Najbardziej lubię ostatnią część trylogii czyli "Dobry, zły i brzydki". Zdecydowanie jest w niej też więcej humoru niż w dwóch pierwszych częściach - zresztą cała historia jest opowiadana z lekkim przymrużeniem oka - co nie każdemu musi przypaść do gustu. Finałowy pojedynek na cmentarzu to sztuka sama w sobie. Napięcie aż wycieka z ekranu i unosi się w powietrzu. Zwłaszcza jeżeli ktoś ogląda tę scenę pierwszy raz. Jednak "Dobrego, złego i brzydkiego" zaliczam raczej do kina przygodowego osadzonego w realiach westernowych niż jako czysty z krwi i kości western. Mimo wszystko to jeden z moich ulubionych filmów do którego często kiedyś wracałam. Ostatni raz widziałam go dwa lata temu więc czas chyba już sobie przypomnieć. ;-)
17-04-2009, 13:44





