Do końcówki każde szybkie zabójstwo powiewa zarówno Davidowi, jak i widzowi, a w szkole zaczyna się jakaś quasi-drama z dyszeniem, chowaniem brata po kątach, wyczekiwaniem z nożem i w końcu wielką bitwą z nieśmiertelnym (z niepotrzebnym przedłużaniem, co się kłóci z poprzednią formułą). Mam wrażenie, że reżyser już nie miał pomysłu jak przemielić ostatnie sceny i zostawił prawie czystą kalkę. To, że bohater na końcu wali okejkę nic nie zmienia. Po prostu spodziewałem się, że pójdzie to w inną stronę.
11-01-2015, 12:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11-01-2015, 12:30 przez Salto.)





