Porównań uniknąć się nie da, więc i ja nie zamierzam ich unikać. Serial miał power, film go nie ma i próbuje to sprytnie kamuflować odwołując się kilkakrotnie do muzycznego motywu przewodniego z serialu. Za pierwszym razem jasne wzbudziło to u mnie westchnienie i sentyment, ale za drugim i trzecim już nie. Najlepiej wypadli Liam Neeson bo jako John 'Hannibal' Smith ma plan na każdą ewentualność i okazję (czyli tak jak powinno być), oraz Bradley Cooper jako Porucznik Templeton 'Buźka' Peck bo to kobieciarz który umie się dobrze ustawić w życiu (czyli tak jak powinno być). Rozczarowała za to mnie totalnie reszta, Mr. T nie do zastąpienia a Murdock za mało szalony i zwariowany. Gdzie te dialogi (potyczki) z B.A. Baracusem znane z serialu ?, brakuje też lepszej i zabawnej sceny z zaciągnięciem B.A. Baracusa do samolotu. Gdzie również MacGyveryzm dyżurny A ?, ta scena z częściami w bazie to moim zdaniem zdecydowanie za mało. Na dodatek van Drużyny A, symbol serialu pojawia się w filmie na krótko i zostaje zniszczony co jest dla mnie czysta profanacją. Sens powstania tego filmu w takiej formie widzę tylko jeden, chęć zarobienia na znanym na świecie tytule. The A-Team ma końcówkę która sugeruje sequel, ale jednak ten pewnie nie powstanie bo film okazuje się klapą.
08-08-2011, 18:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-08-2011, 18:42 przez Kinomaniak.)





