(03-01-2015, 23:28)Negatywny napisał(a): jedyne o czym mogłem myśleć to co do cholery ludzie w tym widzą ciekawego.To był mój pierwszy film Andersona, jaki widziałem, ale nie byłbym aż tak krytyczny, bo jestem w stanie zrozumieć, dlaczego to się podoba - widzę w tym pewien urok, charakterystyczny styl i klimat, choć odniosłem wrażenie, że sposób w jaki Wes prowadzi narrację, jak to montuje, jaki temu nadaje rytm i charakter jest nieco zbyt, jakby to powiedzieć, onanistyczny, narcystyczny. Niestety nie w takim sensie, w jakim są filmy Tarantino, faceta świadomego swojego talentu. Tutaj wygląda mi to raczej na, niekonieczne słuszne, tylko przekonanie o jego posiadaniu.
Oglądało się przyjemnie, ale nie każcie mi przypominać sobie, o co tam chodziło, bo polegnę.
04-01-2015, 01:40





