wieść gminna niesie, że kiedy thomas harris zakończył pisanie powieści, wysłał kopie do najważniejszych osób z ekipy silence of the labs, czyli jonathana demme, jodie foster, teda tally'ego oraz anthony'ego hopkinsa z nadzieją rychłego zaakceptowania fabuły. od tamtej pory do momentu rozpoczęcia prac na planie scenariusz był zmieniany co najmniej 15 razy (między innymi przez samego davida mameta) z powodu niezadowolenia reżysera i pani foster. ostatecznie oboje nie wzięli udziału w produkcji filmu, co z dzisiejszej perspektywy interpretuje jako posunięcie nadzwyczaj bystre. bo niestety 'hannbal' w żadnym aspekcie nie dorównuje genialnemu thrillerowi demmego, a jako że 'milczenie owiec 2' mam świeżo w pamięci, to postanowiłem wymęczyć, co następuje:
w tym konkretnym filmie ridley scott jawi mi sie jak nigdy dotąd jako kołodziej robiący kwadratowe koła. z jednej strony odnalazłem w 'hannibalu' dużo nienachalnej poetyki - samotność głównej bohaterki, emocjonalnie "puste", przygnębiające lokacje, nietypowe długie ujęcia jak na tego typu kino, dobre kadry, a przede wszystkim dużo chęci opowiadania obrazem - co czyni film scotta w pewnym stopniu oryginalnym. z drugiej strony koleś niby rozumie istotę rzeczy, ale co z tego, skoro w filmie natrafiłem także na mega rozległe płycizny, komiksowość scenariusza (w złym tego słowa znaczeniu), momentami maksymalnie groteskowo przegiętą przemoc, no i parę wątków trochę z dupy wziętych, będących najwyraźniej wykwitem elokwencji kolejnych scenarzystów, katujących pierwowzór harrisa. jest w tym co prawda jakaś magia, coś z pogranicza barokowej poezji i stylowego filmu klasy B, jest też tu ulotna dusza produkcji z lat 90-tych (po obejrzeniu niektórych scen aż zachciało mi się mimowolnie gorącą kasetę VHS przyłożyć do policzka), ale co by nie mówić, 'hannibal' nie jest 'milczeniem owiec', a julian moore - jodie foster (choć kobieta się stara i w roli nowej clarice starling nie wypada wcale najgorzej). niestety na nic jej wysiłki, gdyż prawdziwie ciężką żenadą zalatuje kluczowy motyw filmu, mianowicie pogaduszki lectera z agentką w trakcie spaceru po centrum handlowo-rekreacyjnym. nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, czytaj: to się nie mogło udać. w założeniu reżysera rozmowa bohaterów przez telefon komórkowy to miała być pewnie jakaś super głęboka, wielopoziomowa wymiana mrocznych zdań, ale wyszło coś przeciwnego. czasami lepiej milczeć niż wygadywać banialuki na komendę. generalnie im bliżej końca, tym film coraz radykalniej pikuje, by w finale po prostu wyrżnąć centralnie o glebę i jeszcze mieć czelność się z tego cieszyć.
ok, teraz trochę chwalenia. pomimo że nie pałam jakimś hura uwielbieniem wobec 'hannibala', to muszę uczciwie przyznać, że dwa elementy w nim zawarte rozwaliły mnie dokumentnie: epizod florencki, a w szczególności fenomenalne zdjęcia, idealnie oddające klimat i plastykę miasta (kto był, ten wie) oraz charakteryzacja gary'ego oldmana, którą możecie podziwić na załączonej fotografii:
Gary Oldman
tak, drogie dzieci, to nie jest cgi poparzona głowa Two-Face'a z TDK. to jest tak kurewsko makabryczny makeup, że spowodował on u mnie natychmiastowe odłożenie talerza z jadłem, który trzymałem pod nosem. rzadko mi się to zdarza na marginesie mówiąc. bezceremonialność w ukazywaniu zniszczonych lic masona vergera oraz niekamuflowana ohyda samej postaci wjeżdżają solidarnie na pełnym gazie już u zarania opowieści. verger, będąc jedną z wczesnych ofiar dra lectera, jeździ teraz na wózku pod tlenem i kroplówką i w zaciszu swego zamczyska knuje plany srogiej zemsty na oprawcy (swoją droga, koleś miał x lat na obmyślenie najokrutniejszych tortur, a i tak koniec końców wpadł na najbardziej banalne z możliwych - cóż, gdy przychodzi co do czego, każdemu może zabraknąć inwencji). widok pokiereszowanej twarzy z czasem stopniowo powszednieje, niemniej pierwsze moje wrażenie było, jakie było i nic na to nie poradzę. siekierka dla pań i panów od makijażu, że zmusili mnie do odstawienia posiłku i siekierka dla gary'ego, że nie słucha ekspertów od kreowania wizerunku.
P.S
film ma zajebista czołówkę. oglądałem ją chyba z milion razy.
28-07-2009, 00:47






