Stały bywalec
Liczba postów: 8,490
Liczba wątków: 40
W dobrym roku "Green Book" nie mógłby walczyć o najważniejsze nagrody, bo po prostu nie ma wystarczającej siły przebicia - to prosty, skromny film, bez jakiejś wynagradzającej to dawki artyzmu. Niemniej lubię i takie kino, nie wszystko musi stanowić scenariuszowy majstersztyk, splatający wszystko jakąś błyskotliwą puentą, wypełniać akcję twistami i scenami na miarę statuetki.
Pisząc opinię zastanawiałem się nad minusami i... żadnego nie znalazłem. Z gubieniem wątku się nie zgadzam: to nie jest tak, że film musi każdą postać na każdym planie domykać klamrą, albo wprost uzasadniać jej obecność w filmie. Dla przykładu jednorazowe wrzucenie postaci pobocznej jest znanym zabiegiem scenariuszowym (jak choćby ex chłopak pozwany za gwałt w "Gone Girl"), albo można budować świat wokół postaci, który w przeciwieństwie do głównych bohaterów nie musi być zamknięty klamrą. Osobiście nie odniosłem wrażenia bałaganu/dziur fabularnych, przy czym scenariusz jest zbyt prosty, żeby walczyć o jakieś większe nagrody.
Jestem zaskoczony aż tak umiarkowanymi opiniami (6/10?), nie wiem czy to kwestia nastawienia się na wielkie Oscarowe kino, czy po prostu nie wtrafienia w gusta. Albo przypadek ten co "Sicario", czyli stałe podbudowywanie napięcia, nastawianie widza na jakąś naprawdę mocną scenę, z zaskakująco umiarkowanym zakończeniem. Lubię jak film kończy się z potężnym przytupem, ale braku takiego nie traktuję jako wadę.
Tak czy siak - ostatni raz tak się uśmiałem przy "22 Jump Street", które jest tylko komedią, bardzo lubię Viggo a to jego - w moim poczuciu - zdecydowanie najlepsza rola i wsparta fantastyczną chemią z Alim. Cytując z recenzji na stronie podoba mi się w porównaniu do "Nietykalnych", że "Green Book" jest mniej ckliwy i to mimo klimatu świąt. Last but not least, takie bezpretensjonalne ujęcie rasizmu to miła odmiana.
13-01-2019, 17:05
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-01-2019, 17:06 przez Capt. Nascimento.)
Stały bywalec
Liczba postów: 1,167
Liczba wątków: 1
"place looks like my ass" mnie rozwaliło :D
15-01-2019, 19:25
Stały bywalec
Liczba postów: 7,047
Liczba wątków: 61
Swietny film. Na tle reszty tegorocznej stawki oscarowej może i najlepszy. Mimo oczywiście wielu scen będących wizytówką amerykańskiego kina- kompletnie bezpretensjonalny, traktujący temat rasizmu z wyczuciem, Farrelly podchodzi do tego na poważnie, bez przerysowania i nie opiera o ten motyw całego filmu. Sama historia - bardzo sympatyczna, bardzo ciepła, momentami poruszająca i diabelnie wciągająca, film zrobiony z wielkim sercem. Przezabawnie napisane dialogi i rewelacyjne aktorstwo, Mortensen to tutaj wzbija sie na wyżyny, szczególnie pod względem gry głosem, gość miażdży i tu powinien być Oscar. Wszystko wygrane idealnie. Ali wypada nieco gorzej, ale i tak mnie pozytywnie zaskoczył, głównie swoim ciepłem, sympatią jaką roztaczał oraz umiejetnym pokazaniem głęboko skrywanego przez Shirleya smutku.
Jeśli chodzi o aspekty techniczne/artystyczne to jest dobrze. Zdjęcia są zwyczajne, muzyka za to świetnie dopasowana. Rezysersko...no bez szału, Farrelly raczej nie ma szczególnego stylu, radzi sobie jednak świetnie w prowadzeniu aktorów i wplataniu do historii wszystkich humorystycznych momentów (która, serio, nie spodziewalem się, że są tak dobre!!)
Wzór jak przekazywać pewne wartości czy ważne historie bez kija w dupie, nudnej maniery i sianego wokół męczącego defetyzmu.Będe na pewno często wracał.
8/10 z dużym sercem.
Bardzo mnie cieszy, że ludzie na całym świecie, ale przede wszystkim w Polsce tak bardzo docenili ten film. Potrzebujemy takiego kina.
PS. Trzymam kciuki aby tegoroczny debiut Viggo na stołku reżysera był przynajmniej na miare tych Afflecka i Coopera.
15-02-2019, 19:04
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-02-2019, 19:06 przez Kuba.)
.
Liczba postów: 27,700
Liczba wątków: 62
Film do zapomnienia, taki tam feel-good movie nastawiony na walkę o Oscary, co wyszło twórcom znakomicie, bo nominacji sporo, ale mnie nie przekonali zupełnie.
Film na swoich barkach ciągnie Vigo - rzeczywiście rola znakomita i Oscar się należy (w lepszym roku nie miałby szans), ale jego postać prościutka, typowy wykidajło, pomimo uprzedzeń, to jednak o gołębim sercu. Ali nic ciekawego nie pokazuje, to dobry występ, ale zaledwie dobry, przeszkadza trochę bierność doktora Shirleya, brak tej postaci jakiejkolwiek dynamiki, przemiany - na końcu jest taki jak na początku, można pomyśleć że w scenariuszu był tylko czynnikiem powodującym zmianę postawy Tony'ego.
Niezbyt łapię jaki miał być wydźwięk całego filmu - gdy biali tobą pomiatają, to nie walcz z tym, tylko idź na imprezę do swoich ziomków gdzie w końcu poczujesz się jak ryba w wodzie? Taką lekcję wyniosłem z tej historii :)
Na minus jest również zakończenie - siedzą sobie włoscy Amerykanie nie przepadający za murzynami i nagle upomnienie od Tony'ego, żeby nie mówić o nich brzydko przyjmują z pełnym zrozumieniem, potem zjawia się doktor i po kilkusekundowej konsternacji witają go jak członka rodziny. No przepraszam bardzo, ale kiedy w nich zaszła ta zmiana?? Tony i doktor się polubili, ok, ale to nie oznacza od razu że całe środowisko Vallalongi go nagle zaakceptuje, no ktoś mi tu wciska niezły kit...
Daję 6-/10, bo to porządnie zrealizowany, przyjemnie zlatujący film z świetnym aktorstwem. Nie kibicuję w żadnej kategorii oprócz Aragorna.
17-02-2019, 11:30
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,268
Liczba wątków: 67
(17-02-2019, 11:30)simek napisał(a): Na minus jest również zakończenie - siedzą sobie włoscy Amerykanie nie przepadający za murzynami i nagle upomnienie od Tony'ego, żeby nie mówić o nich brzydko przyjmują z pełnym zrozumieniem, potem zjawia się doktor i po kilkusekundowej konsternacji witają go jak członka rodziny. No przepraszam bardzo, ale kiedy w nich zaszła ta zmiana??
Mam to samo - to jest dokładnie te 5 minut, które można by wyciąć z filmu dla dobra fabuły. Fabuły w dodatku raczej mocno przewidywalnej i miejscami poprowadzonej zbyt lekką ręką. Temat rasizmu jest tu naprawdę po łebkach zrobiony, a przez to potencjał podróży do jądra ciemności zaprzepaszczony odrobinę. Ale, kurczę, naprawdę dobrze mi się to oglądało. Może akurat film trafił na dobry moment, gdyż przyczepić można się tu do wielu rzeczy. Niemniej aktorsko jest naprawdę bardzo dobrze (i to pomimo niemal karykaturalnej postaci Tony'ego, który na tle reszty początkowo wygląda jakby przyjechał z planu Flinstonów), seans minął szybko i pozytywnie, a cała historia idealnie podpada pod taką współczesną klasykę świąteczną, czyli na poprawę nastroju i wiary w ludzi jak znalazł. Trochę obawiałem się, że to będą takie trochę popłuczyny po Pani Daisy, tylko w drugą stronę, lecz Green Book daje radę jako dzieło autonomiczne, bez podobnych skojarzeń.
Dam 8 na luzaku, bo nawet jeśli nie jest to kino stricte Oscarowe, to swoje zadanie spełnia z nawiązką.
16-05-2019, 14:39
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
Z jednej strony ten film odhacza wszystkie możliwe klisze i właściwie jak zaczynała się jakaś scena to łatwo się domyślałem jak się skończy. Jak chociażby drugie zatrzymanie przez policję na drodze, to wiedziałem, że tym razem będzie to dobry policjant, a nie rasista.
Ale skłamałbym, gdybym napisał, że film mi się nie podobał. Ba oglądało mi się go bardzo dobrze. Nakręcone to jest wszystko bardzo ładnie i też bardzo dobrze zagrane. Tematy rasowe może potraktowane są lekko, ale bez nachalnego moralizatorstwa.
Naprawdę dobrze spędzony czas.
Jedynie mnie interesuje, że nie zostało pod koniec wytłumaczone, czy były jakieś konsekwencje, że Doctor Shirley nie spełnił do końca umowy ze swoją wytwórnią. I nie wiem czy były z tego jakieś konsekwencje czy nie?
Może nie jest to wielkie kino, ale na pewno dobre. I trochę nie rozumiem tej krytyki, która na niego spłynęła.
7/10 ale raczej na jeden raz.
05-10-2019, 19:59
Banned
Liczba postów: 20,755
Liczba wątków: 63
(17-02-2019, 11:30)simek napisał(a): Film do zapomnienia, taki tam feel-good movie nastawiony na walkę o Oscary, co wyszło twórcom znakomicie, bo nominacji sporo, ale mnie nie przekonali zupełnie.
Zgadzam się, że feel-good movie, ale że nastawiony na Oscary? Ja właśnie pozytywnie się zaskoczyłem, że nie ma tutaj oscarowej przynęty za bardzo. Aktorzy nie grają w napuszony sposób, nie dostają też żadnych wielkich, dramatycznych monologów do wygłaszania przed widownią Akademii. Nawet w najbardziej dramatycznym momencie jest to dość kameralne aktorstwo, bez udawanych fajerwerków (myślę tu głównie o scenie, gdy Don pyta kim jest skoro nie jest ani czarny, ani biały) - i za to ode mnie plus.
Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie ten film - świetnie się go ogląda i ja, w przeciwieństwie do niektórych, ciesze się, że temat rasizmu go nie zdominował w jakiś bardziej nachalny sposób. Bo podoba mi się, że większość czasu jest on oparty na drobnych rzeczach, które budują świat i przede wszystkim - co ważniejsze - dają nowe spojrzenie Tony'emu.
No i obawiam się - patrząc po reszcie filmu - że gdyby uderzono tutaj w mroczniejsze tony to mogłoby to wyjść ciężkostrawnie. A tak, moim zdaniem, ładnie to tutaj balansuje.
A tak jest bardzo sympatyczny film drogi z krzepiącym serce morałem i odrobiną brudu pod paznokciami, który daje do myślenia, ale nie śmierdzi dydaktyzmem.
Obstawiam, że nigdy tego filmu drugi raz nie obejrzę, ale z przyjemnością polece go innym.
17-04-2020, 03:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-04-2020, 03:11 przez Gal Anonim.)
Stały bywalec
Liczba postów: 18,515
Liczba wątków: 148
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
29-11-2024, 10:34
CGI Paul Walker
Liczba postów: 22,336
Liczba wątków: 29
Jaki to jest... czarny debil.
" Lee previously slammed “Green Book” as racist, calling it a “white savior” and “magical negro” movie. "
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man.
29-11-2024, 11:52
|