Ten film jest niewyobrażalnie zły - ale w sposób taki jak np. The Running Man, czyli w sposób zaskakująco rozrywkowy. Nie podobał mi się i podobał mi się. Miałem wrażenie, że to film z lat 1985 - 1990, i że w każdej chwili zza winkla wyskoczy Rutger Hauer. Taka szczera, sympatyczna głupotka, bez nadęcia, bez ambicji, z przyjemnym tempem. Dziwi mnie tylko to, jak do takiej fajowej szmirki rodem z VHS-a dali się wkręcić Sam Neill, d'Onofrio czy Caviezel.
14-01-2014, 09:20 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-01-2014, 09:30 przez military.)






