Stacjonarny podróżnik
Liczba postów: 651
Liczba wątków: 2
(06-02-2016, 12:10)simek napisał(a): Pewnie gdziekolwiek można sobie przeczytać prawdziwą historię Glassa, ja rzuciłem okiem tutaj: http://facet.interia.pl/obyczaje/historia/news-hugh-glass-czlowiek-ktory-oszukal-przeznaczenie,nId,1091436 i się złapałem za głowę - czy Inarritu podjął jakąkolwiek dobrą decyzję dotyczącą zmian w historii? Jak dla mnie wszystkie in minus :) Czytałem to sobie i myślałem "kurde, chciałbym zobaczyć taki film".
Czytam właśnie książkę i na co drugiej stronie mam to samo. AGI zrobiłby dużo lepiej, trzymając się tekstu, który jest surowy i realistyczny, i dzieje się w nim znacznie więcej, tzn. dużo więcej działa w nim sam Glass. I nie ma całego tego podtekstu, by tak rzec, filozoficznego - przyroda wokół to surowiec na przykład na wnyki, a nie do podziwiania. Nie ma idiotycznych wstawek "Wszyscy jesteśmy dzikusami", Indianie nie snują się jak upaleni, za to większa i klarowniejsza jest rola Francuzów i towarzystwa z Fort Brazeau, do którego trafia Glass. Poza tym survival Glassa kończy się w połowie książki, druga połowa to pogoń za grupą kpt. Henry'ego i Fitzgeraldem, a w filmie to sama końcówka, w dodatku odrobinę niedorzeczna. Film chyba tylko lepiej prowadzi postać Fitzgeralda, która w książce jest bardziej niejednoznacznie zła i przez to jednowymiarowa, ale to wszystko.
09-02-2016, 12:11
.
Liczba postów: 27,722
Liczba wątków: 62
Pogoń za zdrajcami: już pal licho to, że w filmie mamy niemalże natychmiastową, pełną satysfakcję, ale samo znalezienie Fitzgeralda odbyło się dosyć kuriozalnie, bo Glass wyrusza z kapitanem i po jednym cięciu już mają trop, czyli to o czym pisałem wcześniej - wydaje się, że teren w filmie jest malutki i każdego idzie znaleźć i dogonić raz-dwa, poza tym w rzeczywistości Glass dochodził do siebie kilka miesięcy, a w filmie opatrzyli mu rany, przemył się w ciepłej wodzie i od razu rusza w pościg, żeby niedługo potem wygrać walkę wręcz z niezłym bykiem jakim był Fitzgerald, kompletnie zdrowym. Ja wiem, że adrenalina może dużo pomóc, ale po pierwsze, to Fitzgerald też walczył o życie i jemu też adrenalinka powinna dodać sił, po drugie Glass od kilku (?) tygodni jechał na niej chyba non stop.
09-02-2016, 12:27
Do the crane, Danny-boy!
Liczba postów: 4,900
Liczba wątków: 11
Film piękny wizualnie. Zdjęcia to czyste piękno. Jest ich bardzo dużo i dla nich warto zobaczyć ten film w kinie. Kapitalna scena z niedźwiedziem, niezła muzyka.
A co poza tym? Bardzo dobry Hardy. I tyle. Film jest moim zdaniem przereklamowany, historia nie wzbudziła we mnie większych emocji, są też w filmie dłużyzny.
Jeśli Di Caprio dostanie Oskara za to że przez 3/4 filmu jęczy i stęka, to bez komentarza.
Najwyżej 6.5/10. Film dla mnie do zapomnienia, raczej do niego nie wrócę.
14-02-2016, 11:57
Dużo pisze
Liczba postów: 604
Liczba wątków: 2
Mam identycznie.Zdjęcia piękne, świetny klimat, co trochę coś pada, przewalają się chmury, mgła, to dodaje surowości i potęgi przyrodzie w tym filmie, sama historia to przewałkowana miliony razy w kinie historia o zemście, pokazywana już w tylu odsłonach lepszych i gorszych, że nic nowego się już nie wymyśli.To sprawia, że pojawiają się przewidywalne rzeczy, jak myk na końcu ze zmyłką przeciwnika.Ani mnie to nie porwało, ani specjalnie zainteresowało, Leo przez cały film ma jeden zbolały wyraz twarzy i coś tam pojękuje, ginie pod tymi tonami charakteryzacji i futra,jeżeli za to dostanie oscara to będzie to jedna z większych pomyłek Akademii.Koszmarna muzyka, dawno już nie słyszałam tak irytującej muzyki w filmie.
16-02-2016, 14:17
.
Liczba postów: 27,722
Liczba wątków: 62
To, że historia jest o wyświechtanym motywie jakim jest zemsta, to najmniejszy problem, bo według mnie nadal można pokazać ten temat ekscytująco, problemem jest to, że ja nie czuję tej motywacji i poświęcenia Leo w dążeniu do tego celu. No dobra, widzę pod koniec filmu jak po kąpieli od razu zapomina o wszystkich ranach i złamaniach i rusza z jednym gościem na polowanie.
16-02-2016, 14:53
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,297
Liczba wątków: 67
(06-02-2016, 12:23)simek napisał(a): A przeczytałeś o prawdziwej historii Glassa? Przecież tam co drugiej zdanie jest takie, że zastanawiam się czemu Inarritu tego nie pokazał. Pytasz czy miał zbudować tratwę - otóż miał, bo prawdziwy Glass to zrobił, przez j***** tydzień budował ją z powalonych drzew, o samym tym możnaby nakręcić zajebisty film, ale nie, po co pokazywać umiejętności i zaradność Glassa, lepiej pokazać jak spieprza przed Indianami i spada w przepaść z koniem i cudownie przeżywa.
Ja przeczytałem i po tym co tam jest napisane, to mielibyśmy film o... facecie budującym tratwę. Zaiście, fascynujące.
Sorry za wcześniejsze uniesienie, ale czasami jak widzę, czego niektórzy żądają od filmu, to się nóż w kieszeni otwiera. Sikasz w porty po wyjściu z kina z mega przeciętnego Carol o dwóch dupach, ale masz wąty do Revenant, bo "Leo się nie wykazał jako traper". Nosz do chuja cietrzewia - co miał zrobić? Taniec hula? Już sam fakt, że ledwo żywy wyczołgał się z własnego grobu, przetrwał żywiąc się korzonkami i jakimiś durnotami, własnoręcznie potrafił zaleczyć najgorszą z ran, uciekł Indianom i cały czas parł do przodu (z małą pomocą, ale jednak) czyni z niego przekozaka, no bo jak to inaczej nazwać (nie oszukujmy się, przeciętny simek nie dotrwałby pierwszego ruchu na tej liście). Czytam te posty i oczom nie wierzę, bo większość z was wolałaby patrzeć jak gość McGyveruje - to byłby dopiero survival, nie? A jeszcze lepiej, jakby własnoręcznie na księżyc poleciał tą tratwą - wtedy już w ogóle zaorane, Oscar, nagroda Nobla i dozgonny szacunek simka, bo uwierzył w końcu, że Leo jest zaradny xD
Gość normalnie powinien jeszcze szydełkować, uczyć się łaciny i budować RPG w trakcie swojej wędrówki. No bekę mam nieziemską zwyczajnie.
Owszem, zgodzę się, że parę razy miał farta, ale ani razu nie był to fart urągający zdrowemu rozsądkowi, nierzeczywisty w jakikolwiek sposób (plus, wspominam to raz jeszcze - akcja nie dzieje się przecież na przełomie 2 dni, co jest odpowiednio pokazane). A i prawdą jest, że końcówka jest z deczka głupia i na szybcika, o czym sam wspomniałem. Ale to nie oznacza od razu, że cała reszta jest słaba, albo gorsza od książki (tak jakby książka pełną prawdę mówiła), bo zabrakło mamutów.
Zresztą kij z tym - podejrzewam, że nawet jakby twórcy zrobili film o tratwie (pfff... Cast away anybody?), to wtedy simek po wyjściu z kina narzekałby, że kurde, film jest be, bo on cały czas tratwę buduje i ja nie czuję jego woli przetrwania xD
mam wrażenie, że co niektórzy nie potrafią się dzisiaj po prostu cieszyć filmem
24-02-2016, 05:22
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2016, 05:25 przez Mefisto.)
.
Liczba postów: 27,722
Liczba wątków: 62
(24-02-2016, 05:22)Mefisto napisał(a): mam wrażenie, że co niektórzy nie potrafią się dzisiaj po prostu cieszyć filmem
A ja mam wrażenie, że przepadamy po prostu za innymi filmami. Dla mnie Carol jest zajebisty, a Revenant to fajnie nakręcone nudy i egzaltacja na maksa, dla Ciebie na odwrót - mogę z tym żyć :)
24-02-2016, 08:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2016, 08:03 przez simek.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(24-02-2016, 05:22)Mefisto napisał(a): mam wrażenie, że co niektórzy nie potrafią się dzisiaj po prostu cieszyć filmem
Tak jak ty Carol?
24-02-2016, 10:07
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,297
Liczba wątków: 67
Carol ma u mnie 6 / 10, a film to trochę inna liga. Ot, dramacik jakich wiele zrobiony ze stylówą. Revenant już samą swoją formą przykuwa do ekranu, o sile ekspresji nie wspominam nawet - ot, różnica.
24-02-2016, 16:30
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Oba są tym samym, czyli filmami. Dlaczego jeden można krytykować, a drugiego nie? Inaczej: dlaczego uważasz że ty możesz krytykować Carol, a simek nie może krytykować Revenant?
Ciśnie mi się na palce tylko jedno słowo: dorośnij.
PS. Jak żyję przysnąłem w kinie zaledwie dwa razy i oba te razy miały miejsce... w tym roku - na Nienawistnej ósemce i Zjawie właśnie. Siła ekspresji że hoho :)
24-02-2016, 16:40
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2016, 16:40 przez Mierzwiak.)
Pan Drzewo
Liczba postów: 1,758
Liczba wątków: 14
Krótko - film piękny wizualnie (sposób operowania obrazem przez Lubezkiego nigdy mi się chyba nie znudzi) i przeciętny treściowo. Ot, prosta opowieść we wspaniałym opakowaniu. Tyle i aż tyle - oglądało się dobrze, nie nudziło - Alehandro wycisnął z pomysłu chyba wszystko, co się dało. Dobry film, który chyba nie mógł być lepszy biorąc pod uwagę historię na fundamentach której został zbudowany (co ciekawe - każdy z oscarowych pretendentów to wysokie/bardzo wysokie rejony stanów średnich - Mad Max, Room, The Big Short, Spotlight, The Revenant [kolejność obejrzenia]. Najlepszy chyba Max, ale i tak ubiegły rok to była kompletna przeciętność).
A, Hardy w tym filmie o wiele lepszy od dobrego skądinąd DiCaprio.
24-02-2016, 16:41
Używaniec
Liczba postów: 1,002
Liczba wątków: 5
(24-02-2016, 16:40)Mierzwiak napisał(a): Jak żyję przysnąłem w kinie zaledwie dwa razy i oba te razy miały miejsce... w tym roku - na Nienawistnej ósemce i Zjawie właśnie.
może po prostu ostatnio nie dosypiasz? <zatroskany>
tak że o.
24-02-2016, 17:08
Miszczu AVTAKa 2014/18/22
Liczba postów: 30,297
Liczba wątków: 67
(24-02-2016, 16:40)Mierzwiak napisał(a): Oba są tym samym, czyli filmami. Dlaczego jeden można krytykować, a drugiego nie? Inaczej: dlaczego uważasz że ty możesz krytykować Carol, a simek nie może krytykować Revenant?
Ciśną mi się na klawiaturę trzy słowa: czytaj ze zrozumieniem :)
Daleki jestem od zabraniania simkowi czegokolwiek (bo nie rozumiem, jak w ogóle miałbym to zrobić). Chodzi o skalę argumentów - simek argumentuje to tak, że chciałby zobaczyć zupełnie inny film. WTF?
Napiszę to inaczej: masz w The Revenant fantastyczne zdjęcia, niesamowite postaci, plenery, akcję, techniczny cymes, a do tego znakomite aktorstwo i fajna historia, w której koleś aby przetrwać wchodzi do jebanego konia! Jakby nie patrzeć jest to spore doznanie kinowe. A przychodzi simek i zjebuje film od góry do dołu, bo nie przekonały go traperskie umiejętności DiCaprio. Sorry, ale to jest argumentacja na poziomie Oleszczyka i jego nienawiści do Birdmana, bo mu się ze światopoglądem nie zgadza. Dlatego napisałem, że niektórzy nie potrafią cieszyć się kinem (mimo wszystko taką przyjemność potrafiłem z Carol czerpać miejscami).
24-02-2016, 20:46
Dużo pisze
Liczba postów: 328
Liczba wątków: 0
Film dobry, ale spodziewałem się więcej. Wizualnie pięknie, jednak postać Glassa przedstawiona strasznie po łebkach. Przez większość filmu nie byłem pewien czy mu kibicować, bo kminiłem skąd on się urwał. Te senne cofki w ogóle do mnie nie przemówiły i były raczej tandetne. Rozumiem, że całość miała skupić się na survialu, ale spokojnie można by uciąć ze 20 minut i chociaż określić postacie należycie.
24-02-2016, 20:54
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-02-2016, 20:54 przez Salto.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(24-02-2016, 20:46)Mefisto napisał(a): Napiszę to inaczej: masz w The Revenant fantastyczne zdjęcia, niesamowite postaci, plenery, akcję, techniczny cymes, a do tego znakomite aktorstwo i fajna historia, w której koleś aby przetrwać wchodzi do jebanego konia! Jakby nie patrzeć jest to spore doznanie kinowe.
Dla mnie tak samo jak dla simka to żadne doświadczenie (nad sformułowaniem "niesamowite postaci" lepiej spuścić zasłonę milczenia), więc problem masz z tym, że komuś nie podobał się film który na tobie zrobił wrażenie, a że argumenty simek ma takie, jakie ma? Napisał co myśli, więc znowu masz dziwny problem.
PS. Revenantowe drinking game: strzelamy shota za każdym razem, gdy Lubezki kręci pod słońce. Zgon po 15 minutach gwarantowany :)
24-02-2016, 22:29
Stały bywalec
Liczba postów: 13,362
Liczba wątków: 77
Zdecydowanie za długi, zbyt rozwleczony i przyozdobiony artystycznymi bzdetami (sny...boshe, czemu???!?!?!) film, który jednak ostatecznie podobał mi się. Nie zmieniłbym w nim nikogo z obsady - Hardy jest perfekcyjny, Leo dobry (fizyczna i bolesna rola, ale czy na miarę Oskara?), nie ma też żadnych słabych punktów na drugim planie. Realizacyjnie jest świetnie, ale zgodzę się z Mierzwiakiem - praca kamery jest bardzo przewidywalna i wykalkulowana.
Scena z niedźwiedziem - mega :)
7+/10
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
25-02-2016, 22:27
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Niedźwiedź zagrał lepiej niż Leo. Możecie mnie cytować :)
25-02-2016, 22:33
Stały bywalec
Liczba postów: 12,524
Liczba wątków: 29
(25-02-2016, 22:33)Mierzwiak napisał(a): Niedźwiedź zagrał lepiej niż Leo. Możecie mnie cytować :)
First! Jeśli Leo dostanie za to Oscara, to tylko z litości, by mu przykro nie było. Przez szmat czasu jedynie leży, jęczy i stęka. I w sumie gdy wkracza do akcji... nadal jęczy, sapie, przez moment coś tam wymamrocze. Jak jestem przy scenie z misiem - to kaliber podobny do walki Roddy'ego Pipera z Keithem Davidem "They Live" - ciągnie się strasznie długo i jest niesamowicie realistyczna :).
A sam film to niezła survivalowa przygodówka, która jest przypudrowana jest artystycznym fiu-bździu, które przy Birdmanie działało, to tutaj raczej nie za bardzo. Plusem jest surowość świata przedstawionego - zarośnięte, brudne i poszpecone facjaty, każdy dybie na każdego, Indianie tylko czekają z oskalpowaniem albo obcięciem siusiaków bladych twarzy, a broń palna nie rozwiązuje problemu (Ha! Widzisz Mental?). Finałowy pojedynek bardzo soczysty, brutalny i w pewnym momencie nieprzewidywalny myślałem, iż Indianie oskalpują Fitzgeralda - ot ironia losu.
Najbardziej podobał mi się początek. Lekko zamglone drzewa wyłaniające z rwącej wody, a w ciszy skradają myśliwi czający na pojawiającego się jelenia. Czysta magia i super wprowadzenie.
Zdjęcia przecudne. A ta przyroda, wspaniale dziewicza i niedostępna. Aż chce się po tym filmie przykuć łańcuchem do drzewa i protestować przeciw wycince w Puszczy Białowieskiej :). Za to denerwujące momentami były te przestylizowane długie ujęcia.
Powtarzając się - film raczej o prostej fabule, nieco popsuty artsy-fartsy.
25-02-2016, 23:46
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2016, 23:59 przez OGPUEE.)
Fanboy Nolana
Liczba postów: 11,944
Liczba wątków: 126
(25-02-2016, 23:46)OGPUEE napisał(a): Jeśli Leo dostanie za to Oscara, to tylko z litości, by mu przykro nie było. Przez szmat czasu jedynie leży, jęczy i stęka. I w sumie gdy wkracza do akcji... nadal jęczy, sapie, przez moment coś tam wymamrocze.
Widzę te same zarzuty w wątku oscarowym, czy też od innych osób i nie do końca mogę się zgodzić. Dobra kreacja aktorska, jak i zawód aktora odnosi się też do fizyczności. Choć może to zabrzmi niejednoznacznie, ale mnie DiCaprio grą swego "ciała" i tym bólem i cierpieniem jak najbardziej kupił. Przecież na tym też polega aktorstwo i bycie artystą.
Dla mnie to w żadnym sensie nie umniejsza tej roli i nie stawia jej niżej, niż gdybyśmy mieli np. aktor odgrywający rolę adwokata w dramacie sądowniczym.
26-02-2016, 02:03
|