Podobało się, film jest bardzo dobry, chociaż do ideału dosyć daleko. W przeciwieństwie do paru powyższych opinii, to ja nie dostrzegłem żadnego zjazdu poziomu w drugiej połowie, według mnie to się dosyć powoli rozkręca i ogólnie ta czarno-biała część jest zbyt wymyślna, przegięta i przeciągnięta, przydałoby się tam trochę powycinać, bo jest zbyt dużo ujęć z gatunku "patrzcie jaki jestem dziwny i odważny", nie służą one historii. Na wysoki poziom wskakujemy wraz z pojawieniem się Ruffalo (chyba najlepsza jego rola, spokojnie może skończyć z Oscarem) i trochę go obniżamy, gdy ten znika.
Rzeczywiście wątek byłego męża jakby doczepiony na siłę, albo trzeba było z niego zrezygnować i wymyślić inne zakończenie, albo jeszcze rozbudować, jakoś zasygnalizować na początku. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby nawet pokazanie poprzedniego życia Belli - wtedy nie byłaby postacią w 100% pozytywną, byłoby trochę niejednoznaczności.
Co do wykonania, to scenografie rzeczywiście świetne, ale mi przeszkadza trochę ich sztuczność, baśniowość, odrealnienie, bo ja lubię czuć, że patrzę na prawdziwy świat (w domu Defoe to jeszcze czułem), a nie teatralną dekorację, nawet jeśli piękną. W ogóle w tym roku mamy w oscarowym wyścigu o scenografię trzy mocne kandydatury: Poor Things, Barbie i Killers of the Flower Moon i nawet w Barbie łatwiej uległem iluzji, że ktoś w tym Barbielandzie może naprawdę mieszkać. Zdjęcia również trochę przesadzone, zbyt efekciarskie - wychodzi na to, że ja ogólnie nie jestem fanem stylu Lanthimosa.
Duży plus za humor, w momentach, gdy jest się z czego śmiać, to jest najlepiej.
Ocena? Dam 8/10 bo to był bardzo udany seans, ale bliżej do siódemki niż dziewiątki. Ochota na powtórkę w domu minimalna, może za kilka ładnych lat.
Rzeczywiście wątek byłego męża jakby doczepiony na siłę, albo trzeba było z niego zrezygnować i wymyślić inne zakończenie, albo jeszcze rozbudować, jakoś zasygnalizować na początku. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby nawet pokazanie poprzedniego życia Belli - wtedy nie byłaby postacią w 100% pozytywną, byłoby trochę niejednoznaczności.
Co do wykonania, to scenografie rzeczywiście świetne, ale mi przeszkadza trochę ich sztuczność, baśniowość, odrealnienie, bo ja lubię czuć, że patrzę na prawdziwy świat (w domu Defoe to jeszcze czułem), a nie teatralną dekorację, nawet jeśli piękną. W ogóle w tym roku mamy w oscarowym wyścigu o scenografię trzy mocne kandydatury: Poor Things, Barbie i Killers of the Flower Moon i nawet w Barbie łatwiej uległem iluzji, że ktoś w tym Barbielandzie może naprawdę mieszkać. Zdjęcia również trochę przesadzone, zbyt efekciarskie - wychodzi na to, że ja ogólnie nie jestem fanem stylu Lanthimosa.
Duży plus za humor, w momentach, gdy jest się z czego śmiać, to jest najlepiej.
Ocena? Dam 8/10 bo to był bardzo udany seans, ale bliżej do siódemki niż dziewiątki. Ochota na powtórkę w domu minimalna, może za kilka ładnych lat.
26-01-2024, 09:04





