W sobotę przyjechał brat. Uzbroiłem się w piwka, on przywiózł wódkę i włączyliśmy ten legendarny film. Spotkałem się z opiniami, że owy twór to kategoria "tak zły, że aż śmieszny", czyli w sumie nie taki zły. Miałem więc nadzieję, że tak jak Batman i Robin, jest to przereklamowanie arcy-zły film. Nie tym razem, choć nie będę ukrywał - uśmiałem się i nigdy go nie zapomnę.
Przebieg mojego seansu:
- Czołówka - hmm... całkiem nie najgorsza muzyczka....
- Pierwsze 8 minut - WTF? WTF? I jeszcze raz WTF? Co my w ogóle oglądamy? Jest tu jakaś historia? Co to za postacie? Czemu dialogi i aktorstwo są gorsze niż w Trudnych sprawach, itp.?
- Pierwsza scena seksu - WTF? WTF? To miał być film z 2003 roku, czemu więc miłosne uniesienia głównej pary wyglądają jak z jakiegoś kiczowatego filmu z lat 80-tych? Wróć! Toż to kasetowy pornos z lat 80-tych! :P
- Około 15 minuty zdajemy sobie sprawę, że manierą aktorską Tommy'ego Wiseau jest robienie "he he" po każdym zdaniu. Wymyślamy pijacką grę - pić za każdym razem gdy zrobi "he he".
- Tommy kupuję tuzin czerwonych róż w kwiaciarni - Co... tO... QrWa... ByŁo?! o.O
- Tommy wraca do domu i kończy zdanie "he he". Zaczynam pić, a ten wypowiada drugie zdanie i również kończy je swoim "he he" - PRZERWA!!
Piłem i tak się zaśmiałem z częstotliwości tego jak często on to robi - w prześmieszny sposób - że aż się zakrztusiłem. I to poważnie! The Room może być pierwszym filmem, który prawie mnie zabił. Musiałem wypluć z siebie wszystko nad zlewem w kuchni, wróciliśmy do oglądania dopiero po 5-10 minutach - brat kontynuował grę, ja uznałem, że nie dam rady - wlewałem w siebie piwka jak najszybciej żeby dotrwać do końca. XD
Dalej bywało tylko dziwniej, nudniej i jeszcze gorzej. Drugą scenę seksu Tommy'ego z Lisą przewinąłem gdy zdałem sobie sprawę, że to dokładnie te same ujęcia co w pierwszej. Nie potrafiłem się nadziwić jak zły jest to film. Wcześniej wspomniane przeze mnie Trudne sprawy i kasetowe pornosy są ciekawsze, lepiej napisane, wyreżyserowane i zagrane. Nawet szympansy nagrałyby lepszy film! :D
Zasłużona najniższa ocena w każdej możliwej skali. Gniot wszech czasów? Jestem w stanie w to uwierzyć. Nie potrafię sobie w tej chwili przypomnieć gorszego filmu. Nawet Herkules w Nowym Jorku jest lepszy, bo chociaż ma Arnolda.
The Disaster Artist ląduje na liście najbardziej oczekiwanych filmów roku!
(31-07-2017, 11:03)Juby napisał(a): Gniot wszech czasów? Jestem w stanie w to uwierzyć. Nie potrafię sobie w tej chwili przypomnieć gorszego filmu.
Czy tylko mnie denerwuje taka jazda po filmach tego typu? :) No sorry, ale tu nie było talentu ani przed, ani za kamerą, więc co innego miało z tego wyjść? Określanie takich filmów mianem "naj!" jest... zbyt proste. Jeszcze nie oglądałem, ale jakoś wątpię by było to w moich oczach gorsze od np. Alien: Covenant.
Ja bym w życiu nie powiedział, że to najgorszy film wszechczasów. Z dwóch powodów - ten film został zrobiony szczerze i z sercem, widać, że ktoś się naprawdę postarał i to dość fascynujące: wizja arcydzieła i relacji międzyludzkich oczami kompletnego autysty.
No i ten film jest cholernie zabawny.
Jak obejrzeć recki Nostalgia Critica, to jest masa takich filmów, w których już po 30 sekundach po prostu odpadam, skręca mnie w środku i oglądanie pali mózg. :D Garbage Pail Kids, Maska 2 i tym podobne... to jest poziom nawet gorszy od Kac Wawy - którą swoją drogą również uważam za film gorszy od The Room. No i jakoś nie wiem, mam większą satysfakcję z obejrzenia tego, ze świadomością że zrobił to jeden człowiek z własnych oszczędności, z pasją i wbrew przeciwnościom... niż po obejrzeniu jakiegoś totalnego hollywoodzkiego z budżetem 200 milionów dolarów, vide Suicide Squad czy Amazing Spider-Man 2...
U mnie opus magnum Tommy'ego Wiseau ma uczciwe 3/10.
Fun fact: pani florystka to nie aktorka, a faktyczna pracownica kwiaciarni w której została nakręcona ta scena (miało to miejsce w ramach kręcenia plenerowych ujęć, między innymi z czołówki). "Hi doggy" to z kolei nie tekst ze scenariusza, a autentyczna reakcja Tommy'ego na widok siedzącego na ladzie psa. Po scenie Tommy pytał, czy to prawdziwy pies :)
@Bogdan O widzę, że też czytałeś książkę :) Co ciekawe prawie wszystkie sceny w plenerze udało im się nakręcić rekordowo szybko, kiedy jak wiadomo przy "Oh, Hi Mark" potrzebowano całego dnia zdjęciowego.
A taki mały smakołyk, po przeczytaniu książki wszędzie tego szukałem i na szczęście internet mnie nie zawiódł:
A co do miana "Najgorszego filmu" to zarówno "The Room", czy też "Plan 9 From Outer Space" mogę spokojnie oglądać przy odpowiednim nastawieniu. A są filmy do których np. nie jestem w stanie nigdy wrócić.
Lawrence napisał(a):A co do sceny to wiem, że była ona kręcona wiele razy. Łącznie z tym, że to Greg dał Tommy'emu butelkę, aby temu było grać łatwiej. Ale nie pamiętam, aby było coś tam, aby cała ekipa powtarzała tekst, czy o wielkiej radości i rzucania się w ramiona pod koniec.
Właśnie sobie w drodze słucham audiobooka Disaster Artist czytanego przez Grega Sestero (świetnie naśladuje głos Tommy'ego btw), no i powtarzanie tekstu przez ekipę i ciągłe "line!" ze strony Tommy'ego - dokładnie jak w tym zwiastunie - było w trakcie sceny "you are tearing me apart Lisa!"... kubek w kubek. Widzę że mimo wszystko Franco przestudiowali solidnie Disaster Artist plus obstawiam, że jeszcze lepiej przedyskutowali z Gregiem.
Nie wiem czy to prawda, ale zaraz po zwiastunie gdzieś w sieci znalazłem wypowiedź gościa którzy rzekomo widziałem film i mówił, że musieli dograć do zwiastuna nowe dialogi Franco, bo w filmie brzmiał zupełnie inaczej, czyt. lepiej.
Krótsza forma była mistrzowska, to przecież kampania ma swoje prawa i ten zwiastun również jest bardzo dobry. Dobrze, że A24 wrzuciło od razu profesjonalne napisy :) Co do Franco, wow, jak mogłem wątpić! Jest świetnym Piotrem Wieczorkiewiczem (a może raczej Tomaszem?).
Pamiętacie jak po pierwszy teaserze trochę marudziłem i pamiętacie jak pisałem, jak bardzo lubię tę książkę i chcę udanej adaptacji? I wiecie co, po tym zwiastunie czuję, że moje życzenie może się spełnić :) James Franco jednak świetnie sobie radzi z Tommy'm Wiseaue, a i w zwiastunie przerywa się to co właśnie czyniło tę historię taką wyjątkową, ten tragikomizm. I zaczyna to przypominać wierną adaptację i co więcej tak to sobie wyobrażałem czytając książkę. Teraz to naprawdę jestem na tak i nie mogę się doczekać :)