Halloween - lecę dekadami i każdy film z jednej takowej. I zwykle taki co nie widziałem. Jednak w przeciwieństwie do Halloween zdecydowałem rozłożyć maraton na dwa-trzy dni. Raz - tyle trwa Boże Narodzenie, dwa - pamiętam, że w Halloween to faktycznie był cały dzień i siedziałem do piątej rano (nie pomogło też, że nie wziąłem pod uwagę, iż niektóre filmy trwały prawie dwie godziny). Przyznam się, że miałem nieco problemów, bo wszystkie ważniejsze tytuły (tak sądzę) nadrobiłem w zeszłym roku bądź widziałem wcześniej w życiu. I musiałem pogłówkować nad listą.
W międzyczasie dziś wpadł Powrót Batmana, (chciałem wczoraj, ale coś mi wypadło), ale i tak nie zrezygnowałem i dzisiaj rozpocząłem ów maraton. Hirłigoł: Noc wigilijna (1913) - czas zrobić przyjemność jednocześnie Putinowi i Zełenskiemu i rzucić okiem na rosyjską produkcję z czasów, gdy jeszcze miała potencjał na bycie cywilizowanym krajem. Akurat oglądałem podczas ubierania choinki, a także jako soundtrack dałem kolędy z jutuba. Mój drugi film od L. Starewicza (pierwszy był Lis Przechera) i jego jedyny aktorski w pełni aktorski. Jedyny moment poklatkowy to jak czart zmniejsza się i wskakuje do kieszeni jednego z bohaterów. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy jeden z bohaterów zasadził niecelnego kopa z kota - znaczy wiem, że przemoc jest zła. Ale dziś by to nie przeszło. Sympatyczne, ukazujące nieco słowiańskiej kultury i innego spojrzenia na Boże Narodzenie. Choć bardziej pamiętny był dla mnie animowana adpatcja. Zdecydowanie ciekawostka, która zaciekawi jedynie historyków i totalnych filmowych buffów, by zobaczyć jak robili onegdaj filmy, zwłaszcza te bardziej fantazyjne. 6/10 Dziewczynka z zapałkami (1928) - tak, niemy film musiał się znaleźć. W dodatku francuski. I do tego najmroczniejsza baśń Andersena (nawet Pan Andersen opowiada, który wiernie adaptował twórczość tego jegomościa nie zdecydował na umieszczenie Dziewczynki z zapałkami). Co do produkcji to zmienili co nieco. Dziewczynka, a właściwie dziewczyna jest niemal dorosła, akcja dzieje się współcześnie i we Francji. W sumie nie taki zły zabieg, bo bieda i nadciągający Wielki Kryzys były powszechne, a sama historia jest dość uniwersalna i ponadczasowa. Daj dziewczynce coś innego do sprzedawania i ogrzewania, a dalej masz smutną historię o niekochanej osóbce, która ma majaki z zimna. Potem odgrywa crossover z Dziadkiem do orzechów, bo w swych wyobrażeniach ma interkacje z zabawkami, w tym żołnierzem, który ma ten wygląd co ciacho w fedorze, które wcześniej widziała. Zakończenie bardziej smutne niż w oryginale, bo tam dziewczynka jednała się ze zmarłą babcią i umierała z uśmiechem. A tu ona i jej żołnierz są ścigany przez hajduka w czerni, który zabija żołnierza, a potem ją i zanosi martwą pod krzyż. Wrażenie (?) mogą robić ówczesne efekty specjalne, których trochę jest i wypadają na tamte lata nieźle. Też ciekawostka, którą zawrócą tylko najwięksi kinomani, ale cieszę że zobaczyłem. Aha Jak Mental powie, że jestem zboczony oglądać jakąś filmową prehistorię, to odpowiadam żeby... poszedł do kościoła i przemyślał swe grzechy wynikające z braku Chrystusa w sercu ;). 7/10 W pogoni za cieniem (1934) - z latami 30. było najciężej, gdyż powstało mało okołoświątecznych filmów (a na Opowieść wigilijną miałem już slota). W sumie bożonarodzeniowej tematyki tu mało i tak jak w Powrocie Batmana ogranicza się do czasu akcji. film Pre-Code do czegoś zobowiązuje - pada słowo "sex". I pomaga tu vibe wczesnych lat 30., który na mnie działa. Brak muzyki i podkreślanie środków wyrazów dzięki czarno-białej taśmie. Ale od razu stawia sprawę, z jakim kinem będzie miało się do czynienia. Początek jak z horroru, bo jakiś łysy doktorek tworzy niecny wynalazek, a tu przerywa pracę jego córka i pracownik wprowadzając screwball comedy. A ojczulek potrafi być groźny i odpychający i wierzy się, że może dopuścić się do najgorszego. Faktyczny protagonista pojawia się dopiero po jakimś kwadransie, a wcześniej jest w centrum jest wspomniana córka doktorka i jej narzeczonego. Ale co mogę powiedzieć pozytywnego? Wątki kobieco-romansowe w filmie z lat 30. które nie posysają bądź są wymuszone! Głównie dlatego, że Nick jest żonaty, a druga główna kobieta jest w centrum uwagi. I przewija się nieco kobiet i żadna nie irytuje i o każdej coś można powiedzieć. Także sarkastyczna żona Nicka ma osobowość. Asta to jedyny mały pies, który nie szczeka na wszystko co się da i nie ma zaburzonego instynktu samozachowawczego. 7/10 Christmas in Connecticut (1945) - zdecydowanie bardziej bożonarodzeniowy od poprzednika, bo na wstępie mamy kolędową melodię w czołówce. Trochę to prototyp świątecznych komedii od Hallmarka, bo to o miłości. A i film opowiada o porzekadle "Przez żołądek do serca" - po tym dziele będziecie mieli coś zjeść. Całkiem sympatyczne. Dużo zasługi Barbary Stanwyck w roli głównej, ale reszta postaci również daje radę - m.in. architekt robiący "męża" Elizabeth czy jej węgierski przyjaciel-kucharz (który brzmi jak Benny Hill i na pewno jakimś ksenofobicznym stereotypem ;)). Praktycznie to "liar revealed", ale z czasów gdy animacje nie zajechały tego na amen i człowiek jest ciekaw jak główna bohaterka wybrnie z tego bigosu, którego nawarzyła. Sprawy komplikuje jeszcze fakt, że Elizabeth zakochuje się w gościu, który już praktycznie ma narzeczoną. I człowiek ma tu zagwozdkę, bo parę zakochań jest i chciałoby się by wszystkim się poszczęściło w miłości. Jak to się potoczy? Cóż, zachęcam do obczajenia tytułu. Niecodziennie się dziwi jak zakochana para w blasku księżyca wyprowadza krowę na spacer. 8/10 24-12-2022, 23:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2022, 02:35 przez OGPUEE.)
Nikt w tym roku nie ogląda jakiegoś bożonarodzeniowego klasyczka :)? Wszyscy na pasterce? Ja tam dalej kontynuuję maraton:
Nie jesteśmy aniołami (1955) - nie sądziłem, że to będzie osadzone w epoce. I akcja zaczyna na jakiejś tropikalnej wyspie z palmami. Mało świąteczna sceneria (nie ma jak europejska wyższość ;)). I nie sądziłem, że to takie dobre. Klimat prawdziwego ducha świąt aż wylewa i udziela nawet trójce niezbyt kryształowych protagonistów. I w praktyce lepsi są charakterologicznie od nadętego kuzyna Andre, którego wszyscy go nienawidzą i sekretnie życzą mu śmierci :). Tytułowi zbiegowie uciekają, bo tak jak w tym kawale nie było wtedy pieprzonych kamer. Można uwierzyć, że trio więźniów to przestępcy, którzy zasłużyli na mamer. I zaskakująco uwierzyłbym, że postać Bogarta jest mordercą, a jego kompani złodziejami, a nie na odwrót (Ustinov to niemal dobry chłopaczyna zawsze mówiący dzień dobry i chodzący do kościoła). Udowadnia, że więzienie to konstrukt społeczny i nie ogranicza do zimnych celi, bo rodzina goszcząca więźniów ma swe problemy. Zaskoczyło mnie, że trio nie ukrywa przed rodzinką, że są więźniami. I zaskoczyło, że Co mogę powiedzieć... Za rok ktoś powinien to obowiązkowo obejrzeć. 9/10 Santa Claus Conquers the Martians - od czasu do czasu trza ujrzeć jakiś szrot, a potem zastanowić nad swoim źle poprowadzonym życiem. Już w latach 60. Boże Narodzenie robiło się skomercjalizowane, bo telewizja na żywo relacjonuje warsztat Mikołaja podczas pracy, a Miki robi wywiad. Nie licząc oczywistej farby na twarzach Marsjan wygląda nawet przyzwoicie i jakoś można uwierzyć, że ma się do czynienia z Biegunem Północnym i Marsem. Jak na standardy taniego kina, oczywiście. Marsjanie już na wstępie zrażają widza do siebie, bo głównym powodem porwania Mikołaja, jest fakt, że marsjańskie za dużo oglądają ziemskich programów telewizyjnych (w tym ten o świętach) i to je demoralizuje. Soccer parents są jednak w całym wszechświecie :P. I porwanie Mikołaja jest relacjonowane na całym świecie i jest zebranie ONZ-u, które na pomoc wysyła stock-footage z manewrów wojskowych. Oczywiście niepotrzebnie, bo Miki ma za broń swoją aurę udzielającą się innym. Gra aktorska na poziomie przedstawienia dla dzieci, a propo u głównych dzieci też nie zauważyłem talentu aktorskiego. Zdecyodwanie powinien trwać do godziny z hakiem, bo zdecydowanie jest przedłużony i klikałem strzałkę w przód, by obejrzeć następną pozycję. Ale mówiąc szczerze, nie powinienem być surowy, bo to ewidentnie miała być taniocha dla dzieci do puszczenia im porannych seansów kinowych i choć to zła produkcja, wsadzanie jej obok filmów Eda Wooda czy naprawdę najgorszych wyrobów filmopodobnych jest niezbyt sprawiedliwa. 2/10 Opowieść wigilijna (1970) - w tym roku już klasyczna adaptacja powieści Dickensa. I ze wszystkich padło na wersję z Finneyem. Też nieźle - głównie dlatego, że nieco odbiega od literackiego oryginału. Np. Duch Świąt Minionych to jedna z tych dewotek z Listonosza Pata zamiast coś nadnaturalnego. Jak Scrooge jak prosi pierwszego ducha o powrót świata rzeczywistego, to nadal opłakuje fakt, że nie hajtnął się z Izabelą. A pod wpływem drugiego Scrooge zaczyna się szczerze cieszyć życiem. I wraz z wizytą trzeciego ducha widz od razu dowiaduje się, że wszyscy go nie znosili i cieszą się z jego śmierci. Finney bardziej gra Scrooge’a jakby to była parodia lub polski kabaret, choć nie wiem czy to nie kwestia tego, że Finney zarówno gra starą jak i młodą wersję swej postaci - i to na starego musieli go ucharakteryzować. Budżetu i widowiskości nie można odmówić, zwłaszcza w ostatnim numerze muzycznym. Ale z musicalowych adaptacji to wolę wersję z Muppetami. 7/10 Vacanze Di Natale - z tą dekadą znów było zagwozdka, co wybrać. Zwłaszcza, że te bardziej znane tytuły już widziałem i część to rok temu. Ale Ameryka nie jest pępkiem świata, więc pobuszowałem po rodzinnym kontynencie. I padło na Włochy. Pierwsza rzecz - stary włoski film, ale nikt nie został zdubbingowany :). Trochę to przypomina Pamiętniki z wakacji - bohaterowie wyjeżdżają na wakacje ido kurortu i toczą się dwie niezależne historie. Z różnicą tą, że akcja dzieje we włoskim Zakopanem podczas świąt/nowego roku i nie ukrywa, że to komedia. Raczej to nie najlepsza rzecz na świecie, ale do świątecznego obiadku można puścić i uroku nie można mu odmówić. Dużo robi tu klimat i zapis tamtej Europy (oglądałem z mamą i powiedziała, że Polska, choć biedniejsza, w tamtych czasach była podobna. Zresztą, jednym z bohaterów są rzymscy cebulacy budzacy odrazę wśród bogatych snobów). I to chyba najbardziej ejtisowy film jaki można wyobrazić - sporo disco italowych kawałków i ówczesnych europejskich szlagierów. W sumie tak się nie zestarzał, bo takie typy ludzi i mentalność niespecjalnie się zmieniły I jak widzę na wiki, musiał to być sukces, bo powstało kilka sequeli. Za rok rzucić okiem na jeden, czemu nie? 6-7/10 25-12-2022, 22:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2022, 23:15 przez OGPUEE.)
Czyli jednak forumowicze przekładają pasterkę nad filmidłami. Cóż, a ja dziś kończę swój maraton.
Ja cię kocham, a ty śpisz - o tytule wiele razy słyszałem, w dzieciństwie pamiętam zapowiedź na Polsacie, może wtedy fragmenty widziałem. I później w młodości, jak mama oglądała ten film w TV, coś tam zerknąłem. I autentycznie zdziwiło mnie, że akcja ma miejsce w Boże Narodzenie, bo tytuł nigdy nie był wymieniany w jakichś topkach bożonarodzeniowych filmów. No więc w końcu w pełni nadrobię. Przede wszystkim to romansidło, a same święta/nowy rok to tak w tle jak W pogoni za cieniem czy Vancaze Di Natale. Choć jakiś świąteczny motyw jak fakt, że w sumie nikt nie powinien być sam, zwłaszcza w takich okresach. Nie chciałbym osobiście znaleźć w sytuacji Lucy, bo to naprawdę niezręczna sytuacja. Jak brat Petera zaczął nachodzić Lucy, to mniej więcej przeczuwałem jak cała historia się skończy. Ale po drodze wydarza parę zwrotów, więc ciekawiło mnie jak to się zakończy. Dobre role Bullock i Wardena w roli wspierającego ojca chrzestnego. 7/10 Fred Claus - tytuł mnie zaciekawił i znalazła się okazja do ujrzenia. Tym razem już film, gdzie Boże Narodzenie i jego cały lore są mocniej zaakcentowane i bardziej integralne z fabułą. Jestem w rozkroku. Fajny moment, jak Fred zwiewał przed zajadłymi ulicznymi self-righteousowym Mikołajami. Świetny Vaughn, z którego dupkowatością można się utożsamić. Fajna relacja tytułowego bohatera z elfem Willym, jak i jego wątek. Podobnie motyw z Slamem. Także jedno z najlepszych przedstawień warsztatu/miasteczka św. Mikołaja. Reszta scenariusza to trochę bożonarodzeniowy standard, który tu nie jest wybitny. M.in. Miki musi chronić swój interes przed ponurym Kevinem Spaceyem, który w paru momentach specjalnie sabotuje robotę na Biegunie Północnym, a potem daje mu banał ze smutnym dzieciństwo. Kilka efektów postarzało - lot saniami mocno bluescreenem i komputerem (ale grunt, że renifery są prawdziwe, a nie kukłami analogicznymi czy cyfrowymi). Podobnie jak DJ elf na pewno nie siedzi w swej kanciapie. Ale z kolei bardzo naturalnie wyszło cyfrowe pomniejszenie aktorów grających elfy. Ale jedno mnie rozwaliło - w retrospektywach mamy Mikołaja jako dziecko, opisanego w filmie jako grube. Normalnie wzięłoby jakiegoś grubego dzieciaka, bo w Ameryce takich nie brakuje, prawda? Nie, zatrudnili ewidentnie chudego dzieciaka, któremu dano fat-suit. Jeden wielki lol i pochwała fatshamingu (albo fatface'u). 6/10 Listy do M. - pierwotnie na dekadę 2010s miał być Artur ratuje Gwiazdkę, ale ten był wcześniej ujrzany. Więc w zamian film z tego samego roku i obligatoryjny polski akcent (w swoim poprzednim bożonarodzeniowym maratonie nie zaliczyłem ojczyźnianej produkcji). Ale opinia gdzie indziej. Reyes contra Santa - na zakończenie dekadowego maratonu znów rodzinny kontynent - tym razem Hiszpania i świeżynka z poprzedniego miesiąca. Nemo pewnie wie, ale reszta nie - w Hiszpanii prezenty dzieci dostają dopiero 6 stycznia i rozdają je Trzej Królowie. A film opowiada o ich walce z panoszącym się Gwiazdorem, którego by najchętniej skazali na śmierć. Napisy początkowe informują, że przy produkcji siedział lokalny PISF, ale w przeciwieństwie do TVP widać budżet i film nie jest w praktyce antyhiszpański i celebruje swą kulturę - ale też przedstawia zagranicznym laikom jak wygląda cała tradycja z Trzema Królami. A także podkreśla się, że wśród rozdawczy prezentów w różnych kulturach jak chociażby Befana mówiąca po włosku czy Dziadek Mróz (pomylony z Mikołajem zresztą). Sam Mikołaj, choć jest przedstawienia z obecną popkulturą, bo mówi z amerykańskim akcentem i wtrętami (nawet jest tekst o Coca-Coli). ale wciąż mieszka w Laponii i stąd ma wygląda jak Wiking. Więc twórcy posiedzieli nad researchem dłużej. Pokazuje też dlaczego globalizacja jest wkurwiająca i coś w tym jest. Gwiazdor pokazany jako megalomański showman, który w zachłyśnięciu się nowoczesnością (i przywłaszczaniem kulturowym) zatracił sens niesienia radości dzieciom. A i też pokazuje rozkrok między powołaniem a powoli ulatniającym entuzjazmem z braku satysfakcji, co reprezentuje Kacper. Jak dla mnie warto obejrzeć i poznać cos odmiennego. I to dobre kino familijne dla dzieciaków i mógłby to lecieć w polskich kinach z dubbingiem w styczniu. EDIT: Jak to jest, że w 2022 roku w Starym Świecie potrafią zrobić coś analogowego bez wspomagania się kompem i zeloną płachtą. Mamy sporo charakteryzacji i animatronicznych kostiumów, a jastrzębie Trzech Króli są grane przez prawdziwe, wytresowane ptaki. 8/10 I to tyle. Życzę w następnych latach oglądania jak najwięcej świątecznych filmów. 26-12-2022, 23:44 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2022, 00:42 przez OGPUEE.)
Moje filmowe święta wyglądały ostatecznie tak:
- kilka dni przed świętami - Scrooged - dwa dni przed świętami - świąteczne GOTG, żona chciała spróbować czegoś, czego jeszcze nie oglądaliśmy, wjechało na spontanie "Christmas with The Kranks" , które mimo fajnej obsady okazało się dennym filmem serwującym absurdalne przesłanie. - dzień przed świętami - Gremliny, świąteczny odcinek Jasia Fasoli, Witaj święty Mikołaju, Glass Onion - wigilia - Die Hard 2 - 1-szy dzień świąt - Top Gun: Maverick (prosto spod choinki) - 2-gi dzień świąt - Home Alone, Pada Shrek (słabe), Edward Scissorhands, Love Actually 27-12-2022, 12:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27-12-2022, 12:03 przez Gieferg.)
Pada Shrek zapamiętam jako ten świąteczny specjał, w którym to ogr słusznie opieprza kumpli z chaty za wpraszanie się bez zaproszenia i demolowanie ciężko zapracowanej Gwiazdki, a jednak to on zostaje w tej historii pokazany w negatywnym świetle... i oczywiście za tekst Wierzbięty z pokazywanie mamie ptaka ( ͡° ͜ʖ ͡°)
27-12-2022, 12:07
Niewesołych świąt / Reviviendo la Navidad (2022)
Nie wiem co za zły świąteczny duch mną kierował, że akurat ze wszystkich tematycznych filmów na Netflix wybrałem właśnie ten - meksykańską wariację będącą połączeniem "Opowieści wigilijnej" z "Dniem świstaka". Padło właśnie na ten tytuł chyba tylko i wyłącznie dlatego, że nie chciało mi się zbytnio niczego szukać, a akurat "Niewesołych świąt" było w czubie filmowego TOP10 Netflixa. I tak po prostu kliknąłem. Magii świąt to za dużo nie ma, a główny bohater nie wydaje się być na tyle złym gościem, aby spotkała go taka kara. Jest trochę zrzędliwy, skąpy w sumie też nie jest jakoś nadzwyczajnie - to, że nie daje bezdomnemu kasy i nie chce zatrudnić do średnio prosperującego biznesu dodatkowego pracownika, który myłby okna, ponieważ aktualnego bolą plecy, jeszcze o niczym nie świadczy. Zdecydowanie bardziej pojebana jest jego rodzinka, aniżeli on sam - leniwy brachol, wuja alkoholik, dupodajna siostra czy rodzice widzący wady u wszystkich tylko nie u siebie. A wszystkiemu przygląda się jakaś transwróżka odpowiedzialna za zaklęcie. W sumie największą wadą głównego bohatera jest chyba to, że ma na imię Chuy. I tyle. :D
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
27-12-2022, 18:01
Sorry OGUPEE, że z przeglądem kina świątecznego byłeś sam na placu boju, ale ja nie miałem w tym roku zbytnio warunków by oglądać te filmy. Nadrobiłem dwa amerykańskie klasyki tuż po Gwiazdce.
Miracle on 34th Street (1947) No, sympatyczne to było i posiadające urok tamtych hollywoodzkich produkcji. Pomysł na fabułę także nienajgorszy - proces o to czy staruszek faktycznie jest Mikusiem czy nie, no i co ciekawe pokazany przystępnie dla młodszych widzów. Edmund Gwenn jest fenomenalnym Świętym Mikołajem i posiada w sobie ten topiący śnieg ładunek ciepła. Aż chciałoby się mieć gościa za dziadka. Nawet zbyt dojrzałe słownictwo małoletniej Natalie Wood jest do usprawiedliwienia, gdyż od początku została wychowana tak przez matkę, która pozbawiła ją tej dziecięcej naiwności. No i krytyka komercjalizacji świąt zawsze na plusie. Był jeszcze ten remake Johna Hughesa ze starszym z Attenboroughów w roli głównej. Domyślam się, że bardziej cukierkowy od oryginału, więc jakoś mnie nie ciągnie. 7/10 White Chrismas (1954) Lubię zawiesić czasem oko na jakiś skąpany w technicolorze musical sprzed 60 lat, a i jeszcze klimaty świąteczne, więc uznałem że wezmę to w końcu na warsztat. Piosenki i ekspozycja miła, ale reszta? Pierwsza sekwencja rozgrywająca się na froncie II wojny światowej nawet obiecywała co nieco. Szczerze, to nawet wolałbym by cały film był o żołnierzach przygotowujących obchody Gwiazdki, ale wiadomo - w 1954 to by się tak nie sprzedało. Niestety im dalej, tym robi się to wszystko trochę zbyt suche. W sensie film nazywa się "White Christmas", ale jednocześnie świątecznego klimatu nie czuć przez cały film aż do finałowych 15 minut. To akurat potraktowałbym jako mniejszy problem. Większym jest dla mnie brak wciągającej historii. Zdecydowanie spłynęła po mnie jak po kaczce i jakoś kompletnie mnie nie obchodziło czy te dwa duety się ze sobą zejdą czy nie. Brakowało pomiędzy obsadą jakiejś chemii. 5/10 29-12-2022, 12:02
White Christmas z tego co czytałem to średniej jakości remake Holiday Inn z 1942. Ja sam odpaliłem oryginał i bawi mnie jak po piosence w której Bing Crosby śpiewa, że marzy o białych świętach jak dawniej, wjeżdza bezwstydny blackface ;)
29-12-2022, 13:07
Już któryś raz to wypominasz, więc chyba masz z tym problem :P Ja nie, bo to jeden z najlepszych blackface'ów ever, z podwójnym uzasadnieniem fabularnym :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 29-12-2022, 15:22
Bo mnie to bawi, a nie mam z kim się wspólnie pośmiać, więc liczę na reakcję forum :P
29-12-2022, 16:37 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-12-2022, 16:37 przez Corn.)
Trochę Cię rozumiem, Corn. Na pewno z ludźmi, z którymi widujesz się na co dzień nie masz co liczyć na wspólne chicholenie z blackface'a (a już na pewno nie z tymi wszystkimi aktorami, którzy żeby nie stracić reputacji muszą służyć za wzorce progresu), więc potrzeby zaspokajasz na jednym z bardziej nieczystych zakątków polskiego internetu, gdzie możesz spokojnie uwolnić swe demony :)
29-12-2022, 16:52 (29-12-2022, 16:37)Corn napisał(a): Bo mnie to bawi, a nie mam z kim się wspólnie pośmiać, więc liczę na reakcję forum :P Jedyne co w tej scenie było zabawnego to na maksa zrobione usta tej dziewczyny, podczas gdy wszyscy pozostali mają "normalne" - tu faktycznie odpadłem, ale tak to luzik, zwyczajne przebieranki świąteczne i trochę namiastki starych zwyczajów, których już nie ma (bo urodzin Waszyngtona i Lincolna już się tak nie obchodzi, jest jakiś ogólny President Day).
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 29-12-2022, 19:34
Jingle All The Way - do pewnych filmów lepiej nie wracać po ukończeniu 10 roku życia ;) Nie dziwię się jednak Arnoldowi, że wystąpił w takiej produkcji - gość był w sumie już spełniony jako bohater kina akcji, miał małe dzieci, więc takie role się przyjmuje (oczywiście za odpowiednią zapłatą). Końcówka z Turbo Manem to jest już taki cringe, że nie idzie tego oglądać. Zwłaszcza, że kiedyś VFXy z lotem Arnolda nad miastem "robiły wrażenie".
Niech więc pozostanie to w mej pamięci jako dobry film dla dzieci :)
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
12-11-2023, 12:21
Dokładnie. Nie tylko zresztą ten jeśli idzie o Arnulda w latach 90. :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 12-11-2023, 15:51
A mnie tam się podobał jak obejrzałem pierwszy w wieku gimnazjalnym (wcześniej tylko były to reklamy i może urywki w TV). Nie wiem jak teraz...
PS 1. A co tak wcześnie? Ja wiem, że już w sklepach i reklamach wystawia się bożonarodzeniowy szajs do kupienia, ale wstrzymałbym się do grudnia ;). 12-11-2023, 15:57 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-12-2024, 20:04 przez OGPUEE.)
Dawno tego filmu nie widziałem ale miałem wrażenie że historia o ojcu i mężu pracoholiku który zapomina o rodzinie, nie jest dla syna superbohaterem tylko wiecznym rozczarowaniem - i próbuje to nadrobić w ostatniej chwili - wcale nie była aż tak dla dzieci :)
12-11-2023, 16:20 (12-11-2023, 15:57)OGPUEE napisał(a): PS 1. A co tak wcześnie? Ja wiem, że już w sklepach i reklamach wystawia się bożonarodzeniowy szajs do kupienia, ale wstrzymałbym się do grudnia ;). Czemu kalendarz ma ci dyktować, jakie filmy oglądać? Filmy z akcją na Boże Narodzenie możesz sobie oglądać nawet latem, nikt tego nie sprawdza. Co dalej, OGPUEE? Czy "Fineasza i Ferba" można oglądać tylko w wakacje, a "Dzień Świstaka" wyłącznie 2 lutego? 12-11-2023, 19:12 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-11-2023, 19:12 przez al_jarid.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |

Spoiler





