Hmm jesli nie wiesz dlaczego "Żołnierze kosmosu" są słabi nawet wówczas gdy czytałeś książkę Heinleina. To jak tu dyskutować o filmie. Film jest dobry oglądadłem, nic więcej. Logika w tym filmie nie obowiązuje. Taktyki brak. Wszystko pod akcję zrobione i efekty specjalnie.
Zacznijmy od tego, że chłopaki z książkowej "Kawalerii kosmosu" używali pancerzy wspomaganych (jeden żołnierz potrafił bronić obszaru paru km2, nie pamiętam w tej chwili ile to było, ale odsyłam do ksiązki). Ach te granaty atomowe i odskoki o 2 km w bok. Dlaczego Verhoeven tego nie wykorzystał? Jatka na ekranie byłaby jeszcze ciekawsza wizualnie. W filmie mamy coś na kształt wspólczesnych marines z karabinami laserowymi. W książce niepotrzebne było wsparcie powietrzne, bo żołnierz był jednoosobową armią, w filmie by się przydało praktycznie cały czas bo filmowi żołnierze to mieso armatnie. A raz tylko widzimy coś na kształt bombardowania.
Taktyka floty kosmicznej tez super logiczna lećmy w zwartym szyku na pewno nas nie ostrzelają z powierzchni. Proponuję poczytać dowolną książkę s-f od Star Wars, poprzez Honor Harrington, po Zaginioną flotę. Nigdzie tak się nie robi desantu na planetę, jak filmowych "Żołnierzach". Ale w filmie chodziło o efektowną rozwałkę floty by to fajnie na ekranie wyglądało (aż drże na mysl, jakby film dziś powstał, na pewno byłby w 3D).
Co do fabuły filmu, to mocno spłycona wersja opowieści książkowej. Takie romansowo-młodzieżowe s-f. Gdy książka to hard military s-f. Aż nabrałem ochoty na ponowną lekturę "Kawalerii kosmosu", tak dla odświeżenia.
Długo by jeszcze wymieniać dlaczego ksiązka jest lepsza od filmu. A film jest jedynie dobry.
Zacznijmy od tego, że chłopaki z książkowej "Kawalerii kosmosu" używali pancerzy wspomaganych (jeden żołnierz potrafił bronić obszaru paru km2, nie pamiętam w tej chwili ile to było, ale odsyłam do ksiązki). Ach te granaty atomowe i odskoki o 2 km w bok. Dlaczego Verhoeven tego nie wykorzystał? Jatka na ekranie byłaby jeszcze ciekawsza wizualnie. W filmie mamy coś na kształt wspólczesnych marines z karabinami laserowymi. W książce niepotrzebne było wsparcie powietrzne, bo żołnierz był jednoosobową armią, w filmie by się przydało praktycznie cały czas bo filmowi żołnierze to mieso armatnie. A raz tylko widzimy coś na kształt bombardowania.
Taktyka floty kosmicznej tez super logiczna lećmy w zwartym szyku na pewno nas nie ostrzelają z powierzchni. Proponuję poczytać dowolną książkę s-f od Star Wars, poprzez Honor Harrington, po Zaginioną flotę. Nigdzie tak się nie robi desantu na planetę, jak filmowych "Żołnierzach". Ale w filmie chodziło o efektowną rozwałkę floty by to fajnie na ekranie wyglądało (aż drże na mysl, jakby film dziś powstał, na pewno byłby w 3D).
Co do fabuły filmu, to mocno spłycona wersja opowieści książkowej. Takie romansowo-młodzieżowe s-f. Gdy książka to hard military s-f. Aż nabrałem ochoty na ponowną lekturę "Kawalerii kosmosu", tak dla odświeżenia.
Długo by jeszcze wymieniać dlaczego ksiązka jest lepsza od filmu. A film jest jedynie dobry.
"Nadchodzi era ciemności... i to my zgasimy światło"
21-01-2014, 22:18





