Filmy na święta
(29-12-2024, 18:01)OGPUEE napisał(a):
(29-12-2024, 17:45)Bucho napisał(a): Kevina nigdy nie widziales?! I Ty sie nazywasz Polakiem?!
 Jakaś zwleczona z zachodu "tradycja" mająca 25 lat i wmówiona, że to polskie jak komuszy karp. Ty sprawdź, kim byli producenci oraz kto zarządzał ówczesnym Foxem :).
Karp to jest przedwojenny a nie komuszy, a Kevina w USA tak nie katują a jak już to jednak stoi niżej w hierarchii za A Christmas Story i What a Wonderful Life ;)
http://www.filmweb.pl/user/Corn

"Pierdu-pierdu, siala-lala; Braveheart kosmos rozpierdala" - Bucho


Odpowiedz
Carry-on nadrobione. Było warto? Nie, ale za to było nużące.

Scena na autostradzie okraszona wypadkiem, kuriozalna. Max 4/10.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
Miss New Year - sowiecka rosyjska animacja na zakończeniu grudniowego maratonu. Leśne zwierzęta robią talent show i zwycięzca będzie misterem/miss nowego roku:


Co ceniłem w Sowietach to postacie zwierzęce w ich animkach są realistycznie odwzorowane i można domyśleć jaki to gatunek. Przykładowo radziecka wrona to stara dobra wrona siwa, gdy w takim Reksiu wrona była całkowicie czarna (a czarnowrony u nas to nadal rzadkość). I ktoś w Sojuzmultfilmie pamiętał, że podloty często są niewiele mniejsze od rodziców. Gdyż mała wrona (główna bohaterka) jest duża względem matki.

Oczywiście jest forma antropomorfizacji, bo zwierzaki chodzą na dwóch nogach i noszą ubrania, zaś mama wrona ma karenową fryzurę. A młoda ma tapirowane pióra z kolorową kokardką. Co nawet jakoś odzwierciedla czasy, bo pewnie i zza żelazną kurtyną wchodziła zachodnia moda. W ogóle czuć ten klimat przełomu lat 80./90. nie tylko poprzez styl animacji i muzyki, także podobnej do naszych produkcji. I trochę zachwytu nowościami, kiedy wszyscy biorą nowoczesną pralkę za jakiś ultrakomputer. Zresztą, jak matka wrona majstrowała w tej maszynie, to przypomniała mi się jak kawka ze złamanym skrzydłem, którą się opiekowałem, kiedyś wgramoliła się do wnętrza naprawianej pralki i nie chciała wyjść.

Fabularnie to trochę takie amerykańskie Sing, ale krótsze i z faktycznym urokiem. Fajne jest to, że głównym bohaterem jest wrona, rzadki wybór na pozytywnego bohatera w utworach o zwierzętach dla dzieci. I miło, że nie ma w zasadzie villaina i bliższe to życiu. Lisica nie jest jakąś zadufaną małpą, a wilk choć "pożycza" szanki od jakiegoś dziecka, to służy głównie za pomoc techniczną. Najbliżej tego jest matka wrony, która też nie jest villainówną, bo mataczy przy wynikach z troski o córkę (która chce wygrać uczciwie). I tak godniej się zachowuje niż madki i ich bombelki będące pierwszymi uczestnikami.

Może to nic szczególnego, ale chwalić za mniej szablonowości.

8/10 

Szczęśliwego Nowego Roku.

Odpowiedz
Three Godfathers (1936) - w Święto Trzech Króli westernowa wersja Trzech Króli. Jest sobie trzech bandziorów, którzy tydzień przed Wigilią po obrabowaniu banku znajdują na pustyni matkę z noworodkiem. Matka umiera, ale prosi mężczyzn o zajęcie się dzieckiem.

Trochę staroć. Początek nieco ospały i trochę trzeba przeczekać gadanych scen. Druga połowa żywsza i nawet szybko zlatuje. Plus oferuje kilka ładnych widoczków. Dość ciekawym zabiegiem jest to, że tytułowi bohaterowie są różnorodni w charakterach. Jeden (wyglądający jak Lee Marvin) to intelektualista, drugi to chłopek-roztropek, a trzeci to zły człowiek. Po Bobie (tym trzecim) widać, że to podejrzany typek, które przyjście zwiastuje znane już w westernach przerwanie muzyki i imprezy. I nie waha się zastrzelić Świętego Mikołaja. Jest najbardziej sceptyczny, by zabierać niemowlę w długą podróż. Zwłaszcza, że pojawiają kolejne trudności jak padłe konie od zatrutego zdroju czy konieczność powrotu do okradzionego miasteczka, gdzie czeka stryczek. Jednak nie jest całkowicie bez skrupułów, bo mimo wszystko idzie na kompromisy z kompanami. Więc w jakimś stopniu panowie wzbudzają sympatię i wierzy się w ich kumpelstwo. I też jesyładna i wiarygodna przemiana Boba. Nawet jest subtelny symbolizm, gdy czarny ubiór Boba jest coraz bardziej zasyfiony od pustynnych warunków i jaśniejszy. I ze dwie rzeczy wzięły mnie z zaskoczenia.

Ładna to przypowieść, choć przykryta kurzem.

6/10


PS. Kolejny utwór, z którego J.K. Rowling zżynała podczas pisania Harry'ego Pottera, bo jedna z postaci nazywa się profesor Snape :).

Odpowiedz
Film powstal na podstawie noweli, nie wiem czy ta postac nie pojawila sie juz wlasnie tam.

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Three_Godfathers_(novel)

Teraz zreszta tak patrze, ze "ekranizacji" tej noweli bylo calkiem sporo. Wersje Johna Forda (te z 1948 roku) wspominam bardzo cieplo, obejrzana pewnie jakies 30 lat temu na TVP2 (jezeli dobrze pamietam), w okolicach drugiego Swieta, moze Nowego Roku. Mialem nawet sie za nia zabrac ostatnio, ale goscie tu, ja w gosci tam i jakos umknelo, takze obejrze dopiero gdzies w okolicach przyszlego Bozego Narodzenia.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
Dzisiaj ujrzałem te same filmy o tym samym tytule, tym samym przedziale czasowym, mającym ten sam czas akcji i o tym samym typie bohatera - jegomościu o imieniu Jack Frost, który reinkarnował się w śniegowego bałwana. Z tą różnicą, że jeden to horror, a drugi to film familijny. 

Normalnie bym te tytuły wrzuciłbym do krótkiej piłki, ale okazało się, że akcja obu dzieje w okresie bożonarodzeniowym. Gdybym wiedziałbym, to obejrzałbym w grudniu. Na szczęście prawosławni obchodzą Boże Narodzenie 7 stycznia, więc wszystko w temacie:


Jack Frost (1997) - zacznę od plusów. Dość pomysłowe napisy początkowe w postaci ozdób choinkowych, a w tle głosy postaci specjału z Rankin/Bass opowiadający origin story złola. Dobrze dobrali wizualnie aktora do tytułowej roli. Odpowiednio zwyrolski i szalony fizys. I w sumie na tym skończę pochwały.

Mam wrażenie, że to coś co napisałby Stephen King. Idiotyczny pomysł wyjściowy, akcja dzieje się małym białym miasteczku, które zasiedlaja bogobojne rednecki. I oczywiste głąby jak bullies szurający się do syna szeryfa i to przed domem (gdzie instynkt samozachowawczy?! Zasłużyli na śmierć). I potem para nastolatków chce gzić się w tym samym domu (nie, nie są spokrewnieni z szeryfem). Konwojenci przewożący seryjnego morderdcę powinni mieć go bardziej zakutego (najlepiej jak Hannibala Lectera), by nie mógł zaciukać pilnującego go strażnika.

Efekty specjalne w większości słabe nawet jak na straight-to-vhs. Bałwan przemawia zwykle poza kadrem. I sam projekt rozczarowujący... spodziewałem, że będzie wyglądać jak na okładce - w gotowym filmie wygląda jak Strach na wróble z Boba Budowniczego po bielactwie i częściowym paraliżu ust. I tu widać, że śnieg jest sztuczny.

Film chciał być w stylu bekowego campowego taniowca do piwa, jak wczesne filmy Petera Jacksona czy Marka Pirro, ale tu ewidentnie zabrakło talentu i większego szaleństwa. I dziwi mnie, że to doczekało się nie jednego, a dwóch sequeli. Nie polecam, bo to nie typ złego kina, które bawi. 

3/10


Jack Frost (1998) - moment, w którym kariera Michaela Keatona nie była w szczycie.

Nie spodziewałem się po czołówce dostanę jakiś film wojenny o bitwie na śnieżki :]. A mówię o tym kolejnym filmie, gdzie rodzic nie ma czasu spędzać z dzieckiem (w tym nieśmiertelnym przyjściu na mecz dziecka mimo danej obietnicy). I to filmie, który nie umie ustawić zasad magii. Nawet sam bohater dziwi się, jakim cudem ożył + uważa, że Bóg wykazał się lenistwem. Jak i film to jukebox movie - BTW piosenka w trakcie pościgu bullies tak mocno bije późnymi najntisami, że aż prosi się zalać bursztynem.

I też nie spodziewałem, że dostanę całkiem znośną produkcję. Co pochwalę to aktorstwo. Keatona i widać, że się bawił. I czuje się chemię między nim a Charliem (też dobrze zagranym). Też pozwolili na większy realizm. Jack początkowo mówi Charliemu, że nie zdąży na owy mecz, ale gdy ogarnia, że termin mu się zgadza, to zapewnia że przyjedzie (oczywiście nie przychodzi). I dzieciak po chwilowym dole rozchmurza po rozmowie z ojcem rozumiejąc powody. I w późniejszych scenach dzieciak też przeklina. A gdy Jack zmienia się w Mrozika, to każdy reaguje z przerażeniem na widok ożywionego bałwana lub próbuje składać wszystko do kupy. Nawet bully nie jest taki jednowymiarowy.

Co też pochwalę to wykonanie Jacka Frosta. Naprawdę dobra animatronika wspomagania niezłym CGI. Mimo, że ma twarz wkurzone szkolnej kucharki, to nie widzę tu niczego creepiastego; w sumie tak wyobrażam ożywionego śniegoluda z realistyczną mimiką.

Film raczej nie będzie klasykiem, ale sprawdza się jako przyzwoicie spędzone półtorej godziny.

6/10 ze wskazaniem na 7/10.


Jak ktoś tu wyznaje prawosławie, to Wesołych Świąt.

Odpowiedz
Dziś 1 grudnia, więc tak jak od 2022 roku oglądam film bożonarodzeniowy, w którego centrum jest renifer. 


Rudolf, czerwononosy renifer (1948) - pierwsza ekranizacja. I to od samego Maxa Fleischera, choć po jakiego prime'ie. Objawia się to częściowo w stylu graficznym i pewien jestem, że biegnące reny w końcówce są rotoskopowane (i w paru momentach Miki). Ciekawe podejście, odmienne od późniejszych adaptacji, bo Rudolf nie jest w żaden sposób spokrewniony z głównych reniferów od Mikołaja, a renifery niezależnie obchodzą święta i koźlaki wystawiają skarpety po prezenty. I każdy gatunek zwierzęcia żyje w wybudowanym przez siebie miasteczku.

Na pewno sympatyczne, no i w krótkiej formie lepiej i klarowniej pokazuje zmagania Rudolfa i nie epatuje okrucieństwem wobec jego przypadłości (i zero ogranych coachingowych banałów o byciu specjalnym). Choć zabawne są okoliczności zatrudnienia tytułowego rena, bo Grubas zwyczajnie nie zainwestował w latarkę i mentalnie dalej jest w XIX wieku. I te naleciałości kodeksu Haysa, bo renifery jak normalne zwierzęta hasają na golasa, ale już matka Rudolfa nosi półdługą sukienkę XD.

I przy okazji rok temu powstał polski dubbing. Robiła to ekipa od IZ-Text, ale nie kaleczy uszu i nieco postarali się, by audio nieco współgrało ze starym obrazem. I klimatu daje Stanisław Heropolitański jako narrator i przynajmniej w jakiś sposób utrwali się jego głos (bo ścieżki lektorskie to pewnie są lost media). Też ciekawym faktem jest to, że imiona mikołajowego zaprzęgu wzięto z Rudolfa z 1998 roku zamiast już ustandaryzowanego spisu imion.

7/10

W tym roku przez grudzień coś na pewno obejrzę i zamieszę opinie, ale raczej będzie to nieregularne względem poprzednich lat, bo szczerze mówiąc nastąpiło u mnie zmęczenie materiału i nie mam głowy do oglądania w dzień w dzień.

Odpowiedz
Dokonałem odkrycia. Okazało się, że Rudolph the Red-Nosed Reindeer Rankin/Bassu miał jednak u nas premierę. Mało tego, ta premiera odbyła się z dubbingiem.
https://www.cda.pl/video/2021215763

Odpowiedz
W końcu znalazłem natchnienie do obejrzenia paru filmów.

Barbie w Dziadku do orzechów - 11. grudnia pierwsza pełnometrażówka w tym roku tj. trwająca powyżej godziny. Pierwszy z tych CGI-filmów o Barbie, gdzie wciela się w jakieś znane IP. I wciąż one co rok powstają. Pierwszy raz oglądałem oczywiście za młodu na Polsacie (i był to okres, kiedy ta telewizja stała się bogatsza i stać było ją na wykupienie dubbingu) i jak wypada po ponad 20 latach? Przynajmniej koresponduje z baletem. I sporo jest sekwencji, gdzie postacie tańczą do Czajkowskiego. I wiele rzeczy pozapominałem, jak np. skalnego potwora, i najlepiej zapamiętałem obsadę dubbingu (no... prawie) i ksywki bohaterów.

Fabułą to bajkowy standard z pewnymi zawieszeniami niewiary (np. nikt nie ogarnął, że dziadek do orzechów to zaklęty książę, bo głos ma ten sam), ale jest spox. Wzięli też diversity, bo jedną z czołowych postaci ruchu oporu jest bengalski ułan. Oczywiście animacja to śmiech na sali, a część teł to 2D rysunki. Ale albo mnie się obniżyły standardy albo zrobili remaster, bo czasem animacja jest jakaś nieco przyzwoita, przynajmniej na początku. Nie jest to jakaś wybitna produkcja, ale też nie jakaś obraźliwa i z tych filmów o Barbie widziałem gorsze (np. Barbie przedstawia Calineczkę). Więc jak się ma w rodzinie lub wśród znajomych małoletnie dziewczę, można z nią obejrzeć.

Co do polskiego dubbingu, uświadomiło, ile tu jest aktorów, co już nie dawno żyją - Bednarski, Gawroński, Nawrocki, Machowski. I odnośnie wspomnień, nie wiem czemu mi się ubzdurał Jacek Rozenek jako Ken? Kiedy to inny Jacek, czyli Kopczyński, robił za Kena. Wyrąbkiewicz to jest Barbie i naprawdę karny kutas dla polskiej reżyserii Barbie Gerwig, że nie dali jej cameo.

6/10


Babes in Toyland (1997) - nigdy nie kojarzyłem tego IP ze Bożym Narodzeniem. Głównie przez brak ikonografii jednoznacznej z tymi świętami i faktu, że w centrum jest osobna kraina, a Mikołaj to w zasadzie dodatek. Ale postanowiłem w tym roku obczaić kilka wersji i na pierwszy ogień poszedł wyrób disneyopodobny, z którym kontakt miałem jedynie w postaci VHS-owego trailera.

Też większy budżet, bo animacja jak na VHS-owy rodowód nie jest zła (a bym powiedział, że wygląda dobrze. Zwłaszcza miejscówka goblinów) i w napisach początkowych pojawia się nazwisko Christophera Plummera i Jima Belushiego w obsadzie. Belushi pewno gra tu HUmpty Dumpty'ego z pedofilskim uśmiechem, bo ten ma sporą rolę. Jack jest wiecznie w trybie Smerf Maruda, bo tak i powinien być bardziej oczarowany w cholernej krainie zabawek i bajkowych postaci. Kurde ja jako 35-latek bym srał z zachwytu. W dodatku nie ma eksploracji tego, że dzieci były w sierocińcu i są generyczne jak diabli. Podobnie para zakochańców, choć mają nieco osobowości. I jak zwykle najwięcej frajdy sprawia zły, głównie w swym przerysowaniu.

Generalnie to jest ponadczasowe, choć czuć tu lata 90., bo fabryka zabawek jest nowocześniejsza, a Tom Piper nosi 90-sowe ciuchy i generalnie wygląda jak członek Backstreet Boys.  I przynajmniej postacie nie są debilami, gdyż Barnaba jest zły na pierwszy rzut oka i jak prosi o klucz do fabryki, to Humpty każe mu spierdalać. Potrafi być zaskakująco mroczny, bo atak goblinów na Toyland to armagedon, a Humpty prawie ginie.

W polskim dubbingu szok - dziecko gra dziecko. I dałbym głowę, że Jacek Bończyk prócz dubbingowania Toma robił dodatkowo za chórki w dwóch piosenkach. I jestem pewien, że słowa Humpty Dumpty'egp "O mój Boże" w oryginale były jakimś eufemizmem :). I nie poznałem Jack Kawalca w roli jednego henchmenów (myślałem, że to Rysiek Olesiński).

5/10


Święty Mikołaj pilnie poszukiwany - gdzie indziej.

Osiem szalonych nocy - dzisiaj Chanuka, to coś o tym święcie. Dobra, jaki był powód, by z TEGO zrobić animację? Titan AE miał tą wymówkę, że był sajfajem i w live action byłby niebotycznie drogi, a ten film? Fabuła jest jak najbardziej przyziemna i spokojnie można byłoby zrobić to live action, a wyszłoby taniej i przede wszystkim szybciej. Nie mówiąc, że styl graficzny niezbyt koresponduje z treścią i ta kreska z 2D Dreamworks gryzie z gimbusowym humorem, wulgarnością i faktem, że to komedia. Z Adamem Sandlerem.

Widziałem lata temu reckę od Nostalgia Critica, ale zdecydowałem ujrzeć wersję po polsku. I o rany - jest jeszcze gorzej. Sandler to chyba jeden z tych świadomych Żydów i odrzucający ich ideolo, bo film jest dość obrzydliwy, a żymski protagonista to nie dającą się lubić menda i wrzód na zdrowym organizmie, nie mówiąc iż inne postacie też są irytujące. Próbuje nieudolnie uderzać wykalkulowane emocjonalne tony, ale co chwila jest żenujący żart czy rozładowanie. Np. burmistrz opowiada suchar i wszyscy w śmiech odwalają jakąś manianę. Fabuła też nie jest jakaś oryginalna (a finał też to Troskliwe Misie i fikcja, bo miasto chce podnieść na duchu lokalnego przegrywa, bo lokalny degenerat odwołał się do sumień ludzkich). W ogóle jest tu problem z tonem i nie mam pojęcia, do kogo celowano. Zbyt infyntalne dla dorosłych, a jednocześnie za wulgarne dla dzieci, bo takie TVP dało znaczek 12+ (czemu mam wrażenie, że podobny znaczek dostałoby od nich Felidae?).

Film miał te szczęście, że wyemitowała go TVP - najbardziej produbbingowa z mainstreamowych telewizji - i otrzymała polski dubbing (i to od najlepszego reżysera dubbingu) i to przykład, gdzie to on jest lepszy od oryginału. Przede wszystkim Whitey jest lepiej dobrany, bo choć mówi podobnym tonem co Sandler i dalej jako postać irytuje, to go przynajmniej dubbinguje stary człowiek (i ten w piosenkach używa prawdziwego głosu). Podobnie z jego siostrą. Przybylski świetny i sprawdziłby się jako regularny polski głos Sandlera. Co mnie dziwi, to 13-letni Benjamin dubbingowany przez Hycnara pod helem. Nie wiem, czemu TVP w swych dubach nie obsadza dzieci. Czy to jakieś regulacje czy co? Nie wiem.

3/10 i nigdy więcej. Aha, jelenie nie brzmią jak jakieś lemingi.

Odpowiedz
Klaus to chyba najlepsza świąteczna kreskówka jaką widziałem w swoim życiu. Serio, nie przypominam sobie żadnej innej, która by tak mi się podobała. 9/10 i filmwebowe serduszko lekką ręką, byłaby dyszka, ale jednak widać, że to cgi udający klasyczne, ręcznie malowane 2d i początek w szkole/obozie trochę odstaje od reszty. Ale to takie tam drobnostki i czepianie się już na siłę, bo WSZYSTKO od chwili pojawienia się na wyspie to absolutny sztos, a każda scena z Klausem (drwal-pustelnik), Alvą (sprzedawczyni ryb, dawniej nauczycielka) i dziewczynką której nikt nie rozumie (bo jest z Laponii czy gdzieś) jest wspaniała. Nawet sam listonosz daje radę, choć tutaj to zwykła sztampa, ale, cholera, to działa. No cudo, cudo, cudo!

E: al_jarid wyjaśnił, że to nie 3d udające 2d, a odwrotnie, a Dr Strangelove grozi mi pozwem. Oczko w górę :)

Odpowiedz
Scrooge (1951) - podobnoż najbardziej definitywna adaptacji Opowieści wigilijnej. Zaczyna się muzyką jak z jakiegoś sensacyjnego horroru. Tak jak w wersji z 1935 r. świat znów jest surowszy. A też jest "god bless you" i "stille nacht".

A także to takie podejście w grozę. Scena nawiedzania Marleya nakręcona horrorowo i realistycznie, bo każdy by się dygał ze strachu. I czuć tu cierpienie Marleya za jego grzechy. I nic dziwnego, że Scrooge ma potem opory przed podróżą z bardziej przyjaznymi duchami. I nie dziwi jego przypływ radości, skoro miał naprawdę upiorną i traumatyzującą noc. A jak Scrooge po przygodach zmienia nastawienie, to służąca wybiega z krzykiem, myśląc że go opętało :D. 

Alastair Sim całkiem wypadł fajnie. Jego Scrooge to nie wiecznie wykrzywiony goblin skrzeczący co chwila "Ba hambag!", a pokazany jako normalny everyman. I w pierwszej rozmowie z Fredem to ten się z nim żre (bo ma wąty, że śmiał wziąć ślub). I jest jako tako serdeczny wobec Cratchita. Także dobranego aktora dali do młodego Ebenezera. I sporo pokazują przeszłości Ebenezera, bo ta stanowi niemal połowę filmu.

7/10 i choć to faktycznie jedna z lepszych adaptacji książki i warto ją obczaić, to jednak jest jedna, lepsza wersja. A jest to.. 


Opowieść wigilijna (1984) - był to mój pierwszy kontakt z Opowieścią wigilijną . I wreszcie zdecydowałem powtórzyć. Fun fact - reżyser tej wersji pracował jako montażysta z 1951 roku. I w sumie widać, bo tu też jest szorstkość świata przedstawionego, chociażby zaczyna się zamglonym Londynem prowadzającym katafalk z Marleyem. Jak i horroru, bo to zdecydowanie najmroczniejsza adaptacja. Już droga do domu jest napełniona podbudową do nadchodzącej grozy (co kontrastowało z poprzednimi pogodnymi obrazkami Londynu). I dalej jest nie lepiej. Dzieci pod szatą Ducha Teraźniejszości są naprawdę straszne, a Duch Przyszłości wydaje z siebie jakiś odstręczające skrzypienie. Ale w przeciwieństwie do wersji Zemeckisa mrok jest naturalny i pamiętał, że jednak jej przesłaniem jest ciepło świąteczne. I mimo zamglonych ściemnionych kolorów wylewa się ta radość z nadchodzących świąt. I w przeszłości Scrooge'a są jednak przyjemne wspomnienia.

Też George C. Scott jest w czołówce najlepszych Ebenezerów. W tej interpretacji jest przede wszystkim zgorzkniały. A także wykazuje chłodnym racjonalizmem i analizą, bo wpierw myśli, że duch Marleya to jakiś omam, a gdy przenosi się w czasie, autentycznie myśli że to z automatu oznacza interakcję z otoczeniem. Lecz pomimo oschłości, jest wciąż w głębi duszy ludzki, np. przy pierwszym spotkaniu z Tiny Timem nie przegania go i prowadzi uprzejmą rozmowę. I też powiedzieli, że dzieciak ma słabe ciało i dlatego ma szanse na przekręcenie się. I wreszcie to adaptacja, gdzie Scrooge domyśla się, kto jest tym umarlakiem, po którym nikt nie płacze. Nie ma się co oszukiwać - każdy na jego miejscu połączyłby fakty. Co też robi Scrooge, ale wypiera z siebie tę informację.  

I jak na produkcję telewizyjną nie można odmówić rozmachu realizacyjnego i spokojnie mógłby mieć kinową premierę.

8/10 i to najlepsza ekranizacja Opowieści wigilijnej, a przynajmniej na podium.


Opowieść wigilijna (1997) - widziane raz na Super RTL po niemiecku. Teraz po polsku. Pamiętam pacholęce zaskoczenie, że to Duch Teraźniejszości jest płci żeńskiej, bo zwykle ta rola przypadła Duchowi Przeszłości. Co teraz mnie zaskoczyło przy powtórce, to dość porządna obsada głosowa - że Tim Curry gra Scrooge'a to wiedziałem, ale tu są również Whoopi Goldberg, Michael York czy Ed Asner.

Zapamiętałem jako bardziej przyjazny. Scrooge to kawał mendy i nawet jest scena, gdy patrzy z wzgardliwie na matkę żebraczkę. A robiło DiC Animation, a to jedna z tych taśmowych ekranizacji na TV. No niby są piosenki będące wodą po kisielu Menkena, Scrooge ma buldoga-comic reliefa (który jest takim samym antypatycznym lujem) i całość jest bezpieczna i z pluszowym mrokiem. A jednak trochę włożyli tego wysiłku i jak trzeba, to nie wygładzają tych najsmutniejszych momentów, bo Mały Tim nadal umiera w złej przyszłości i jest przebitka na trupa Scrooge'a (co prawda przykryte całunem, ale trup to trup). I realizacyjnie całkiem w porządku i nawet postarali o jakieś bajeranckie efekty CGI. Wygląd Scrooge'a dokładnie tak wyobrażałem - esencja starego zgreda, którym straszy się dzieci i w innym filmie animowanym byłby złoczyńcą. Robiło to DiC, ze swoimi ograniczeniami i przyzwyczajeniami pod widzów. I nawet szanuję wybory graficzne. Normalnie w filmach dla dzieci, jak główny bohater jest palantem... to jest przyjazny dla oka. Tu nie. Jak jakiś dzieciak nie zna treści Opowieści wigilijnej to będzie zaskoczony, iż to ten stary skurwiel (a jest naprawdę jest nieprzyjemny, bo jest gotów bić dzieci) jest głównym bohaterem, a nie Cratchit. 

Nadaje się jako dobre wprowadzenie dzieci do Opowieści wigilijnej. Także polski dubbing trochę włożył wysiłku, bo choć robili weterani łódzkiego oddziału SOF (a jakość tych dubbingów często pozostawiała do życzenia), to nie kaleczy uszu, szczególnie że wzięli autentycznego starca do roli głównej (i Krukowski spisuje się znakomicie). No i dubbing w jednym momencie wspomina się o aspekcie religijnym świąt. Mnie co dziwi, że nie zdubbingowali piosenek. O tyle polska telewizja była przytomna, by dać napisy podczas numerów muzycznych. I pewnie dlatego znaczek 7+, bo młodzież już umie czytać.

6/10, ale podwyższę o 7/10 za to jakie dobre wrażenie pozostawił 

Odpowiedz
(21-12-2025, 14:18)raven.second napisał(a): 9/10 i filmwebowe serduszko lekką ręką, byłaby dyszka, ale jednak widać, że to cgi udający klasyczne, ręcznie malowane 2d

Jest na odwrót - to klasyczna, ręcznie rysowana animacja, która została "upodobniona" do animacji 3D (głównie ten efekt jest zrobiony przez światłocień).

Znalazłem na szybko materiał, gdzie to pokazują:



I też wolałbym, żeby twórcy zrobili to inaczej. Bardzo liczyłem na animację 2D, która będzie wyglądać w pełni jak animacja 2D - za tym tęsknię i tego bym chciał. A tutaj dostaliśmy animację 2D, która... wygląda jak animacja 3D udająca animację 2D. I dla mnie to zmarnowanie ciężkiej pracy animatorów. To po prostu z mojego punktu widzenia jest feler i jedyny minus "Klausa". Jaki sens robić tradycyjną ręczną animację, a potem obrobić ją tak, żeby na taką nie wyglądała? No ale trudno - mimo tego mankamentu od lat z przyjemnością powtarzam sobie prawie co roku w okresie świątecznym.

Odpowiedz
Cytat:Jest na odwrót - to klasyczna, ręcznie rysowana animacja, która została "upodobniona" do animacji 3D (głównie ten efekt jest zrobiony przez światłocień).
W szoku jestem. Autentycznie mi przykro teraz, no.

Odpowiedz
Popraw ocenę i opis, albo pozew.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...

Odpowiedz
(21-12-2025, 23:22)OGPUEE napisał(a): Scrooge (1951) ..
(... )
Opowieść wigilijna (1984) 
(...)
Opowieść wigilijna (1997)  

Gdzie "Scrooged"?
welcome to prime time bitch!

Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.

Odpowiedz
(22-12-2025, 10:03)Dr Strangelove napisał(a): Popraw ocenę i opis, albo pozew.
[Obrazek: comment_x6QkD7FlacVHHgYc1zCCRouL71Q2GQG6,w400.jpg]

Odpowiedz
Krotko i celnie:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
(22-12-2025, 10:16)shamar napisał(a): Gdzie "Scrooged"?

Tutaj. Scrooged był oglądany 4 lata temu.


Vacanze di Natale '95 - w końcu piosenka czołówkowa adekwatna do tematu J. I pierwsza scena też komediowo przerysowana. Tym razem bohaterowie zamiast spędzać święta we Włoszech, to robią to w USA. Jak wspominałem, przy poprzednich odsłonach była kilkuwątkowa produkcja. Ale tu są tylko dwa wątki - jeden jak córka jednego gościa zakochuje się w Luke'u Perrym, a drugi jak drugi gość chce pojednać z żoną, a natrafia na jej bliźniaczkę.

Wystąiło zwiększenie humoru slapstickowego (jak zagipsowany w całości połamaniec), jak i tego abstrakcyjnego. Jak np. ROBIENIE WSZYSTKIEGO na nartach. I nie odmówię rozmachu przy scenach ze śniegowymi sportami. Jak na prostą komedyjkę w całym cyklu przebitki na wyczyny robią wrażenie.

Tym razem lata 90. wjechały na pełnej - porządniejsza taśma, flanele i dżinsy, świetliste dyskoteki, a w muzyczce eurobicik. A muzyka też mocno nostalgiczna dla mnie - Scatman John, solowa Annie Lenox. Zagipsowany w całości połamaniec. I mniej poprawności politycznej, bo jeden z bohaterów przypadkowo trafia na pokój zniewieściałego wąsacza z Wyspy Pięknych Mężczyzn, a drugi ma powtarzający się gag, gdzie komediowo zderza z jakimś Murzynem. I też więcej golizny - zarówno tej damskiej, jak i męskiej. A potem uczestniczy w zapasach w kisielu z dziołchami.

Też stałym elementem są dwaj aktorzy, którzy grali w poprzednich częściach i za każdym razem wcielają się w kogo innego. I z tego powodu zrobię prztyk do Listów do M., bo skoro TVN chce koniecznie zachowywać Adamczyków i Karolaków, to czemu nie mogą za każdym w nowych rolach i historiach tylko kontynuują ten jeden wątek?

6/10


The Town Santa Forgot - zaciekawiłem się tytułem. I po przeczytaniu streszczenia na wiki, postanowiłem to obejrzeć z siostrzeńcem. I jednocześnie wprowadzić nieco pedagogiki wstydu w młodym, bo trochę został rozpuszczony ;). A nawet siostrzeniec się głośno spytał, co z tym bachorem nie tak. W stylu Grincha, bo narracja i dialogi są konsekwentnie w rymach. Animacja i styl graficzne ładne i choć to robiła Hanna Barbera (której specjały oglądałem 2-4. grudnia), to już ten czas, gdy zmieniała się w Cartoon Network. I polska wersja była właśnie CN. Siostra uprzedzona jest do Cartoon Network, bo "tam leciały głupie rzeczy" i średnio była zadowolona, że mu puszczam niezbyt pedgaogiczne rzeczy. Dlatego nie oceniajcie po okładce, bo sporo wciska słusznego przesłania, by nie być egoistą i dawać coś od siebie. Trochę moralizatorskie i pod sam koniec młody chciał skończyć, bo ogarnąl przesłanie. Jak na małą rzecz, spoko się oglądał. Siostrzeńcowi się podobało.

7/10


Flip i Flap w krainie cudów - nareszcie za mną ten tytuł z Flipem i Flapem. Leciał w Pionierze z okazji 130-lecia kina, a że film widnieje jako świąteczny i zjawia się Mikołaj (choć akcja dzieje się w lipcu, co stwierdza sam zły), to zasuwam. Tym razem mało osób na sali, bo to nie jest aż tak kultowy tytuł, a popularność obu panów w Polsce przykryła się kurzem. Co mnie zaskoczyło, to trochę dzieciaków było, bo jednak to bardzo wiekowy i z podobnych okresowo staroci to lepiej wszedłby np. Czarnoksiężnik z krainy Oz. Był jakiś ojciec z kilkuletnią córeczką, po której słychać było, iż się nudziła, bo pytała kiedy koniec. Ale z kolei bała się sceny, jak Barnaba z Diabłami Piszczałkami robił wjazd na krainę zabawek, więc przy innych tonach się sprawdza.

I jednak publika się śmiała przy niektórych sekwencjach. Sam współdzieliłem z widzami śmiech, kiedy Flip każe zdecydować władzom czy chcą żywego czy martwego. Najwięcej się ludzie śmieli się na ślubie Barnaby i wynikłych konsekwencji ;). Też mnie rozwaliła bezpośredniość Tom-Toma w zalotach do Bo-Peep, bo również nie ukrywa, że chce zamoczyć pęto i nawet zakuwa ja w dyby, by wyznała mu miłość. Ale laska go woli, bo mimo bycia odpustowym Piotrusiem Panem jest młody i przystojny. A Flip i Flap chcą zabić złego, by dostać nagrodę. 

Historia dzieje właściwie z perspektywy comic reliefów i nie wiem czy nie lepiej byłoby, gdyby powstał jako samodzielna adaptacja aniżeli końc pociągowy dla Flipa i Flapa. Z drugiej strony, para zakochańców bezbarwna i przewidywalna jak diabli, i każdy jest ciekawszy. Z kolei Barnaba nie jest głupi, bo w kieszeniach na złodziei nosi pułapki na myszy i też wietrzy podstęp że strony Flipa & Flapa.

Byłem zaskoczony rozmachem inscenizacyjnym. Hal Roach nie szczędził scenografii, a całość jest całkiem różnorodna i wiarygodnie bajkowa. Także pojawiają się efekty specjalne, jak poklatkowe żołnierzyki (które w większości są grane przez aktorów kroczących jak Terminatory). A to jeszcze czasy sprzed Czarnoksiężnika z krainy Oz Królewny Śnieżki. A zamiast dać aktorom grającym zwierzęta symboliczne malunek, to sprawili im pełne realistyczne fursuity, trochę z dzisiejszej poerspektywy mogą być creepy. Jak ta przeklęta Myszka Miki grana przez męczoną małpkę (bo wtedy wszysyc męczyli zwierzątka). Też taka ciekawostka - Disney nie miał żadnego problemu z użyczeniem Mikiego, a także dał zgodę na użycie Who's Afraid of the Big Bad Wolf? - coś, wobec czego obecny koncern używając jego nazwiska nadaremno dostałby apopleksji. Minusem realizacji jest to, że nie starczyło pieniędzy na kolorową taśmę i dopiero po latach zrobili koloryzację, która wygląda dośc wyblakło. I wielka szkoda, że jednak nie zrobili w kolorze, bo na pewno byłoby co podziwiać.

7/10 

Odpowiedz
Polska ma Kevina, Szwedzi maja...Donalda:

Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
A fani sequela mają i jedno i drugie:

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Filmy noir szopman 55 14,485 02-12-2025, 04:28
Ostatni post: Mefisto
  Filmy, które nigdy nie zostały zrealizowane. nawrocki 16 3,952 13-06-2025, 11:30
Ostatni post: shamar
  Dzieciaki a filmy Gieferg 236 60,913 25-02-2025, 01:48
Ostatni post: OGPUEE
  "Filmy więzienne" Bronco Bill 31 34,665 29-12-2024, 03:51
Ostatni post: Bucho
  Najbardziej oczekiwane filmy w życiu Gieferg 31 7,913 12-01-2024, 22:08
Ostatni post: zombie001
  Filmy, które ostatecznie nigdy nie powstały bądź nie doczekały się dystrybucji slepy51 16 9,991 06-09-2022, 02:35
Ostatni post: shamar
  Filmy, które były wg Ciebie zajebiste, ale nigdy nie obejrzałeś ich ponownie Super8 15 5,788 25-02-2017, 00:33
Ostatni post: Szpeku
  Filmy gdzie przychodzi po kogoś ŚMIERĆ Pai-Chi-Wo 10 5,078 12-02-2017, 00:34
Ostatni post: Pai-Chi-Wo
  Filmy prawnicze Eorath 24 15,556 07-02-2017, 19:23
Ostatni post: Pai-Chi-Wo
  Filmy, które doceniliście po latach military 36 12,119 03-02-2016, 21:32
Ostatni post: Szpeku



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości