Dorzucę parę zdań i tu.
Mam odczucia podobne jak przy "Wszystko wszędzie naraz".
W pełni rozumiem zachwyty, ale film nie do końca w moim guście.
Dzieląc film na 3 części:
1/3 - Czyli czarno-biały wstęp. Jak na wprowadzenie jest nieco zbyt długi i powoli się rozkręca.
Fajny retro klimat, ładne zdjęcia, trochę przesadne zafiksowanie Lanthimosa na punkcie orgazmów Emmy Stone - tak jakby dorastająca "dziewczynka" nie myślała o niczym innym.
Oglądało się dobrze, 7/10
2/3 - Czyli Wes Anderson na LSD. Wchodzimy w kolor i cała sekwencja podróży po Lizbonie i późniejsza na łodzi to zdecydowanie najlepsza część filmu.
Bajkowa scenografia miasteczka widzianego oczami dziewczyny, która pierwszy raz wyrwała się z ponurego domu, koncert aktorski Emmy Stone i Marka Ruffalo, płynnie pokazujący ewolucję głównej bohaterki a do tego cholernie zabawny. Scenę jak Bella Baxter odwala taniec w stylu Frankensteina i Duncan Wedderburn szybko do niej stepuje, udając że to normalne, oglądałem chyba z 5 razy.
Lynchowskie zakrzywione, niepokojące kadry ulicznych zaułków podczas zwiedzania Lizbony dodawały klimatu.
Byłem oczarowany, 9/10
3/3 - Czyli burdel i powrót męża. Cały wątek Belli Baxter i jej "przygód" jako prostytutka był przeciągnięty i niezbyt interesujący, zbędnie obrzydliwy (chociaż przyznaję, jak pierwszy normalny klient wyciągnął hak zamiast ręki nieźle się uśmiałem). Robi się trochę zbyt chaotycznie, postać drugiej Belli prowadzi donikąd, wątek męża wprowadzony pośpiesznie na sam koniec, do tego nie do końca rozumiem postacie. Bella ot tak ucieka z ołtarza zostawiając męża i ojca, potem traci instynkt samozachowawczy przy ewidentnym psychopacie który chce ją skrzywdzić, a mąż-doktorek nawet nie próbuje w tym czasie sprawdzić co się z nią dzieje? Czemu Bella dokonała przeszczepu mózgu kozy do głowy męża, zamiast przeszczepić mózg swego ojca, dając mu drugie życie? (wystarczyłoby nawet jedno zdanie Dafoe, że tego nie chce).
Do tego brakowało mi lepszej puenty w ostatniej scenie filmu.
No ujdzie, 6/10
Aktorsko jest tu piękny koncert, życiowa rola Emmy Stone, chyba życiowa rola Marka Ruffalo (nie widziałem tego serialu gdzie gra dwóch bliźniaków), doskonały jak zawsze Willem Dafoe.
Poza tym nikt się nie wyróżniał.
Za całość dam 7+/10
Mam odczucia podobne jak przy "Wszystko wszędzie naraz".
W pełni rozumiem zachwyty, ale film nie do końca w moim guście.
Dzieląc film na 3 części:
1/3 - Czyli czarno-biały wstęp. Jak na wprowadzenie jest nieco zbyt długi i powoli się rozkręca.
Fajny retro klimat, ładne zdjęcia, trochę przesadne zafiksowanie Lanthimosa na punkcie orgazmów Emmy Stone - tak jakby dorastająca "dziewczynka" nie myślała o niczym innym.
Oglądało się dobrze, 7/10
2/3 - Czyli Wes Anderson na LSD. Wchodzimy w kolor i cała sekwencja podróży po Lizbonie i późniejsza na łodzi to zdecydowanie najlepsza część filmu.
Bajkowa scenografia miasteczka widzianego oczami dziewczyny, która pierwszy raz wyrwała się z ponurego domu, koncert aktorski Emmy Stone i Marka Ruffalo, płynnie pokazujący ewolucję głównej bohaterki a do tego cholernie zabawny. Scenę jak Bella Baxter odwala taniec w stylu Frankensteina i Duncan Wedderburn szybko do niej stepuje, udając że to normalne, oglądałem chyba z 5 razy.
Lynchowskie zakrzywione, niepokojące kadry ulicznych zaułków podczas zwiedzania Lizbony dodawały klimatu.
Byłem oczarowany, 9/10
3/3 - Czyli burdel i powrót męża. Cały wątek Belli Baxter i jej "przygód" jako prostytutka był przeciągnięty i niezbyt interesujący, zbędnie obrzydliwy (chociaż przyznaję, jak pierwszy normalny klient wyciągnął hak zamiast ręki nieźle się uśmiałem). Robi się trochę zbyt chaotycznie, postać drugiej Belli prowadzi donikąd, wątek męża wprowadzony pośpiesznie na sam koniec, do tego nie do końca rozumiem postacie. Bella ot tak ucieka z ołtarza zostawiając męża i ojca, potem traci instynkt samozachowawczy przy ewidentnym psychopacie który chce ją skrzywdzić, a mąż-doktorek nawet nie próbuje w tym czasie sprawdzić co się z nią dzieje? Czemu Bella dokonała przeszczepu mózgu kozy do głowy męża, zamiast przeszczepić mózg swego ojca, dając mu drugie życie? (wystarczyłoby nawet jedno zdanie Dafoe, że tego nie chce).
Do tego brakowało mi lepszej puenty w ostatniej scenie filmu.
No ujdzie, 6/10
Aktorsko jest tu piękny koncert, życiowa rola Emmy Stone, chyba życiowa rola Marka Ruffalo (nie widziałem tego serialu gdzie gra dwóch bliźniaków), doskonały jak zawsze Willem Dafoe.
Poza tym nikt się nie wyróżniał.
Za całość dam 7+/10
20-03-2024, 23:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20-03-2024, 23:23 przez Capt. Nascimento.)





