(29-12-2023, 17:39)Bucho napisał(a): Tak, film wyglada jakby zywcem wyciagniety z lat 70 i nie czuc tutaj silenia sie na stylistyke.
No to chyba na innym filmie wylądowałem, bo jak dla mnie Holdovers to pod względem artystycznym jeden wielki zonk. O ile jeszcze problemu ze starszym znaczkiem Universala nie mam, tak nie wiem po co było wstawianie plansz z tamtego okresu i grindhousowe "niszczenie" obrazu oraz zabawa dźwiękiem. Pasowałoby to do jakiejś zgrywy QT, ale tutaj pojawia się pytanie: po co?
Bo właściwie dlaczego osadzono to w latach 70.?* Znaczenia żadnego dla fabuły to nie ma, a dodatkowo twórcy sami sobie strzelili w stopę, bo nie dość, że cyfrowo musieli ukryć fakt, że nie kręcili tego na taśmie (co zresztą bardzo dobrze widać, chociażby w zachowaniu współczesnego color timingu czy sztuczności obrazu w niektórych scenach plenerowych), to jeszcze diversity im się kompletnie do tego obrazka nie dodaje. Jakoś nie chce mi się bowiem wierzyć, że do prestiżowej, prywatnej szkoły dla bogatych w jednym z bardziej białych stanów północnych lat 60. (akcja rozpoczyna się wszak w 1970, czyli to jeszcze sixties) chodzi tylu czarnych, a cała społeczność płacze nad losem syna kucharki, która zresztą cieszy się jakimś dziwnym, niczym nie uzasadnionym szacunkiem. A do tego jest jeszcze Azjata i nawet Mormon. Zresztą kij z rasami, bo żadna z tych postaci nie ma praktycznie żadnego znaczenia fabularnego. Nominacja do Oscara dla grubej jest w sumie nie wiem za co, bo ona nawet nie gra - po prostu wypełnia sobą kadry. Kamera epatuje jej zmarłym synkiem co drugą scenę (swoją drogą o nazwisku Lamb - trudno o bardziej wysublimowany przekaz), ale gdyby tego wątku nie było, to nic by się nie stało. Bo też i poza okazjonalnym smutkiem mamusi nie ma to żadnego znaczenia. To samo zresztą z fizycznymi przywarami belfra - no są bo są, ale czy pełnią jakąś funkcję, poza tym, że bohater jest przez to ciut bardziej żałosny i godny sympatii? Smród rybny jest wspomniany dosłownie raz i potem problem magicznie znika, a o wytrzeszczu przestałbym myśleć po 5 minutach, gdyby twórcy mi sami o tym nie przypominali co chwila w taki sam sposób, jak o tym synalku. Ten film za bardzo się stara zarówno w stylizacji na epokę, do której nie pasuje, jak i przedstawieniu bohaterów oraz ich problemów - szczególnie, gdy samoistnie narzuca się porównanie do Cudownych chłopców.
Payne przegrywa nie tylko jednak z nimi, co sam ze sobą - pomijając to gówno o pomniejszaniu, to każdy jego poprzedni film był bardziej szczery, bardziej naturalny, jak i zwyczajnie lepszy (wydaje mi się, że nie bez kozery minęła dekada od Nebraski, która, jak wszystkie filmy Payne'a, opowiadała o białych ludziach z konkretnych, małomiasteczkowych środowisk). I wydaje mi się, że ma to spory związek właśnie z odgórnie narzuconym politpopem i faktem, że Payne nie zrobił tego filmu w 100% zgodnie ze sobą. Widać to zresztą w swoistym ugrzecznieniu tej historyjki, która i owszem, dostała Rkę, ale chyba tylko za randomowo rzucane bluzgi. Poza tym jednak wszystko jest tu na poziomie teletubisiów. Przykładem najlepszym jest główny bad guy historii, czyli ten zły białas, którego rasistowskie żarty pisała chyba niebinarna osoba urodzona po 2005 roku, a który najgorszą rzeczą, którą robi w całym filmie (poza pustymi pogróżkami) jest - uwaga! - kradzież i wyrzucenie rękawiczki młodszego ucznia. A nie, czekaj, kradnie jeszcze zdjęcie, na którym robi dopisek godny przedszkola. No potwór po prostu.
W ogóle gros scen nie działa, bo są albo poprowadzone ciężką ręką (gruba dostaje doła na imprezie - niby robi się agresywna, ale nie, bo jednak płacze, ale nie, bo w chwilę potem poucza belfra jak należy postępować, niczym jakiś mędrzec z góry Synaj. WTF?) albo wyjęte z dupy (dziwka oferująca belfrowi numerek w ulicznej księgarni. WTAF?) albo zwyczajnie nierealistyczne (zły białas mówi, że główny bohater dostanie bęcki, po czym następuje cięcie i przenosimy się nagle do kościoła, gdzie zły białas mówi bohaterowi, że nadal jest na niego zły. Aha.). Postaci niby ładnie się uzupełniają, ale bardziej pocierając się o swoje kartonowe istnienia niż faktycznie koegzystując jako postaci z krwi i kości, które autentycznie wpływają nie tylko na podejście do życia pozostałych, ale też na akcję, która, mam wrażenie, płynęła sobie w konkretnym kierunku niezależnie od ich wyborów. Przez to film robi się przewidywalny (a nie przez użyte stereotypy) i nudnawy (całość jest zresztą nieco za długa, bo pełna jakże "potrzebnych" scen, typu Short Round płacze, bo miał koszmar i zlał się w gacie, ale dobry biały go pociesza i to rozwiązuje problem oraz jego potencjalne konsekwencje), a ja nie kupuję ani totalnie randomowych scen wyzewnętrzniania się bohaterów przed pozostałymi, ani tym bardziej tego jak tłumaczą innym swoje emocje. Do samego końca film pozostaje więc emocjonalnie neutralny, bo postaci jedynie gadają o tym, co ja bym chciał z nimi przeżyć, ale nie mogę, bo wszystko jest tu zachowawcze i chłodne. Oraz niewiarygodne. Bo znowuż jakoś trudno mi uwierzyć, że gość będący całe życie pośmiewiskiem i samotnikiem, nagle stał się wrażliwy na wdzięki koleżanki z pracy i niewiadomo co sobie wyobrażał, bo ta mu puściła kilka uśmiechów. Albo to trzymanie się za ręce w końcówce - wyjaśni mi ktoś, co gruba w ogóle tam wtedy robiła, skoro to nie była jej sprawa? No sorry, ale klejone to jest ponownie na ślinę, ze współczesną wrażliwością rzuconą w daleką przeszłość i kompletnie inne realia.
Na osłodę pozostaje jedynie kilka wygranych humorem scenek, jak zawsze dobry (ale nie wybitny!) Giamatti i całkiem niezły (acz też nie umiejący się chyba do końca odnaleźć w świecie, do którego został wrzucony) ten młody, który ma zadatki na coś dobrego w przyszłości. Dla mnie to jednak za mało - a tym bardziej za mało na film oscarowy (już abstrahując od zepsucia się tych nagród).
Meh/10
*swoją drogą usiłuję sobie przypomnieć ostatni solidny film stylizowany na tamtą niepodrabialną epokę i wychodzi mi, że było to chyba (generalnie niezbyt udane, ale przynajmniej wiarygodne) Blood Ties dokładnie sprzed dekady.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
07-02-2024, 20:59 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07-02-2024, 21:04 przez Mefisto.)





