val kilmer, członek elitarnego oddziału komandosów, poluje na kidnaperów, którzy porywają i przeznaczają na handel młode kobiety. tym razem jednak nie chodzi o uwolnienie wszystkich - kilmer ma za zadanie uwolnić tylko jedną dziewczynę i ma na to niecałe 48 godzin. teraz uwaga: 'spartan' nie jest filmem akcji, choć z pobieżnego opisu wynika coś dokładnie odwrotnego. 'spartan' to dramat sensacyjny albo jak kto woli thriller szpiegowski. najlepszy nie-Mannowski film sensacyjny, jaki widziałem od lat, pomimo tego i tak najbliżej mu do Miami Vice (a raczej powinno być: MV najbliżej do 'spartana'). jeśli to was nie przekonuje, uzupełnijcie obrazek o kino samurajskie Kurosawy, z jego kontemplacyjnym nastrojem i poczuciem daremności.
kilmer gra wprost fenomenalnie. do samego końca pozostaje tym samym człowiekiem - emocjonalnie neutralnym żołnierzem. atmosfera opowieści jest ponura, wyciszona, ale i pełna podskórnego napięcia; sporo akcji dzieje się w nocy, wiele scen pozostaje niedopowiedzianych, pewne motywy tajemniczo przemilczane, jakby wstyd było o nich nawet szeptać. dialogi są znakomite. proste, ekonomiczne, nastawione na komunikatywność, bez one-linerów i bez gadania banałów. jedyną skuchą twórców będzie w moim odbiorze postać stoddarda (William H. Macy), bo choć potencjał dramaturgiczny w niej tkwiący był ogromny, to niestety nie został on należycie spożytkowany.
'spartan' to dzieło z gatunku tych rzadkich, niedocenianych i zapomnianych.
naprawdę niewiele potrzeba, żeby powstał dobry film.
"Jeden bunt, jeden wojownik"
16-07-2009, 03:01 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2015, 12:46 przez Mental.)






