Dla mnie niejednoznaczny był np. Kemper, który sam wiedział, że jest zwyrolem i miał świadomość tego, że lepiej (dla społczeństwa) gdyby skazano go na karę śmierci. A Ted jest bardziej imitacją ciekawego bohatera, niż faktycznie taki jest. W teorii brzmi to fajnie - zabija ludzi, ale ma sporo racji w swych poglądach filozoficznych i nie jest krwiożerczą, karykaturalna bestią. To wygładzenie jego postaci, próba wyrównania szali u wagi skutkują, moim zdaniem, tym że Kaczyński jest trochę zbyt nudny. To dążenie do równowagi i pozornej obiektywności pozbawia historię (i samego unabombera) pazura. W kontekście psychiki Kaczyńskiego, serial bardziej skupia się na jego manifeście niż na morderczej działalności. I fajnie ogląda się tę walkę o uznanie, ale czegoś właśnie brakuje. Czemu akurat taką formę "przekazu" wybrał? Czemu uznał, że walcząc o lepszy świat, może niszczyć światy poszczególnych osób? Czy chodziło tylko o Sprawę, a może wysyłanie bomb sprawiało mu przyjemność? Zmysłową, seksualną?
Ted ma być tak niejednoznaczny, że twórcy chyba boją się zaryzykować i przechylić szalę w którąś stronę. I przez to zbyt często poprzestają na bezpiecznych banałach.
Ted ma być tak niejednoznaczny, że twórcy chyba boją się zaryzykować i przechylić szalę w którąś stronę. I przez to zbyt często poprzestają na bezpiecznych banałach.
29-12-2017, 19:26





