Z jednej strony rozumiem zamysł stojący za Ends - aby nie mieszać tą samą łyżką w tym samym garze twórcy obrali zupełnie nowy, całkiem ciekawy motyw. Skompresowanie go jednak do jednego filmu zamkniętego w 110 minutach powoduje, że żaden element nie jest w stanie odpowiednio wybrzmieć. I dlatego nie czułem się za bardzo wessany w tę historię. Za dużo tu skakania klimatem ze sceny na scenę, a zachowanie postaci jest miejscami irytujące. No i klasyczne boogeymanowe zagrywki jak ta przed domem Laurie były po prostu niedorzeczne.
Zgodzę się, że był tu super potencjał, tylko kurde szkoda że zostawiono to tylko na finalny odcinek tej serii, a nie zrobiono z tego całej trylogii na podobieństwie OT Lucasa w Star Wars. Bo z jednej strony pomysł z
jest moim zdaniem świetny i na swój sposób fascynujący. Miasto usilnie walczące ze swoją przeszłością i kreującą jednocześnie równie pesymistyczny scenariusz na przyszłość jest samo w sobie czymś klimatycznym. To coś, co było próbowane przez reżysera w poprzednich odsłonach, ale były one albo głupie, albo głupie i nudne. Z drugiej strony całość tak popiernicza do przodu, że zakończenie wątku po prostu rozczarowuje.
Notabene, myślałem że aktor grający Coreya to syn Bruce'a Campbella - podobne oczy, podobna szczęka, ale okazało się że to jednak nie geny Asha z Evil Dead ;)
Daję tak 5-6/10 bo jednak cenię za próbę zerwania się z łańcuchów gatunku.
Mały plus za dialog z końcówki:
;)
No i nie dziwię się, że fani sporo marudzą bo chyba mało kto się spodziewał tak mocnego nacisku na klimat coming-of-age.
Zgodzę się, że był tu super potencjał, tylko kurde szkoda że zostawiono to tylko na finalny odcinek tej serii, a nie zrobiono z tego całej trylogii na podobieństwie OT Lucasa w Star Wars. Bo z jednej strony pomysł z
jest moim zdaniem świetny i na swój sposób fascynujący. Miasto usilnie walczące ze swoją przeszłością i kreującą jednocześnie równie pesymistyczny scenariusz na przyszłość jest samo w sobie czymś klimatycznym. To coś, co było próbowane przez reżysera w poprzednich odsłonach, ale były one albo głupie, albo głupie i nudne. Z drugiej strony całość tak popiernicza do przodu, że zakończenie wątku po prostu rozczarowuje.
Notabene, myślałem że aktor grający Coreya to syn Bruce'a Campbella - podobne oczy, podobna szczęka, ale okazało się że to jednak nie geny Asha z Evil Dead ;)
Daję tak 5-6/10 bo jednak cenię za próbę zerwania się z łańcuchów gatunku.
Mały plus za dialog z końcówki:
;)
No i nie dziwię się, że fani sporo marudzą bo chyba mało kto się spodziewał tak mocnego nacisku na klimat coming-of-age.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
22-10-2022, 16:49

Spoiler




