Konwencja konwencją, ale chodzi mi przede wszystkim o ostatnią scenę, o której pisałem. Zresztą, będąc w kinie zauważyłem, że pół widowni ryło ze śmiechu podczas ostatniego kwadransa, a gdy film się skończył bili brawo. Bo finał to już takie pójście over-the-top, stylistycznie i gatunkowo, że można albo wpaść w zachwyt, albo w konsternację.
24-10-2014, 14:48





