Po obejrzeniu całości - świetny serial, bardzo brutalnie przerwany. Po zakonczeniu ogladania zadnego serialu nie mialem takiego niedostatku. "Rzym" opowiedzial co mial opowiedziec. "Twin Peaks" wypalił sie po pierwszym sezonie. "Carnivale" juz mi sie zaczal troche nudzic. "Dexter" może sie urwać, dostatecznie juz widzialem. "Deadwood" tymczasem chcialbym zobaczyc jeszcze co najmniej jeden sezon. Byly momenty a nawet odcinki nudy, ale patrzac po wszystkim na całokształt...
Zalet od groma. Przedstawie irytujace mnie postacie...
- Szeryf Bullock a konkretnie grajacy go Timothy Olyphant to najwieksze drewno jakie widzialem od czasu głownego bohatera filmu "Jumper". Sprawdza sie tylko wowczas gdy z daleka jest schowany za zarostem, za kapuleszem i jest wyraźnie wkurwiony. Wszystkie inne stany emocjonalne, zwlaszcza pokazane z bliska to drewno. Chyba najgorszy aktor serialu.
- Pani Bullock. Ani ładna, ani zacnie zagrana, ani do powiedzenia nic ciekawego nie ma. I te wybałuszone oczy. Zutylizować.
- Cy Tolliver, doskonale zagrany, ale facet jest tak non-stop antypatyczny, ze mnie to zmeczyło. Naprawde dobrze zagranty, ale w porownaniu z Swe-genem jest na jedna nute. Nudny przez to.
- Ekipa Bella Union, czyli ten kreskówkowy starszy pan w kapelusiku mowiacy głupio, Joannie Stubbs, Eddie Sawyer i rudy krupier-opiumusta w okularach a także barman w kapeluszu. Nuuuda. W porownaniu do ekipy z "Gem" to nędza.
- Calamity Jane. Wolałbym prawdziwego, twardego babochłopa niz babke udajacą twardego babochłopa. Na poczatku bardzo mi sie podobala ta postać, ale od ciaglego, Ciagłego, CIAGŁEGO ukazywania jej pijaństwa i towarzyszacego mu bełkotu juz tylko przewracalem oczami z nudów. Ocipieć można od pewnego momentu.
- Trixie , z tego co pamietam to na poczatku serialu ta postac byla normalna az tu nagle przemieniła sie w drącego morde, brzydkiego, wrednego drapieżnika. Meczyła mnie tym, podobnie jak Cy Tolliver. Szkoda ze nie zabiła Hearstwa, to byłaby piekna w swoim kompletnym braku podniosłosci smierc Tytana z rąk taniej, brzydkiej i wulgarnej dziwki na dodatek dzierżącej pistolet-niemalże zabawkę, majacej w tym momencie cycki i cipe na wierzchu. To byloby jakieś zamkniecie serialu. Az mi sie przypomnial cytat z "Sin City", gdzie bodajze Marv mowi cos w stylu "dzieki niemu ludzie zostawali burmiastrzami lub przestawali nimi byc, mogl byc prezydentem a teraz zginie z powodu zwyklej dziwki i bardzo podoba mi sie ta mysl".
- Jack McCall / Francis Wolcott, Jeden aktor grajacy dwie wyróżniajace sie postacie, WTF!?
Ulubione postacie:
- Al Swearengen
- Jewel
- Dziki Bill Hickok
- Mr Wu (a w zasadzie jego interakcje ze Swe-genem)
Zaskoczyla mnie ilosc humoru. Usmiałem sie pare razy do rozpuku. Z kolei sprawa z kamieniami Ala to az mnie bolała.
"Chóry anielskie dla ciebie pochodzić będą z dupy świni"
Pytanie prowadzącego śledztwo szeryfa z tego samego odcinka:
"- Czy ciało już zostało pożarte?":)
Zalet od groma. Przedstawie irytujace mnie postacie...
- Szeryf Bullock a konkretnie grajacy go Timothy Olyphant to najwieksze drewno jakie widzialem od czasu głownego bohatera filmu "Jumper". Sprawdza sie tylko wowczas gdy z daleka jest schowany za zarostem, za kapuleszem i jest wyraźnie wkurwiony. Wszystkie inne stany emocjonalne, zwlaszcza pokazane z bliska to drewno. Chyba najgorszy aktor serialu.
- Pani Bullock. Ani ładna, ani zacnie zagrana, ani do powiedzenia nic ciekawego nie ma. I te wybałuszone oczy. Zutylizować.
- Cy Tolliver, doskonale zagrany, ale facet jest tak non-stop antypatyczny, ze mnie to zmeczyło. Naprawde dobrze zagranty, ale w porownaniu z Swe-genem jest na jedna nute. Nudny przez to.
- Ekipa Bella Union, czyli ten kreskówkowy starszy pan w kapelusiku mowiacy głupio, Joannie Stubbs, Eddie Sawyer i rudy krupier-opiumusta w okularach a także barman w kapeluszu. Nuuuda. W porownaniu do ekipy z "Gem" to nędza.
- Calamity Jane. Wolałbym prawdziwego, twardego babochłopa niz babke udajacą twardego babochłopa. Na poczatku bardzo mi sie podobala ta postać, ale od ciaglego, Ciagłego, CIAGŁEGO ukazywania jej pijaństwa i towarzyszacego mu bełkotu juz tylko przewracalem oczami z nudów. Ocipieć można od pewnego momentu.
- Trixie , z tego co pamietam to na poczatku serialu ta postac byla normalna az tu nagle przemieniła sie w drącego morde, brzydkiego, wrednego drapieżnika. Meczyła mnie tym, podobnie jak Cy Tolliver. Szkoda ze nie zabiła Hearstwa, to byłaby piekna w swoim kompletnym braku podniosłosci smierc Tytana z rąk taniej, brzydkiej i wulgarnej dziwki na dodatek dzierżącej pistolet-niemalże zabawkę, majacej w tym momencie cycki i cipe na wierzchu. To byloby jakieś zamkniecie serialu. Az mi sie przypomnial cytat z "Sin City", gdzie bodajze Marv mowi cos w stylu "dzieki niemu ludzie zostawali burmiastrzami lub przestawali nimi byc, mogl byc prezydentem a teraz zginie z powodu zwyklej dziwki i bardzo podoba mi sie ta mysl".
- Jack McCall / Francis Wolcott, Jeden aktor grajacy dwie wyróżniajace sie postacie, WTF!?
Ulubione postacie:
- Al Swearengen
- Jewel
- Dziki Bill Hickok
- Mr Wu (a w zasadzie jego interakcje ze Swe-genem)
Zaskoczyla mnie ilosc humoru. Usmiałem sie pare razy do rozpuku. Z kolei sprawa z kamieniami Ala to az mnie bolała.
Mental napisał(a):Swerengen do E.B. Farnuma (1 ep 3 sezonu):Następna linijka jest lepsza:
Kładź się kurwa i słuchaj. Masz mówić prawdę. Jak skłamiesz, zbezczeszczę twoje jebane
szczątki.:) :)
"Chóry anielskie dla ciebie pochodzić będą z dupy świni"
Pytanie prowadzącego śledztwo szeryfa z tego samego odcinka:
"- Czy ciało już zostało pożarte?":)
01-02-2011, 18:10






