We Need To Talk About Kevin
#1
[Obrazek: 7417279.3.jpg?l=1323316251000]
We Need to Talk About Kevin(2011) - Jeden z lepszych filmów z ubiegłego roku. Świetny scenariusz i reżyseria, do tego dwie znakomite kreacje - Swinton i Miller(+ Rock Duer, Jasper Newell ). Film bardzo wciąga, na pewno duża zasługa w tym montażu i tego, że konfrontacje syna z matka, które widzimy na ekranie są doskonałe(na swój sposób :P) i budzą niepokój.
Podpisuje się pod notka z RT:
Cytat:We Need to Talk About Kevin is a masterful blend of drama and horror, with fantastic performances across the board (Tilda Swinton especially, delivering one of her very best)

9/10

A o czym jest konkretnie to bardzo ładnie ujął Adam Kruk na filmwebie:
Cytat:Reżyserka "Musimy porozmawiać o Kevinie", Szkotka Lynne Ramsay, jest jedną z najciekawszych współczesnych autorek kina. Jej twórczość konsekwentnie mierzy się z różnymi odcieniami traumy, sposobami jej przezwyciężania bądź ulegania jej władzy. Pokazywała jej wpływ na dziecko w pełnometrażowym debiucie "Nazwij to snem" (1999) oraz na kobietę w wyjątkowym, zrealizowanym blisko 10 lat temu, obrazie "Morvern Callar" (2002). W tym ostatnim tytułowa bohaterka (Samantha Morton) po samobójczej śmierci swojego chłopaka kradnie jego powieść i ucieka z lekko przetrąconą koleżanką na Ibizę. Przyznaje sobie w ten sposób spadek czy stara się ocalić resztki bliskiej osoby? Ucieka od siebie czy próbuje odkryć, kim właściwie jest? Ramsay obserwuje wpływ traumy jakby bez uprzednich założeń, uchyla się też od odpowiedzi na stawiane przez siebie pytania, zadowalając się po mistrzowsku sportretowaną emocjonalną izolacją jednostki, którą otacza pustka konsumpcji i samotność: jest w jej filmach coś z Antonioniego, połączonego ze sporą dawką współczesnego feminizmu. W jej najnowszym antyfamilijnym "Musimy porozmawiać o Kevinie" trauma staje się doświadczeniem i kobiety, i dziecka ? jest nią wspólny szok narodzin, rozdzierający zarówno matkę (Tilda Swinton, doceniona za tę rolę Europejską Nagrodą Filmową), jak i syna (Kevina grają kolejno: Rock Duer, Jasper Newell i Ezra Miller).

Jeśliby pójść tropem psychoanalitycznym, to narracja Ramsay wydaje się spójnym wariantem odpowiedzi na pytanie "co może się stać, jeśli nie pokochasz dziecka, które urodzisz?". Jak twierdzi psycholog Anna Olszewska-Konopa, dziecko długo po narodzinach nie odróżnia swoich emocji od emocji otoczenia, zlewa się z nim ? jest syntoniczne i jeśli w tej syntonii nie napotka uczuć czułości i troski, to czuje się niezróżnicowane. Tę emocjonalną pustkę wypełnia agresja lub autoagresja, w zależności od fazy tego emocjonalnego odrzucenia, które obecne jest w doświadczeniu późniejszych socjopatów. Według teorii relacji z obiektem (najczęściej matki), osobowość schizoidalna wykształca się na skutek odczuwania przez dziecko wrogości wobec jego narodzin ? złości i rozczarowania lub nawet smutku wokół pokrzyżowania życiowych planów. Następuje wówczas oderwanie od żywotności w kierunku popędu śmierci. Czy właśnie to jest doświadczeniem Kevina? Czy raczej czające się w nim zło jest zgoła irracjonalne?

Ramsay wątpliwości tych nie rozstrzyga. Mistrzowsko operuje symboliką kolorów, misternie buduje napięcie. Niczego nie zaniedbuje i nikogo nie oszczędza. Subtelnie kłania się zbiorowej popkulturowej wyobraźni poprzez aluzje do rzeczonego "Kevina", używanie mitu Europy (film rozpoczyna się ekstatycznymi ujęciami Swinton w Hiszpanii, która dla jej bohaterki Evy stanowi raj utracony) czy analizę traum stricte "amerykańskich". Bada granice odpowiedzialności rodziców za swoje dzieci (zatem także za ich zbrodnie) oraz autonomiczności każdej jednostki oraz wpływu relacji z matką na rozwój osobowości. Stawia też to najważniejsze pytanie od wieków nurtujące filozofów, psychologów i artystów: pytanie o naturę zła.

http://www.filmweb.pl/article/Od+Kevina+do+Kevina-81105


PS


Odpowiedz
#2
(12-01-2012, 01:58)hanys napisał(a): We Need to Talk About Kevin(2011) - Jeden z lepszych filmów z ubiegłego roku.

Prawda.

Bardzo dobre i bardzo mocne, zapadające w pamięć kino; film, któremu szansę dać powinien każdy kinoman. Być może najlepsza rola Swinton. Ciekawe rozwiązania narracyjne, poważne traktowanie widza. Solidna robota reżyserska, jak i scenopisarska. Treść i formę tego filmu najlepiej spina w klamrę proste określenie - koszmar. Niesamowicie uchwycony koszmar. Top 10 filmów 2011 roku.

8/10

Odpowiedz
#3
(12-01-2012, 01:58)hanys napisał(a): Podpisuje się pod notka z RT:
Cytat:We Need to Talk About Kevin is a masterful blend of drama and horror, with fantastic performances across the board (Tilda Swinton especially, delivering one of her very best)
WTF? Tilda zagrała porządnie, ale na tak zwane jedno kopyto, już John C. Reilly każdym swoim pojawieniem się kradł wszystko dla siebie. I "blend of drama nad horror"? No litości, dramat to tu jest, owszem, ale horroru za grosz. To ledwo dobre filmidło, z koszmarnym montażem przez który film przeskakuje po różnych odcinkach czasowych jak kot na amfetaminie. Owszem, można każde najdrobniejsze ujęcie interpretować dowolnie, ale po co, bo studencik psychologii będzie się spuszczał nad znaczeniem barwy czerwonej w takim i takim ujęciu, student filmoznawstwa nad historią reżyserki i jej doświadczeń w oparciu o przeżycia głównej bohaterki, a student reżyserii będzie się łapał za głowę, jak można było być takim debilem.

(12-01-2012, 01:58)hanys napisał(a): A o czym jest konkretnie to bardzo ładnie ujął Adam Kruk na filmwebie:
Przeczytałem raz, niewiele zrozumiałem. Przeczytałem drugi, zrozumiałem jeszcze mniej. Widocznie jestem za głupi, bo dla mnie to film o depresji poporodowej matki, która z początku odrzucała swoje dziecko, ale potem robiła wszystko, by to naprawić, a gówniarz od najmłodszych lat miał w dupie rodzinę (ojca mniej, matkę bardziej, siostra nic go nie obchodziła).

Ledwo 6/10.

Odpowiedz
#4
Film dobry, ale coś mi w nim przeszkadza. Lekka pretensjonalność i chłodne wykalkulowanie objawiające się w udziwnionym montażu czy tej "mistrzowskiej symbolice koloru". Chwilę po obejrzeniu, film bardzo mi się podobał, ale teraz nic nie zostało w głowie - zero przemyśleń i emocji.

Tilda Swinton zagrała świetnie. ale faktycznie w pamięci najbardziej pozostaje John C. Reilly:P

Odpowiedz
#5
(14-01-2012, 15:32)raven.second napisał(a): dla mnie to film o depresji poporodowej matki, która z początku odrzucała swoje dziecko, ale potem robiła wszystko, by to naprawić, a gówniarz od najmłodszych lat miał w dupie rodzinę (ojca mniej, matkę bardziej, siostra nic go nie obchodziła).

Raczej odwrotnie - przecież tak naprawdę to ojciec nic go nie obchodził, Kevin był nieprzeciętnie inteligentny i udawał przed nim normalne dziecko, odgrywał synowskie uczucia, manipulował nim, niejako "wygrywał" go przeciwko matce, z którą prowadził swą grę, bo widział w niej godnego przeciwnika (ojciec był zbyt dobry, naiwny, łatwowierny - jako taki zupełnie go nie interesował, był wyłącznie pionkiem do wykorzystania, gdy zajdzie taka potrzeba).

Odpowiedz
#6
Nie powiedziałbym, że ojciec kompletnie nic go nie obchodził. Przy matce był jak autystyczne dziecko, które nie bawi się i nie rozmawia. Widzi ojca - uradowany, biegnie do niego, cieszy się, rozmawia, bawi się. Przecież jak był mały to matka woziła go w wózku i ciągle płakał, a jak przyszedł ojciec, to spokój, cisza, wesołe dziecko jest.

Odpowiedz
#7
(14-01-2012, 23:37)raven.second napisał(a): Nie powiedziałbym, że ojciec kompletnie nic go nie obchodził. Przy matce był jak autystyczne dziecko, które nie bawi się i nie rozmawia. Widzi ojca - uradowany, biegnie do niego, cieszy się, rozmawia, bawi się. Przecież jak był mały to matka woziła go w wózku i ciągle płakał, a jak przyszedł ojciec, to spokój, cisza, wesołe dziecko jest.

To potwierdzałoby tezę, że Kevin już od najmłodszych lat był dzieckiem nieprzeciętnie inteligentnym (patrz: scena z nauką liczenia) i już jako niemowlę wyczuwał stany matki - po prostu zrobił jej to na złość (wiem, że brzmi to dość irracjonalnie przy tak małym dziecku, ale dzieci to sprytne istoty, nawet takie małe, mogą wyczuwać różne rzeczy). Jeżeli ojciec go obchodził, to dlaczego
Kevin był typowym socjopatą, nie kochał ojca, nie kochał w ogóle nikogo - traktował go raczej jako pionek do wykorzystania w grze przeciwko matce, manipulował nim (to dlatego biegł, cieszył się itd. - widział, że ojciec jest łatwowierny i naiwny).

Odpowiedz
#8
W odpowiedzi na spojler - czemu zrobił to samo z innymi ludźmi? Bo był ponadprzeciętnie inteligentnym psychopatą, który od najmłodszych lat, ba, od wieku niemowlęcego wykorzystywał ludzi? Czy może dlatego, że był gówniarzem jak setki innych w Stanach, którzy robili to samo? No litości, toż to jest przesada jak jasna cholera. Tak jak pisałem, film można interpretować na wiele sposobów i szukać któregoś z kolei dna, a prawda jest prosta. Gówniarz miał w dupie wszystkich, ale ojca najmniej.

Odpowiedz
#9
(15-01-2012, 00:28)raven.second napisał(a): W odpowiedzi na spojler - czemu zrobił to samo z innymi ludźmi? Bo był ponadprzeciętnie inteligentnym psychopatą, który od najmłodszych lat, ba, od wieku niemowlęcego wykorzystywał ludzi?

Z innymi - tu powodów jest kilka. Nie ludzi - ojca tak, od najmłodszych lat przeciwko matce...

Cytat: Czy może dlatego, że był gówniarzem jak setki innych w Stanach, którzy robili to samo? No litości, toż to jest przesada jak jasna cholera. Tak jak pisałem, film można interpretować na wiele sposobów i szukać któregoś z kolei dna, a prawda jest prosta. Gówniarz miał w dupie wszystkich, ale ojca najmniej.

No, ale jeśli ojca najmniej, to przecież
Moim zdaniem na ojcu zależało mu najmniej, był on całkowicie dla Kevina jako człowiek nieistotny...

Odpowiedz
#10
Ponadto strasznie mnie irytowały momenty, kiedy Tilda jest "atakowana" przez innych ludzi, tak, jak gdyby to ona była wszystkiemu wina i to właśnie ona conajmniej skrzywdziła matkę każdego z osobna. Ale dyskusję można póki co zakończyć, niech ktoś inny się wypowie, jeszcze jeden punkt widzenia nie zaszkodzi.

Odpowiedz
#11
No ale przecież między innymi o tym jest ten film; o matce, o macierzyństwie, o tym, jak się na matkę patrzy. Ten ostracyzm wynika z tego, że w oczach społeczności nie sprawdziła się jako matka, wyszła z roli, jej dziecko wyszło z roli i narobiło bałaganu. W małych miasteczkach macierzyństwo wciąż nie jest sprawą prywatną, a już na pewno nie intymną.
DON'T BLINK AND TURN LEFT.

Odpowiedz
#12
(15-01-2012, 08:57)raven.second napisał(a):
Hmm, Ty piszesz, że kochał ojca, że był dla niego ważny, ja na to odpowiadam, że jeśli kochał
Siostry nie kochał, więc dlaczego
To Ty założyłeś, że do ojca miał inny stosunek, ja uważam, że nie... Poza tym odbieranie tej historii tylko w kategoriach zemsty na matce to duże uproszczenie - ich relacja jest jednak znacznie bardziej skomplikowana..

(15-01-2012, 13:44)Artemis napisał(a): No ale przecież między innymi o tym jest ten film; o matce, o macierzyństwie, o tym, jak się na matkę patrzy. Ten ostracyzm wynika z tego, że w oczach społeczności nie sprawdziła się jako matka, wyszła z roli, jej dziecko wyszło z roli i narobiło bałaganu. W małych miasteczkach macierzyństwo wciąż nie jest sprawą prywatną, a już na pewno nie intymną.

Dokładnie - motyw macierzyństwa i kontekst roli (zarówno w oczach społeczeństwa, jak i we wlasnych, samej matki, jest tu bardzo ważny. Film mniej (chociaż też), powieść Lionel Shriver (to kobieta) w większym stopniu przełamuje stereotyp idealnego kobiecego spełnienia w roli matki - Eva ma z tą rolą kłopot, bardzo chce się dostosować, ale trudno - nie potrafi, nie ma wpływu na swoje uczucia...
Tak w ogóle, Artemis, serdecznie pozdrawiam :)

Odpowiedz
#13
E tam, reakcja plebsu było jak najbardziej normalna. Chodzi o to, że rodzic odpowiada za dziecko i jak dziecko coś spierdoli, to rodzic zbiera baty, bo niby kto inny? Tak jak pastuch czy inny gospodarz, któremu krowa urwała się z postronka, wybiegła na drogę i spowodowała wypadek. Gdyby moje dziecko dokonało masakry w szkole, to niestety, ale też miałbym przesrane - w małej miejscowości dotyczy to wszystkich, a w dużym mieście - konkretnej dzielnicy. Plebs nie jest na tyle oblatany, żeby np. część gniewu skierować na legislatorów, którzy ustanawiają wszędzie gun free zone. Nie ma sensu doszukiwać się jakichś nie wiadomo jakich podtekstów.

A o Kevinie rzeczywiście musimy porozmawiać, bo był niezłym zjebem.

Odpowiedz
#14
Mega dołujący film. Autentycznie mi żal Evy.
Nutka pretensjonalności może i jest, ale nie przeszkadza mi to. Lubię żonglerkę chronologią w filmach (oczywiście rozsądną), tutaj przykuwała mnie ona tym bardziej do ekranu, bo była zrobiona z wielkim wyczuciem. Może i niektóre ujęcia są zbędne, ale generalnie strona techniczna to duży plus.
Swinton jest świetna. Czy Oscarowa? Nie wiem. To Brytyjka, więc może trafi się jej BAFTA. Nie wypowiadam się, bo wielu z okrzyczanych zeszłorocznych kreacji jeszcze nie widziałem, ale to na pewno rola, o której w przyszłości będę pamiętał. Oczywiście dla reszty obsady też brawa.
Mocne, silnie angażujące i męczące w pewnym sensie kino.


Odpowiedz
#15
(31-01-2012, 15:38)Dexter napisał(a): Autentycznie mi żal Evy.
Nie dziwię się, to proces nieświadomy. Wcale nie musiało Ci się rzucić od razu, czy w ogóle w oczy, że skutkiem nienawiści matki do dziecka, w decydującym dla jego rozwoju emocjonalnego okresie, może być np. masowe morderstwo :)
Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.

Odpowiedz
#16
Możesz jaśniej, bo serio nie wiem, czy Cię rozumiem? :P

Czemu od razu większość zakłada nienawiść matki do dziecka? Jasne, można dyskutować nad tym, na ile je odrzuciła w czasie ciąży i tuż po porodzie (według mnie takie oczywiste to w filmie nie było, no a nawet jeśli, to przecież np. depresja poporodowa to nie jest jakieś zjawisko wzięte z kosmosu). Scena z robotami ulicznymi wynikała z tego, że Kevin nieustannie płakał będąc przy matce (i, jak wynika ze sceny, kiedy ojciec bierze go na ręce - tylko przy niej), a nie z jej nienawiści. Przecież potem cały czas było widać, że naprawdę jej zależy, choć ciągle kończyło się to mniejszą lub większą porażką. Przynajmniej ja to tak odebrałem.
Kevin? Celowo ją coraz mocniej kopał, np. udając sympatię do niej, by na następny dzień ją perfidnie pozbawić złudzeń.


Odpowiedz
#17
Jasne, że mogę. Moje przemyślenia na potem, a na razie tylko dodam, że Tilda Swinton w wypowiedziach o Evie dość jasno gadała o motywach, intencjach i całym tym bajzlu mentalnym.

Cytat:Tilda Swinton: Jest to historia w której dochodzi do straszliwej tragedii, jednak akcja książki, która stała się inspiracją dla naszego filmu, nie koncentruje się wokół tego wydarzenia. Lionel Shriver stara się skierować uwagę widza na konsekwencje, jakie może spowodować brak emocjonalnej więzi pomiędzy rodzicem a dzieckiem. Pracując nad scenariuszem filmu, postanowiliśmy podążyć właśnie w tym kierunku.

Cytat:Judy Becker: Z początku może się wydawać, że historia ukazana w filmie opowiada o trudnym dziecku, ale w rzeczywistości dotyczy problemu braku emocjonalnego zaangażowania matki w relację z synem i tego, jaki wpływ ma to na Kevina.



I żeby nie było wątpliwości: to co zrobił, kwalifikuje się do jego likwidacji, co nie zmienia relacji przyczynowo-skutkowej, która bezlitośnie funkcjonuje poza konkretnym światopoglądem i etycznym chciejstwem. Ta relacja dodatkowo, w żaden sposób nie usprawiedliwia Kevina, ale daje wyobrażenie, że istnieje grupa ludzi, którzy tego rodzaju deficyt finalizują np. masowym morderstwem. Psychopatą, wbrew mejnstrimowym bzdetom i psycho-bełkotowi, człowiek się nie rodzi, psychopatę się hoduje. Toporne przykłady: "A Natural Born Killers", "Halloween" Zombiego i setki innych, już z życia wziętych.



Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.

Odpowiedz
#18
Te wypowiedzi Swinton nie są właśnie takie jednoznaczne. Ok, powiedzmy, że się zgadzam, że na początku Eva odrzucała dziecko. Ale potem jej zależało i widać było w tym uczucie - ona naprawdę wyglądała na szczęśliwą, kiedy Kevin zainteresował się jej czytanką, a takich przykładów było w filmie parę. Widać było też, że każde niepowodzenie wychowawcze mocno przeżywała.
Z zapodanego przez Ciebie filmiku i artykułu, tylko scenograf Judy Becker jasno i dobitnie postawiła sprawę, ale według mnie film nie daje na to takiej jasnej odpowiedzi.

Odpowiedz
#19
W tym filmie jest parę wartościowych patentów:

- psychol rodzi się w dobrze sytuowanej rodzinie;
- jako dziecko nie był maltretowany ani wykorzystywany seksualnie, żeby pismaki miały pożywkę do swoich bezmózgich artykulików;
- rodzice go kochają (ok, matka niby zaczyna z opóźnieniem, ale widać, że jej zależy);
- jest super inteligentny (większość seryjnych morderców to bystrzaki, 99% z nich spokojnie przeszłaby testy psychologiczne, jakie np. wymusza się przy składaniu podania o broń palną);
- reakcja otaczanie słuszna i uzasadniona (pisałem o tym wyżej);

Ogólnie przypomniał mi się "Zakładnik" Manna. Dokładnie nie pamiętam dialogu, ale szło mniej więcej tak:

Foxx: A co z twoim ojcem?
Cruise: Nienawidził mnie. Nienawidził wszystkiego, co robiłem. Upijał się, bił mnie. Zwiedziłem wiele zakładów poprawczych, tego typu sprawy.
- I co dalej?
- Zabiłem go. Miałem wtedy 12 lat.

Foxx konsternacja, Cruise siedzi cicho.

Crusie: Żartowałem. Mój stary zmarł na wątrobę.

Odpowiedz
#20
Mental, Kevin to nie seryjniak, to morderca masowy.

Nadto:
-Eva nie chciała tego dziecka przed porodem i po porodzie (scenka, kiedy mówi do niego "zanim się urodziłeś, mamusia była szczęśliwa")

-wcale nie musisz być ładowany od tyłu przez wujka lub dziadka, by w ramach kumulacji nienawiści, zabić kogoś przypadkowego lub siebie. Wystarczy bezstresówka lub wychowanie w nieustającym braku szacunku oparte o chłodną dyscyplinę. Możesz pochodzić, jak wielu morderców, z tzw. dobrego domu, co zwykle oznacza jedynie dobrze sytuowaną materialnie rodzinę.

-Evie zależało, to jasne. Problem tylko w różnicy pomiędzy "zależało mi" a autentycznym uczuciem, którego brakło dziecku, kiedy go najbardziej potrzebowało, czyli w najwcześniejszym okresie. Eva jest złą matką, ojciec to miękka rąsia i nieobecna głowa, ale jest dobry dom. Nie bronię Kevina (ciekawe, ile razy jeszcze będę to musiał powtarzać), próbuję pokazać zależność. Dziecko, gdy się rodzi, potrzebuje jeść, pić, wydalać i być otoczonym troską, miłością, ciepłem i empatią, jak również musi mieć wkrótce potem wyraźnie postawione granice. Jeśli w tym okresie coś się popieprzy, kilkanaście lat później, może być różnie. Mord, jakiego dokonał chłopak, jest jedną z setek różnych reakcji na brak dzieciństwa opartego o ciepłą miłość matczyną i męską opiekę ojcowską.

Evie zależało dokładnie tak samo, jak zależy pracownikowi, który musi wykazać się przed szefem, że coś potrafi. Zadaniowe podejście.

ps: Ten dialog z Manna jest zajebisty, ja w nim widzę dokładnie to, co chcę widzieć :)


Na marginesie i w temacie tym razem psychopatycznych morderców seryjnych: stroniąc od współczesnej pseudo-badziewno-dobrystyczno-njuejdżwowo-politpoprawno-przecwelonej psychologii pełnej cołczów, trenerów i gejów, zachęcam do poczytania oldskulowych w swej formie i rzetelności opracowań np. Jarka Stukana, w których widać związki pomiędzy tym, co w dzieciństwie, a tym co potem.

No chyba, że ktoś ma zrypany układ limbiczny lub inne przypadki wad strukturalnych. Może Kevin miał taką wadę? Jednak nie wskazuje na to ani książką, ani film, ani też wypowiedzi samych zaangażowanych.



Kiedy rozum śpi, budzą się eksperci.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Horizon: An American Saga (2024), reż. Kevin Costner Bibliomisiek 75 9,661 09-10-2025, 22:04
Ostatni post: michax
  Rapa-Nui (1994), reż Kevin Reynolds Gieferg 32 3,683 21-01-2024, 13:56
Ostatni post: Gieferg
  Waterworld (1994) reż. Kevin Reynolds Mierzwiak 11 2,317 18-02-2023, 22:13
Ostatni post: shamar
  State of Play (Stan gry) [reż. Kevin Macdonald] (2009) Snuffer 30 7,244 21-01-2022, 13:23
Ostatni post: simek
  Risen (2016) reż. Kevin Reynolds Snappik 23 5,473 31-03-2018, 23:01
Ostatni post: shamar



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości