Nowy
Liczba postów: 268
Liczba wątków: 5
Wolałbym to wszystko pisać w imię czegoś innego np. propagowania szariatu, ale wykazujecie się tak małą spostrzegawczością, że mimo to musi was dosięgnąć słowo Allaha.
freak_outXP napisał(a):Napisałem to wszystko, bo właśnie ukazanie doktora na wolności uwiarygadnia tą postać.
No. Zwłaszcza uwiarygodniło go przykucie Starling warkoczem do drzwi lodówki. Poważnie thrillujący thriller to był. Aż ciary po plecach chodzą. Brrr. :grin:
freak_outXP napisał(a):"Milczenie Owiec" można rozpatrywać jako odwrócenie sytuacji z Buffallo Billem na swoją korzyść - Lecter wiedział, że to mu umożliwi ucieczkę już od początku, reszta była graniem na zwłokę, farsą i zapewnieniem sobie jako takiej rozrywki, nawet pomoc Clarice, do której wyraźnie czuł miętę.
Tak. Czuł mięte aż mu rozporek rozwierało (w wersji rezyserskiej rzecz jasna). "Milczenie Owiec" można rozpatrywać jako film o złu, które czasami przybiera zwyrodniałe formy.
Craven napisał(a):Dobra, pora wkurzyć kilka osób i powiedzieć co się sądzi... Hannibal obsysa, a Milczenie się strasznie zestarzało, obecnie Czerwony Smok rządzi.
Ok, pora wkurzyć Cravena. Co konkretnie się Twoim zdaniem w "Milczeniu Owiec" postarzało ... i obsysa?
Craven napisał(a):Tamto robiło wrażenie, to zakrawa o komizm.
Brawo. Proponuję pójść tym tokiem.
Craven napisał(a):Czerwony smok, nakręcony ledwie rok później jest natomiast u mnie obecnie na pierwszym miejscu. Hopkins mimo, że z brzuszkiem i starszy całkowicie mnie przekonuje. Jest geniuszem pozbawionym ograniczeń moralnych. Przebiegły, złowrogi i charyzmatyczny. Do tego Ralph Finnes jest świetnym łotrem (choć końcówka jest straszliwie naciągana). Po prostu nic mi w tym filmie nie zgrzyta. Milczenie niestety miejscami się zestarzało.
Zgrzyta dokładnie wszystko. Począwszy od tego, że jest to film zupełnie pozbawiony konceptu, jadący na zapożyczeniach od swoich poprzedników, co widać zwłaszcza w warstwie wizualnej - nawet i mannowski błękit oraz palma się trafi na zmianę z szarością typową dla filmu Demme. Żeby było mało, to jeszcze mamy łopatę w postaci "Psychozy" Hitchcoka. Naprawdę, hollywoodzcy scenarzyści nigdy nie przestaną zadziwiać swoją 'kreatywnością'. Jako widz, aż zadrżałem w fotelu.
29-07-2009, 01:08
Stały bywalec
Liczba postów: 10,327
Liczba wątków: 5
W głowie mi się nie mieści jak można uważać, że "Czerwony smok" jest lepszy od "Milczenia owiec". Ten pierwszy to zgrabnie skręcony, choć schematyczny thrillerek o niczym (lepsza jest wersja Manna), natomiast podczas oglądania "Milczenia owiec" aż chodzą ciary po plerach. Klimat, dialogi, genialne sceny i przede wszystkim pewne pole do rozważań, poźniejsze filmy z tej serii to już były zwykłe thrillery czy ew. parodie jak "Hannibal". Co do tego ostatniego to nawet ogląda się bez bólu, ale głupie to strasznie... po prostu. Z której strony niby Scott wyszedł z tego obronną ręką?
29-07-2009, 02:00
Nowy
Liczba postów: 268
Liczba wątków: 5
Albertino napisał(a):Co do tego ostatniego to nawet ogląda się bez bólu, ale głupie to strasznie... po prostu.
Oczywiście, że głupie. Widzę to podobnie, co nie znaczy, że nie lubię tego filmu, bo go bardzo lubię. :grin:
Albertino napisał(a):Z której strony niby Scott wyszedł z tego obronną ręką?
Z tej, że dał widowni takiego Hannibala, jakiego chciała zobaczyć, a nawet więcej.  W pierwszej kolejności widzę ten film jako czarną komedię i pastisz, a później dopiero thriller (jesli w ogóle). Z tej, że dzieki części drugiej, która jest tak zupełnie różna od pozostałcyh, w ogóle nie można mówić o czymś takim, jak trylogia. Z tej, że nie zdecydował się na kontynuację, pewne rzeczy uwypuklił, inne przerysował, przy okazji parę obśmiał i w efekcie nie nakręcił zupełnie na poważnie badziewnego hollywoodzkiego thrillera, jak to miało miejsce podczas odsłony trzeciej. Wreszcie z tej, że zdecydował się na współpracę z Johnem Mathiesonem i Hansem Zimmerem, dzięki czemu mamy film niemal doskonały od strony audiowizualnej.
freak_outXP napisał(a):JohnBerebere trolujesz.
Wiesz? Dawno mnie nikt tak nie obraził. Może trochę sobie sarkam, ale to nie jest żadne "trollowanie", bo gdy czytam, że w "Milczeniu Owiec" Hannibal "wyraźnie czuł do Clarice miętę", to naprawdę nie wiem, gdzie ty to zobaczyłeś. To było dopiero w części drugiej, przy okazji tych (swoją drogą groteskowo głupich) listów miłosnych, które jej wysyłał z Florencji.
freak_outXP napisał(a):O wszystkim już pisałem, tylko Tobie się nie chce czytać. Nie będę specjalnie dla Ciebie x razy przepisywał mojego posta.
I wszystko dokładnie przeczytałem, ale powyższy wniosek na temat relacji łączących Clarice z Lecterem w "MO" powoduje, że zaczynam się zastanawiać czy aby na pewno widzieliśmy ten sam film. Film, który relatywizował pozycję psychopatycznego mordercy i w którym wszystko rozgrywało się między czwórką (a nie dwójką) bohaterów, zn. Clarice - Lecterem - Dr. Chiltonem - Buffalo Billem, a który nic bynajmniej z romansu nie miał.
29-07-2009, 16:00
Stały bywalec
Liczba postów: 10,327
Liczba wątków: 5
Może i nie pokazano nam wprost, że Hannibal czuł miętę do Clarice (w części pierwszej), ale dało się to wyczuć. Nie jakieś miłości czy inne takie, ale właśnie takie coś w stylu: zaraz, zaraz, to trochę nie wygląda jak normalna relacja agentka-seryjny morderca.
Kiedyś to kręcili filmy i wystarczyło muśnięcie paluszka, a wyobraźnia się uruchamiała. Dzisiaj trzeba wszystko pokazać wprost i dosadnie.
29-07-2009, 18:41
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Widzę, że moja ocena Hannibala nie różni się zbytnio od oceny reszty Forumowiczów: dobry film, ale nie do końca. Hopkins mniej szaleje niż w Milczeniu, a jego szarże aktorskie IMO wypadają o wiele lepiej na tle knurów - mutantów i faceta bez twarzy niż na tle realistycznego śledztwa FBI. Najlepsza jest oczywiście część florencka ze względu na klimat i fenomenalnego jak zwykle Gianniniego. Potem poziom spada, ale jednak ciągle nie jest źle. Słabości scenariusza są winą mocno średniej, napisanej jedynie dla kasy książki. Dziękować niebiosom, że Mamet pominął żenujące wstawki z traumy dziecięcej Lectera, szkoda w sumie, że zmienił końcówke z dość mrocznej (choć lekko kiczowatej) na walenie łopatą po głowie. Ale i tak nie jest tak beznadziejnie jak w książkowym i filmowym Hannibal Rising, gdzie biografia Hannibala niestety się pojawia, wzbogacona o nowe idiotyzmy.
A, Freak_out - dawno czytałem książkę i głowy nie dam, ale tam chyba Lecter wyprał mózg Clarice i wmówił jej, że jest jego siostrą, a nie ją w sobie "rozkochał"
Why are you firing wallnuts at me?
29-07-2009, 19:00
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
Mefisto napisał(a):(pominięto m.in. wątek siostry Masona, zminimalizowano do minimum wątek Barneya, a co za tym idzie wypadła świetna scena z pewną rybką )
No to się ciekawie zapowiada. Jak już w końcu wymęczę "Silence of the Lambs", to biorę się za "Hannibala". Samego filmu już dość dawno nie oglądałem, ale to, co mam w pamięci oceniam raczej pozytywnie. Osobiście nie lubię porównywać "Hannibala" z "SOTL". Tak na dobrą sprawę to z filmem Demma łączy go chyba tylko Hopkins, na postać którego położony został większy nacisk.
Zgadzam się, że kiedy Hannibal wyrwał się na wolność, to jego czar jakby pryska i to rzeczywiście działa na niekorzyść filmu. Lepiej jakby przez większość filmu trzymali go na smyczy.
Słynna scena z obiadem (btw, w ankiecie głoś na Tak  ) może odpychać, ale mnie jakoś specjalnia nie przeszkodziła. nawiasem mówiąc, Ray Liotta pokazał się z dobrej strony, włącznie ze sceną obiadu.
22.04.2011
29-07-2009, 19:53
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
bo ray liotta to przekozak, nawet jak mu zdejmą kopułę z dynki
29-07-2009, 20:30
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
Mental napisał(a):bo ray liotta to przekozak, nawet jak mu zdejmą kopułę z dynki
No zdecydowanie, mnie by nie było do śmiechu, jakby mi ktoś mózg wyjadał, a on boki zrywał.  Chociaż w "Goodfellas" był większym przekozakiem, przynajmniej do ktorejś części filmu.
22.04.2011
29-07-2009, 20:39
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
'hannibal' ma świetne momenty. na przykład sławetna scena wieczerzy, kiedy lecter prosi grzecznie liotte, by ten odmówił modlitwę. ray intonuje: Panie, dziękujemy Ci za Twoje dary i prosimy, byś okazał nam swoją łaskę. Odpuść nam nasze grzechy, nawet temu blademu śmieciowi Starling, i spraw, by mi usługiwał. Amen. na to sir Anthony: Muszę przyznać, że apostoł Paweł nie zrobiłby tego lepiej.
kurka, im częściej myślę o 'hannibalu', tym coraz więcej zalet w nim dostrzegam
29-07-2009, 20:45
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
A Twoje postrzeganie postaci Lectera w tym filmie się zmieniło? Pamiętam że pisałeś, że Hannibal jest w tym filmie beznadziejny.
Why are you firing wallnuts at me?
29-07-2009, 20:52
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
generalnie tak:
hannibal jest ok, jak siedzi we florencji (zachowuje się dokładnie tak, jak powinien się zachowywać obrzydliwie wyedukowany kanibal z tytułem doktora), do działania zmuszają go dopiero twarde okoliczności, a nie cool widzimisię reżysera; niestety potem następuje zupełnie niezrozumiała jak dla mnie mega bzdura, mianowicie hanni wsiada w samolot i leci do usa, żeby sprowokować rozróbę (wiedział, że verger go ściga, że FBI go ściga i że jest na top liście federalnych). tak jak mowie - po opuszczeniu florencji z klimatycznego thrillera robi się groteskowa komedia pomyłek, a ja nie znoszę takich twistów. mam jeszcze świeżo w pamięci skośnookie bittersweet life, które nieomal mnie zabiło swoją durnotą w drugiej połówce (stosowny topic znajdziesz na forum jakby co).
29-07-2009, 20:59
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:A co ? Miał siedzieć cały czas na dupie podczas całego filmu ?
nie, miał jechać do usa. jak mnie będzie kiedyś ścigać włoska mafia, to pojadę na sycylie, żeby zmylić pogoń. i w sumie logiczne - pod latarnią najciemniej.
Cytat:Normalnie jakby Hannibal postępował w 100% logicznie
nikt nie wymaga od niego, żeby postępował w 100% logicznie. ale mógłby chociaż postępować jak na zbiega przystało - roztropnie i mądrze. w ogóle ta cała sprawa z clarice zalatuje taniochą. po 10 latach przypomniało mu się, że ma koleżankę za oceanem i że fajnie byłoby jej pomóc w potrzebie. niesamowita jest również łatwość, z jaką lecter porusza się liniami lotniczymi. w epilogu widzimy go w samolocie, jak częstuje dziecko kawałkami mrożonego mózgu. luzik jak nic. druga połowa 'hannibala' jest cienka jak dupa węża. scenarzystom starczyło inwencji na 60 stron maszynopisu. potem już tylko uprawili radosną twórczość.
29-07-2009, 21:55
Nowy
Liczba postów: 268
Liczba wątków: 5
Mental napisał(a):w epilogu widzimy go w samolocie, jak częstuje dziecko kawałkami mrożonego mózgu. luzik jak nic.
Również jak został nakryty jako kustosz we Florencji zachował zimną krew i kustoszył sobie w najlepsze. Wszystko to zasługa dodatkowego chromosomu Y. :grin:
29-07-2009, 22:05
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
To nie zasługa scenarzystów tylko Thomasa Harrisa, niestety. No, poza tą końcową akcją w samolocie, która jest tanim efekciarstwem Mameta i spółki. Chcieli zakończyć film z wykopem, ech...
Why are you firing wallnuts at me?
29-07-2009, 22:22
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,407
Liczba wątków: 67
JohnBerebere napisał(a):Wiesz? Dawno mnie nikt tak nie obraził. Może trochę sobie sarkam, ale to nie jest żadne "trollowanie", bo gdy czytam, że w "Milczeniu Owiec" Hannibal "wyraźnie czuł do Clarice miętę", to naprawdę nie wiem, gdzie ty to zobaczyłeś.
a choćby i w jednej scenie: gdy Clarice wyrywa się funkcjonariuszom i odbiera od Lectera kopertę - proste, piękne, dyskretne, ale mocne w ciul
majlo napisał(a):No to się ciekawie zapowiada. Jak już w końcu wymęczę "Silence of the Lambs", to biorę się za "Hannibala".
a polecam - co prawda książka posiada mega przegięte fragmenty, ale mimo wszystko jest bardziej spójna i logiczniejsza, jak film, no i nieźle się czyta
Cytat:Słynna scena z obiadem (btw, w ankiecie głoś na Tak ) może odpychać, ale mnie jakoś specjalnia nie przeszkodziła. nawiasem mówiąc, Ray Liotta pokazał się z dobrej strony, włącznie ze sceną obiadu. 
to mi przypomina, że także w książce mamy bardziej rozwinięty wątek Krendlera i parę świetnych tekstów jakie rzuca w stronę Clarice
30-07-2009, 01:36
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
Mefisto napisał(a):a choćby i w jednej scenie: gdy Clarice wyrywa się funkcjonariuszom i odbiera od Lectera kopertę - proste, piękne, dyskretne, ale mocne w ciul
Dokładnie. Tyle że to jest już bardziej punkt kulminacyjny tego ich "związku". Ale oczywiście, że wyczuwa się atmosferę jakiejś więzi miedzy Lecterem a Starling. Jaka to dokładnie była więź, czy pikawa mu mocniej bije, czy fascynacja, to już sprawa wtórna. Na pewno nie byli tylko "kolegami z pracy".
22.04.2011
30-07-2009, 11:09
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,407
Liczba wątków: 67
majlo napisał(a):Na pewno nie byli tylko "kolegami z pracy". 
sądzę, że oni nigdy nie byli kolegami z pracy - nawet z cudzysłowiem
30-07-2009, 14:41
Nowy
Liczba postów: 19
Liczba wątków: 1
W każdym razie było w tym coś po mistrzowsku niepokojącego i niejednoznacznego.
30-07-2009, 15:04
Oksytocyna
Liczba postów: 2,199
Liczba wątków: 1
Mefisto napisał(a):sądzę, że oni nigdy nie byli kolegami z pracy - nawet z cudzysłowiem
Nie no, jednak doktorek w dużej mierze przyczynił się do pojmania szalonego krawca.
Tak w ogóle to w temacie o Hannibalu zaczęła się dyskusja o Silence of the Lambs.
22.04.2011
30-07-2009, 19:15
Nowy
Liczba postów: 19
Liczba wątków: 1
majlo napisał(a):Tak w ogóle to w temacie o Hannibalu zaczęła się dyskusja o Silence of the Lambs. 
bo to po prostu lepszy film :mrgreen:
30-07-2009, 19:42
|