Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
W temacie o "Cobrze" Mental wrzucił początek tego filmu. I tak też zaintrygowany obejrzałem sobie wczoraj cały. Jestem świadom, że moją opinia mogę się wielu narazić i trafić na ich czarne listy, ale "Stone Cold" średnio mi się podobało. Muszę przyznać, że film jest dość zręcznie zrobiony, dlatego też bez problemu w całości go obejrzałem. Ale jest przy tym schematyczny i głupi i posiada strasznie nieprzekonywującego głównego bohatera.
Historia jest bardzo prosta i opiera się głównie wokół gangu motocyklowego, zwanego "Bractwem". Jeden z członków gangu ma zostać skazany na śmierć, za zabójstwo księdza. Kompani mają zamiar odbić "brata". Plus mamy głównego bohatera, policjanta, który pracuje undercover w gangu motocyklowym. Tak, mniej więcej to wygląda.
Największym plusem tego filmu, jest główny villain, psychodeliczny przywódca gangu Chaince Cooper, świetnie zagrany przez Lance'a Henriksena. Na początku w ogóle go nie poznałem.
Tak więc mamy super złoczyńcę, w takim razie czoła musi mu stawić jakiś super bohater. I tutaj pojawia się mój główny zarzut do tego filmu. Gdyż tym bohaterem jest Joe Huff, czy też jako undercoverbiker John Stone, grany przez Briana Boswortha. "Cold Stone" to debiut Boswortha gwiazdy NFL w filmie. I według mnie nieudany.
Wiadomo aktorem jest słabym, ale niestety nie ma w tej postaci nic co mnie do niej przekonało, lub sprawiło, żebym mógł z nią sympatyzować, jej kibicować. I choć nie mam w zwyczaju oceniać kogoś po wyglądzie, to jednak Bosworth za żadne skarby nie pasuje mi, aby grać członka gangu motocyklowego. Facet jest niby policjantem undercover i wtapia się w tłum motocyklistów, ale oglądając ten film od razu rzuca się w oczy, że jest tam obcym elementem. To, że Huff/Stone ubierze się w dżinsy i czarną skórę i przyjedzie na motorze nie czyni go, wyrażę się po angielsku bikerem. Nie jestem wielkim ekspertem, ale według mnie bikerzy raczej nie farbują sobie do połowy włosów. Mają zarost, tatuaże i więcej włosów pod pachami niż na głowie. A tak Huff/Stone wygląda bardziej jak enerdowiec niż biker.
Film kładzie też zbyt przekombinowany finał ze strącaniem helikoptera motocyklem. W ogóle w tym filmie chyba te motocykle były na nitroglicerynę, gdyż wystarczyły zderzenia i już eksplodowały jak 50 ton trotylu.
OK, nie ukrywam, że film oglądało się dość lekko i bez większych męczarni. Ale zdecydowanie bardziej wolałbym oglądać film o gangu motocyklowym z samym psychopatycznym Lancem Henriksenem, niz policyjnym twardzielem Brianem Bosworthem. I w sumie nie dziwię się dlaczego "Stone Cold" okazał się być finansową klapą.
10-08-2012, 23:29
Ambasador białej rasy
Liczba postów: 37,533
Liczba wątków: 375
Cytat:Wiadomo aktorem jest słabym, ale niestety nie ma w tej postaci nic co mnie do niej przekonało, lub sprawiło, żebym mógł z nią sympatyzować, jej kibicować.
U mnie to samo. Koleś położył ten film.
Cytat:przywódca gangu Chaince Cooper, świetnie zagrany przez Lance'a Henriksena
William Forsythe też był dobry, ale to akurat norma - on zawsze jest najlepszy.
10-08-2012, 23:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10-08-2012, 23:57 przez Mental.)
Agent Mossadu
Liczba postów: 32,214
Liczba wątków: 4
Lawrence mnie troche uprzedzil - szczegoly juz niedlugo.
Klasyk ery VHS z serii undercover glina vs mala armia. Dobra rzecz z sensownym budzetem, niezlymi akcyjkami, zajebistymi badassami (Lance w sadzie - ja jebie! ;)) i jak juz wyzej wspomniano, totalnie beznadziejnym glownym bohaterem. Jasne, przekombinowane to wszystko miejscami, ale pokazcie mi cos lepszego (w tych skocznie-radosnych klimatach) nakrecone w nowym, jasnieoswieconym XXI wieku...Departed sie chowa <rotfl>
Nic wiecej nie napisze, reszta niedlugo na stronie <ok>
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.
11-08-2012, 00:47
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
(11-08-2012, 00:47)Bucho napisał(a): Lawrence mnie troche uprzedzil - szczegoly juz niedlugo.
Przygotowujesz artykuł o filmach z serii undercover glina? :)
11-08-2012, 23:48
Natural Born Avtaker
Liczba postów: 8,317
Liczba wątków: 23
Craig R. Baxley to gość, który parę lat wcześniej dał nam podobne w stylu sensacyjniaki Action Jackson oraz I Come in Peace, i z tych trzech ten ma największy rozmach i stężenie testosteronu na metr kwadratowy taśmy, same gatunkowe klisze, kupa kiczu i niedorzeczności, a jednak – a może dzięki temu – ogląda się to zarąbiście, to jest jak wyprawa wehikułem czasu w okres, kiedy wszystko było proste i miało jaja, po prostu cieszy ta niepodrabialna ejtisowa stylistyka, konkretne akcje, strzelaniny, mordobicia, non stop miałem banana na twarzy.
Rola główna? No kurde, czego oczekiwać od futbolisty, który zapragnął być aktorem, Bosworth jest jako gliniarz-tajniak mało wiarygodny, ale czy Michael Douglas (pierwotnie to on miał to grać) byłby lepszy? Cały film jest przegięty, więc i on też, mnie rozśmieszył zwłaszcza fragment u niego na chacie, gdy rozpoczyna dzień, przygotowując w blenderze miks z bananów, czipsów, jajek, snickersów i uj wie czego jeszcze, po czym okazuje się, że to papka dla jego metrowej iguany (chyba), a w łóżku czeka na niego goła dupencja. No twardziel pełną gębą, nieodrodny syn swoich czasów. Lundgren pewnie byłby tu bardziej na miejscu, ale trudno, jest jak jest, Bosworth robi, co może i jakoś to idzie.
Osobną wartością wyciągającą ten tytuł ponad przeciętność są bez wątpienia Forsythe i Henriksen. Ten pierwszy to jeszcze szczerbaty, zarośnięty brzuchacz, którego znamy z Out for Justice (oba filmy są z tego samego roku), tradycyjnie wyborny w roli brutalnego prymitywa, ale prawdziwą perłą tego filmu jest Lance Henriksen chyba w swoim prime time jako arcyłajdacki szef gangu i kawał drania, paradujący w niesamowitej stylówie, ten facet emanuje takim rozpierdolem, że nic, tylko trzymać się z dala, a jednocześnie nie można oderwać wzroku.
Jak dla mnie 7/10.
PS Przytaczam minireckę Tomasza Bota, niegdyś piszącego dla KMF-u, on opisał ten film perfekcyjnie. :)
Kolejny glina większy niż życie, niż regulamin, niż ty, ja i całe hordy zbirów. Jak wychodzi do sklepu po piwo, to wraca do domu z sześciopakiem i jeszcze dymiącą spluwą. Niesubordynowany. Niezależny. Nie do zdarcia. Dzięki tym właściwościom dostaje też niecodzienną misję: zinwigilować bezwzględny gang motocyklowy, żyjący niczym banda wikingów, podejrzany o morderstwa i wszystko, co się tylko da. Schemat znany z późniejszego Na fali, tylko z silniej akcentowanym macho sznytem: brody, tłuste włosy i poczucie wspólnoty w byciu renegatem na błyszczącym rydwanie. Gratka dla miłośników stylówki w rodzaju skórzane spodnie oblane piwem, z których wylewa się brzuch jak dzwon, powiewający na motorze (w takt hard rocka) jak brudna flaga niezależności. Znajdziemy tu ostre teksty, strzelaniny, cycki, wybuchy, obskurne bary, skórzane kurtki i dziarską muzę w tle. Ten film jest jak mocny amerykański jeans, który tak ci ściśnie cojones, że poczujesz je w gardle. Fryzura głównego bohatera to jankeska wariacja na temat czeskiego piłkarza – tleniona rzeźba obciachu, utwardzona żelem czy gumą. O tak, Zimny jak głaz jest ejtisowy aż do bólu.
Lance Henriksen i William Forsythe – spece od ról typów spod ciemnej gwiazdy – stworzyli mocne bandyckie tło. Reżyser zadbał o potoczystą narrację i niezłe sceny akcji. Brian Bosworth – wtedy bujający się z Madonną i typowany na nowego Stallone’a – wypadł całkiem nieźle, ale szybko spadł do drugiej ligi. Film za to nadal się broni jako relikt dzikich lat 90. I sprawia, że masz ochotę otwierać puszkę piwa zębami.
19-03-2023, 12:51
Stały bywalec
Liczba postów: 4,943
Liczba wątków: 4
Bosworth to był kandydat na gwiazdę kina akcji w tamtych czasach. Mnie film bardzo się podobał.
Napisane dla was na moim RMX3363 przy użyciu Tapatalk
"Rząd nie jest dla nas rozwiązaniem, jest dla nas problemem." Ronald Reagan
20-03-2023, 10:21
pernikovy tatko
Liczba postów: 3,380
Liczba wątków: 30
Stone Cold oczami gości z redlettermedia i jakiegos typka z the boys
20-03-2023, 10:41
|