Motyw filmu "Dawn of the Seven", gdzie jest tylko sześciu bohaterów i wspomina się o scenariuszowych przeróbkach Jossa, całość ma podkręcony do oporu filtr, a w tle biegają "cgi mutanty" w postaci ziomków w zielonych pidżamach uwielbiam i kocham szczerą miłością. Wszystko, co się wiąże z częścią korpo jest może i przesadzoną satyrą, ale jednocześnie szalenie mi się podoba i wciąga, a przy tym nie wydaje się być też jakoś z dupy wzięte. Bo niby wszyscy są supermenami i mogliby rozwalić cały świat, ale jednocześnie mają ogromne ciśnienie na to, by się podobać ludziom i czuć się lubianym i kochanym :3
18-09-2020, 20:30





