Stan Marsh
Liczba postów: 2,163
Liczba wątków: 11
Niesamowita sprawa. Czym więcej oglądam, tym ciekawsze się dla mnie staje, bliższe, lepsze.
Zaczęło się od "Księżniczki Mononoke", potem "Spirited Away", "Ghost in the Shell", "My neighbour Totoro"... a później jeszcze więcej i więcej.
Najbardziej podobają mi się filmy Hayao Miyazakiego ("Totoro", "Spirited Away", "Laputa", "Crimson Pig", "Mononoke", "Kiki's delievery service", itd.). Historie pełne ciepła, przepełnione sympatycznymi postaciami, niezwykle atrakcyjne wizualnie, ze świetną fabułą, zawsze piękną muzyką oraz - przede wszystkim - niesamowitym, niepowtarzalnym KLIMATEM. Przy odrobinie szczęścia niedługo obejrzę nowy Miyazakiego film - "Howl's moving castle" w kinie... nie mogę się doczekać!
Poza tym świetną rzeczą są seriale anime, jak na przykład "Naruto", który wciągnął mnie niesamowicie i nie pozwala oderwać wzroku od telewizora - REWELACJA! Poza tym "Cowboy Bebop", "Hellsing", "Fullmetal Alchemist". Coś pięknego, chcę więcej i więcej...
03-06-2005, 00:38
Nowy
Liczba postów: 78
Liczba wątków: 3
I za to chwała mieszkańcom kraju kwitnącej wiśni. Wszystkie te chały zachodnie chowają się do japońskiego anime.
The Truth Is Out There
03-06-2005, 11:08
Kiedyś byłem gorliwym fanem mało ambitnego Dragon Ball Z - czysta rozrywka. Teraz z sentymentem czasem se znow zarzuce.
03-06-2005, 16:15
^^
Liczba postów: 5,286
Liczba wątków: 73
Też uwielbiałem serie Dragon Ball. W sumie anime mało się interesuje. Niestety trudno o anime w polskich kinach czy TV. Pozatym anime to także niestety gnioty w stylu Pokemon (sic!). Jeszcze pamiętam jedną serie anime emitowaną kiedyś na Poloni 1 czyli Kapitan Jastrząb (czy jakoś tak :) ). Też miała swój klimat.
01-07-2005, 10:08
Nowy
Liczba postów: 22
Liczba wątków: 1
Karol napisał(a):Zaczęło się od "Księżniczki Mononoke", potem "Spirited Away", "Ghost in the Shell"
"Ghost in the shell" jest świetne, to naprawdę dobra manga.
Choć nie jestem wielkim fanem anime, to lubię od czasu do czasu obejrzeć coś z tego gatunku. Bardziej gustuję w anime na podstawie mangi, popularnie zwaną mangą. Największe wrażenie na mnie zrobił Neon Genesis Evangelion, zresztą do tej pory robi :). Takie klasyki jak Vampire Hunter D, Akira czy Lain są poprosu miodne, świetna kreska i wciągająca fabuła. Ciekawym jest też film Wonderful days,i choć zrobiony już nowymi technikami to jest całkiem, całkiem. Może tylko miejscami za bardzo renderowany.
Co do Dragon Balla to nigdy specjalnie mnie nie porwał, jakieś takie ni to pokemon ni czarodziejka z księżyca. Do tego jakoś strasznie dużo się tego się naprodukowało, troche taka masówka.
"There's no place I can be
Since I found Serenity"
18-08-2005, 20:10
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
Nigdy nie byłem otaku ale zawsze chętnie anime oglądam. Dragon Balla lubie mimo, że jest bardzo często banalny. Bardzo lubie Cowboy'a Bebopa za świetny klimat i fabułę. Świetny jest także Samurai Champloo twórców Bebopa. Za Gits zamierzam się zabrać niedługo.
18-08-2005, 20:37
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Ghost in the shell - nuda. Nudanudanudanudanuda. Podchodziłem doń z 10 razy, za każdym wyłączałem w połowie, bo łzy z oczu leciały - taka nuda była. A anime lubie, cyberpunkowe bardzo lubię.
19-08-2005, 17:21
Stan Marsh
Liczba postów: 2,163
Liczba wątków: 11
blueshadow. napisał(a):Największe wrażenie na mnie zrobił Neon Genesis Evangelion, zresztą do tej pory robi :).
Wspaniała rzecz, prawda? A "End of Evangelion" to mistrzostwo świata!
01-09-2005, 17:05
Nowy
Liczba postów: 6
Liczba wątków: 0
"Ghost in the shell" to najlepsze anime jakie sie ukazało.
Ale moja historia poznania anime jest taka:
Wiadomo każdy lubi dobrą muzyke, więc pewnego razu, a było to dosyć dawno, oglądając jakiś kanał muzyczny w tv (chyba vive) ujrzałem teledysk zespołu Wamdue project - King of my castle. To własnie do tego utworu wykorzystali gitsa (cały teledysk to sceny z ghosta). Spodobało mi sie i zapragnąłem to obejrzeć (jeszce wtedy nie wiedziałem że nazywa sie to anime i co jakie anime było w tym teledysku). Poszperałem więc troche w necie. Po jego obejrzeniu byłem zachwycony, ale i jeszcze zielony w tych klimatach. Po jakimś czasie w tv ten sam zespół wypuścił drugi teledysk. Tym razem był zmontowany ze scen z innego anime. Był to Patlabor 2. Jak dla mnie jest to drugi z najlepszych filmów jakie w życiu obejrzałem.
Więc Military jak nie możesz sie do tego zabrać to obejrzyj te 2 teledyski. To właśnie one mnie nakręciły i nie żałuje tego do dziś.
02-09-2005, 15:34
Nowy
Liczba postów: 167
Liczba wątków: 2
Jeżeli zastosować ogromne uproszczenie, wolę anime od "zwykłych" filmów. To bowiem w czym jest bezkonkurencyjne - to ukazanie emocji. Żaden aktor tego tak przedstawić nie potrafi, jak postaci animowane i to chyba zrozumiałam, patrząc na klęczącą Kagero, w której się gotuje, a musi zachować zimną krew, w sytuacji kiedy trudno o spokój. Coś wspaniałego! U mnie prawdziwa miłość do anime zaczęła się od pana Kawajiri i do tej pory zajmuje pierwsze miejsce wśród mych bożków. Z samych obrazów dwie pozycje są bezkonkurencyjne: Mononoke- hime (tak genialnych i inteligentnych opowieści jest naprawdę niewiele) oraz Vampire Hunter D - Bloodlust (pierwsza część natomiast nieporównywalnie słabsza i to nie tylko pod względem kreski, a zwłaszcza treści, chociaż także bardzo lubie - bo jak tu nie pokochać pana D. ? : )). Zauroczył mnie GITS, rozczarowała jego kontynuacja, wizualnie zachwycił Blood i zaciekawił Perfect Blue, a na całą Noc przyciągnął Serial Experiment Lain... pisać i wymieniać możnaby długo. Ogólnie, póki co, chyba jedyne anime którego nie zmęczyłam to coś co się zwało bodajże Ninja X. Skończyła się przyjemność zaraz po ciekawie zapowiadającym się początku ... ;
Pluck out the pain...and give you another life ... ?
11-09-2005, 19:17
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Akurat Vampire Hunter D, choć niewątpliwie jest bardzo dobry, emocje ukazuje raczej nieudolnie. Fakt, historia romansu wampira i człowieka jest ciekawa, bohaterowie dobrze zarysowani, a w roli głównej mamy raczej Meiera (czy też Mayera, w różnych miejscach różnie piszą) niż D. Ale...
Ale zupełnie tego po bohaterach nie widać. Twarze mają albo niewzruszone, albo ekstremalnie, karykaturalnie powykrzywiane w grymasie bólu/zdziwienia/czegokolwiek. Nie ma tutaj "subtelnej gry rzęsą" czy innych takich zagrań, jest jedynie albo kamienna twarz indianina, albo nadekspresja.
11-09-2005, 21:11
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
A właśnie, co do GITS'a, to nie da rady - po prostu ten akurat film mnie niemiłosiernie nudzi. Już próbowałem się do niego przekonywać grając w grę i oglądając zapuszczane przez kumpla co lepsze kawałki. No ale nie da się, po prostu się nie da - jak dla mnie to jest nudne jak flaki z olejem.
11-09-2005, 21:12
Nowy
Liczba postów: 167
Liczba wątków: 2
military napisał(a):Akurat Vampire Hunter D, choć niewątpliwie jest bardzo dobry, emocje ukazuje raczej nieudolnie. Fakt, historia romansu wampira i człowieka jest ciekawa, bohaterowie dobrze zarysowani, a w roli głównej mamy raczej Meiera (czy też Mayera, w różnych miejscach różnie piszą) niż D. Ale...
Ale zupełnie tego po bohaterach nie widać. Twarze mają albo niewzruszone, albo ekstremalnie, karykaturalnie powykrzywiane w grymasie bólu/zdziwienia/czegokolwiek. Nie ma tutaj "subtelnej gry rzęsą" czy innych takich zagrań, jest jedynie albo kamienna twarz indianina, albo nadekspresja.
Ależ emocje są bardzo dobrze ukazane, wyrażają się chociażby w zaciśnięciu pięści, już nie przypominając o samej przemianie, czy początkowym momencie oczekiwania.To jest właśnie subtelne. D jest świetny, w jedynce był herosem, "grał" znacznie bardziej ekspresyjnie, co nie uwiarygadniało wcale tej postaci. Określenia "niewzruszona twarz" zapewne używasz w stosunku do niego, ale jaki inny miałby być? Przecież na tym cały czar tej postaci polega.
Teraz "rola główna": D. ma być o krok za innymi, wcale nie musi wysuwać się na prowadzenie. A czy M. jest na pierwszym planie? Raczej ich historie dzieją się równolegle, a przy tym są ściśle ze sobą powiązane przez fakt kim ci dwaj bohaterowie są. Dochodzi jeszcze do nich trzecia wyraźnie zarysowana opowieść, zatem bohaterów głównych jest kilku zdecydowanie.
W czym upatrujesz coś co zwiesz "nadekspresją" ? Jakaś konkretyzacja owego twierdzenia? : )
Pluck out the pain...and give you another life ... ?
13-09-2005, 01:36
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Nadekspresję widzę w sposobie rysowania twarzy w pewnych specyficznych sytuacjach. Ogólnie rzecz biorąc - VHD jest filmem wizualnie świetnym, a jedyne, co mi w nim zgrzyta, to właśnie wygląd twarzy. Beznadziejnie narysowane. A już kiedy dochodzi do pokazywania zdziwienia czy rozpaczy - moim zdaniem wygląda to mocno nieudolnie, jak w Gigi, tyle że tam to był zamierzony efekt komiczny. Przykład? Choćby scena, w której ostatni żywy Marcus widzi swoich braci wstających z trumien - robi wielkie, szerokie usta i sztywnieje. A mówiąc wielkie, szerokie usta, mam na myśli usta rozwarte tak, że bochenek chleba mógłby zjeść z połykiem na raz.
Albo takie wzruszenie Leili na widok jej samej za młodu - wielkie, wielkie, wielkie oczy, jak u zbitego psa (wiem, że to jest narzucone przez konwencję, ale oczy na pół twarzy to jednak przesada - Meier czy D. mają całkiem normalne patrzały). Brakuje tylko kropli potu w czarnym obramowaniu i stylu superdeformed. Jednak nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo aktorzy podkładający głos w wersji angielskiej świetnie rekompensowali niedostatki grafiki (z paroma wyjątkami).
13-09-2005, 09:15
Nowy
Liczba postów: 167
Liczba wątków: 2
military napisał(a):... właśnie wygląd twarzy. Beznadziejnie narysowane. A już kiedy dochodzi do pokazywania zdziwienia czy rozpaczy - moim zdaniem wygląda to mocno nieudolnie, jak w Gigi
:shock: :shock:
Cytat:Choćby scena, w której ostatni żywy Marcus widzi swoich braci wstających z trumien - robi wielkie, szerokie usta i sztywnieje. A mówiąc wielkie, szerokie usta, mam na myśli usta rozwarte tak, że bochenek chleba mógłby zjeść z połykiem na raz.
Się nie zgodzę. Aż kuknęłam na ową scenę. Ekspresja, w postaci, jaką przywołujesz nie ma tu miejsca... chyba że widzimy to samo zupełnie inaczej ; )Ta scena bowiem narysowana jest bez przekoloryzowania, ani oczy, ani usta mu się nie rozszerzają w nienaturalny sposób , a dowód:
to są aż tak nienaturalnie wielkie usta ? Mick Jagger czy S.Tyler mają chyba zasadniczo szersze i nie są animowani : P
Cytat:Albo takie wzruszenie Leili na widok jej samej za młodu - wielkie, wielkie, wielkie oczy jak u zbitego psa (wiem, że to jest narzucone przez konwencję, ale oczy na pół twarzy to jednak przesada - Meier czy D. mają całkiem normalne patrzały). Brakuje tylko kropli potu w czarnym obramowaniu i stylu superdeformed. Jednak nie przeszkadzało mi to za bardzo, bo aktorzy podkładający głos w wersji angielskiej świetnie rekompensowali niedostatki grafiki (z paroma wyjątkami).
noo... nie :D
Jejku, jedni mają mniejsze oczy, inni większe ... jak to zazwyczaj u ludzi bywa. Do konwencji "gigiowatej" daleko temu zaprawdę : )
Scena, którą podajesz za przykład ( w swym apogeum rozszerzenia) wygląda o tak :
lekka przesada z tym że oczy zajmują tu pół twarzy : )
Pluck out the pain...and give you another life ... ?
13-09-2005, 10:30
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
A widzisz, oglądałem VHD naprawdę sporo razy, ostatnio parę dni temu, i zawsze w pamięci pozostają mi twarze zbudowane mniej więcej tak:
||||
O O
\-/
A mnie to się nie podoba.:P Rzecz gustu. Po prostu nie lubię takiego stylu, bardziej mi się podobają ludzie w anime Miyazakiego (bo to chyba on stworzył Mononoke Hime i Spirited Away, prawda?).
13-09-2005, 13:46
Nowy
Liczba postów: 167
Liczba wątków: 2
military napisał(a):Po prostu nie lubię takiego stylu, bardziej mi się podobają ludzie w anime Miyazakiego (bo to chyba on stworzył Mononoke Hime i Spirited Away, prawda?).
No tak,ale teraz to ja Cię już zupełnie nie rozumiem - Spirited ? Przecież to tu jest dopiero owa "nadekspresja", która tak Ci ponoć przeszkadza. Uśmiech na pół twarzy i takież oczy... ; Film magiczny, jednak jeżeli rozpatrywać sposób rysowania to właśnie Sen to Chihiro no kamikakushi jest znacznie bliżej do stylu Gigi, który wyżej przywołałeś,aniżeli VHD akurat;
Pluck out the pain...and give you another life ... ?
13-09-2005, 14:28
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Ale to pasuje do konwencji bajki, mitu, legendy, a nie do thrillera fantasy-sf osadzonego w gotyckich realiach.
13-09-2005, 18:48
Nowy
Liczba postów: 167
Liczba wątków: 2
military napisał(a):Ale to pasuje do konwencji bajki, mitu, legendy, a nie do thrillera fantasy-sf osadzonego w gotyckich realiach.
hhmm...tylko że zupełnie inaczej SA i VHD są rysowane ;)
Pluck out the pain...and give you another life ... ?
13-09-2005, 18:53
Talking Head
Liczba postów: 16,007
Liczba wątków: 264
Tak, bo w VHD są elementy tego stylu, podczas gdy filmy Miyazakiego są całe skąpanie w tej formie. O to mi chodziło.:) No ale może skończmy tę dyskusję, bo się wątek zmienił w nasze dywagacje o jednym filmie...
13-09-2005, 18:56
|