Craig R. Baxley to gość, który parę lat wcześniej dał nam podobne w stylu sensacyjniaki Action Jackson oraz I Come in Peace, i z tych trzech ten ma największy rozmach i stężenie testosteronu na metr kwadratowy taśmy, same gatunkowe klisze, kupa kiczu i niedorzeczności, a jednak – a może dzięki temu – ogląda się to zarąbiście, to jest jak wyprawa wehikułem czasu w okres, kiedy wszystko było proste i miało jaja, po prostu cieszy ta niepodrabialna ejtisowa stylistyka, konkretne akcje, strzelaniny, mordobicia, non stop miałem banana na twarzy.
Rola główna? No kurde, czego oczekiwać od futbolisty, który zapragnął być aktorem, Bosworth jest jako gliniarz-tajniak mało wiarygodny, ale czy Michael Douglas (pierwotnie to on miał to grać) byłby lepszy? Cały film jest przegięty, więc i on też, mnie rozśmieszył zwłaszcza fragment u niego na chacie, gdy rozpoczyna dzień, przygotowując w blenderze miks z bananów, czipsów, jajek, snickersów i uj wie czego jeszcze, po czym okazuje się, że to papka dla jego metrowej iguany (chyba), a w łóżku czeka na niego goła dupencja. No twardziel pełną gębą, nieodrodny syn swoich czasów. Lundgren pewnie byłby tu bardziej na miejscu, ale trudno, jest jak jest, Bosworth robi, co może i jakoś to idzie.
Osobną wartością wyciągającą ten tytuł ponad przeciętność są bez wątpienia Forsythe i Henriksen. Ten pierwszy to jeszcze szczerbaty, zarośnięty brzuchacz, którego znamy z Out for Justice (oba filmy są z tego samego roku), tradycyjnie wyborny w roli brutalnego prymitywa, ale prawdziwą perłą tego filmu jest Lance Henriksen chyba w swoim prime time jako arcyłajdacki szef gangu i kawał drania, paradujący w niesamowitej stylówie, ten facet emanuje takim rozpierdolem, że nic, tylko trzymać się z dala, a jednocześnie nie można oderwać wzroku.
Jak dla mnie 7/10.
![[Obrazek: Losl25e.png]](https://i.imgur.com/Losl25e.png)
PS Przytaczam minireckę Tomasza Bota, niegdyś piszącego dla KMF-u, on opisał ten film perfekcyjnie. :)
Rola główna? No kurde, czego oczekiwać od futbolisty, który zapragnął być aktorem, Bosworth jest jako gliniarz-tajniak mało wiarygodny, ale czy Michael Douglas (pierwotnie to on miał to grać) byłby lepszy? Cały film jest przegięty, więc i on też, mnie rozśmieszył zwłaszcza fragment u niego na chacie, gdy rozpoczyna dzień, przygotowując w blenderze miks z bananów, czipsów, jajek, snickersów i uj wie czego jeszcze, po czym okazuje się, że to papka dla jego metrowej iguany (chyba), a w łóżku czeka na niego goła dupencja. No twardziel pełną gębą, nieodrodny syn swoich czasów. Lundgren pewnie byłby tu bardziej na miejscu, ale trudno, jest jak jest, Bosworth robi, co może i jakoś to idzie.
Osobną wartością wyciągającą ten tytuł ponad przeciętność są bez wątpienia Forsythe i Henriksen. Ten pierwszy to jeszcze szczerbaty, zarośnięty brzuchacz, którego znamy z Out for Justice (oba filmy są z tego samego roku), tradycyjnie wyborny w roli brutalnego prymitywa, ale prawdziwą perłą tego filmu jest Lance Henriksen chyba w swoim prime time jako arcyłajdacki szef gangu i kawał drania, paradujący w niesamowitej stylówie, ten facet emanuje takim rozpierdolem, że nic, tylko trzymać się z dala, a jednocześnie nie można oderwać wzroku.
Jak dla mnie 7/10.
![[Obrazek: Losl25e.png]](https://i.imgur.com/Losl25e.png)
PS Przytaczam minireckę Tomasza Bota, niegdyś piszącego dla KMF-u, on opisał ten film perfekcyjnie. :)
19-03-2023, 12:51
Spoiler




