To co mnie w tym filmie uwierało to właśnie walki, które wyraźnie są robione pod kamerę (co mnie zawsze wkurza, apogeum tego to chyba filmowy Blade). Brakuje chaosu i przypadkowości - realizmu. Wyrwane z kontekstu mogą bawić wzrok (jak choćby brutalność w PWZ), ale podczas oglądania filmu jest to niewygodne. Walka u rzeźnika? Seagal rozwala jednego kolesia (fajny motyw z tasakiem), potem drugiego, a trzeci w między czasie stoi i się patrzy, jak mu Seagal torturuje kumpli. A potem ten sam gość (albo koleś od rzeźnika - nie pamiętam już) zostaje ogłuszony przez bohatera dużą kiełbasą. Nie mogę brać na poważnie takiego starcia. Tak samo jak ciężko mi brać na poważnie kogoś, kto rozładowuje broń przed starciem z kilkunastoma kolesiami, którzy chcą go zabić.
No i nie mówiąc już o tym, że z Seagala cienki materiał na twardziela (i aktora zresztą też). One linery, którymi rzuca wypadają niesamowicie sztucznie i śmiesznie.
Może scenariusz jest dobry, ale reżyseria i Seagal są słabe. To film do piwa, nie do porównywania z "The Shield" czy "Heat".
No i nie mówiąc już o tym, że z Seagala cienki materiał na twardziela (i aktora zresztą też). One linery, którymi rzuca wypadają niesamowicie sztucznie i śmiesznie.
Może scenariusz jest dobry, ale reżyseria i Seagal są słabe. To film do piwa, nie do porównywania z "The Shield" czy "Heat".
22-02-2009, 18:12





