Widows (2018) reż. Steve McQueen
#1



Czwarty pełnometrażowy film Steva McQueena ma premierę już za tydzień, dziwne, że jeszcze nie ma tematu. Fabuła w swoich założeniach wydaje się prosta - cztery wdowy po stracie mężów muszą połączyć siły by spłacić ich dług jaki zaciągnęli w trakcie swojej przestępczej kariery. Kompletnie na to nie przygotowane musza wkroczyć do niebezpiecznego świata mafii i przetrwać. 
Co prawda trailery nie są zbyt zachwycające, nie wygląda to ani jak szczególnie dobre kino sensacyjne ani wyjątkowy dramat, ale nazwiska osób odpowiedzialnych za "Widows" chyba obudzą ciekawość w każdym. 
McQueen przygotował scenariusz razem z Gillian Flynn, scenarzystką i autorką książki "Gone Girl" (czyli jednego z moich ulubionych filmów Finchera) która w swoim dorobku ma również m.in powieść "Sharp Objects", tworzy też dla Amazonu serial "Utopia". Co jak co, ale akurat ona umie kreować świetne postacie kobiece i sprawnie prowadzić historię a to w przypadku "Widows" wydaje się kluczowe. Za zdjęcia odpowiada oczywiście stały współpracownik reżysera, Sean Bobbitt a muzykę skomponował nieśmiertelny Hans Zimmer. Za montaż odpowiada Joe Walker. 
Obsada wygląda, nie oszukujmy się, rewelacyjnie. Tytułowe bohaterki zagrają - Viola Davis, Michelle Rodriguez, Elizabeth Debicki oraz Cynthia Erivo po której występie w ostatnim filmie Drew Goddarda spodziewam się naprawdę wiele. Paniom na drugim planie partneruje wielu innych świetnych aktorów m.in Liam Neeson, Robert Duvall, Colin Farrell, Brian Tyree Henry, Daniel Kaluuya, Carrie Coon, Jon Bernthal, Garret Dillahunt czy Andre Holland. 

Do tego wszystkiego dochodzą wysokie recenzje i liczne głosy, że film jest znacznie ambitniejszy, ciekawszy i mocniejszy niż sugeruje zwiastun a przede wszystkim nie jest do końca Oscar-baitem jak niektórzy się obawiali, 96% na RT (8,5/10) oraz 88/100 na Metacritic - jeśli chodzi o suche liczby. Mimo wszystko spodziewam się, że "Widows" powalczy w kilku kategoriach, kto wie, może zostanie nawet nominowane do Best Picture czy za scenariusz adaptowany. Swego czasu Davis była dla wielu faworytką w wyścigu po Oscara, ale w ciągu ostatnich paru miesięcy przestała być nią nawet w walce o samą nominację, oczekuje od niej jednak po prostu świetnej roli, nawet jeśli to będzie nadal ta sama Viola Davis :P Bardzo ciekaw jestem też roli Briana, gość w "Atlancie" jest świetny a ostatnimi czasy coraz częściej dołącza do ekip dużych, ciekawych filmów, mocno trzymam kciuki za jego karierę. Na Neesona i Duvalla też będzie miło popatrzeć, Coon i Dillahunt też mam nadzieje, że dostaną coś więcej niż tylko cameo. 

Odpowiedz
#2
Nie mogę się doczekać, Debickii wtgląda w zwiastunie mega, uwielbiam tą aktorkę. Sama obsada sprawia że na pewno warto zobaczyć

Odpowiedz
#3
[Obrazek: DsGa2GWXcAAsQ0d.jpg]

:)

Film dobry ale nie bardzo odpowiada mi styl McQueena - strasznie często nagle skupia się na jakiejś mocno drugoplanowej postaci i robi się dość nudno. Ale aktorzy wszyscy - łącznie z uroczym psiakiem byli świetni zwłaszcza Elizabeth Debicki, która mam nadzieję dostanie chociaż nominację. Viola jak zwykle fantastyczna a Kaluuya w sumie gra tylko psychola - gra dobrze, ale ja bym mu nie dawała żadnych nagród za to. Ogółem trochę za dużo wszystkiego w tym filmie - polityka, wątki społeczne, itp. Ale jak akcja skupia się na tytułowych paniach to jest bardzo dobrze

Odpowiedz
#4
Konkretne, dobre kino. Przez pierwsze 30-40 minut ma problem ze złapaniem tempa, jest chaotycznie (bynajmniej nie z powodu montażu - ten jest świetny) i średnio angażująco. Intryga nie ciekawi a bohaterki są raczej obojętne. Potem historia znacząco przyśpiesza, pojawia się więcej ciekawszych motywów a i aktorki dostają konkretniejsze sceny, McQueen zaczyna też więcej czasu poświęcać poszczególnym postaciom bez skakania pomiędzy nimi co chwila. To właśnie bohaterowie są siłą napędową "Widows", czuć ręke Flynn przy tworzeniu twardych, wiarygodnych, świetnych kobiecych postaci. Aktorki też sprawdzają się świetnie, szczególnie dobrze wypada tu Davis oraz fantastyczna Debicki. Rodriguez gra tu typową siebie, ale to nie przeszkadza. Za to Ervio zagrała inną kompletnie rolę niż w El Royale i to się chwali, też fajna bohaterka, nawet jeśli będąca trochę zapychaczem. Relacje między paniami zostały poprowadzone bardzo dobrze, ale film zyskałby gdyby reżyser ukrócił kilka pobocznych wątków dla paru scen więcej między Violą a Rodriguez. Drugi plan bezbłędny - Neeson jest tu bardzo dobry i znowu żałuję, że nie ma go więcej u topowych reżyserów w ciągu ostatnich lat. Farrella jest sporo, ale nie pokazuje on zbyt wiele, gra siebie - jak sumie większośc aktorów, tylko u niego brakuje emocji, energii i czegoś co pozwoliłoby mi zainteresować się jego bohaterem. Duvall ma parę konkretnych scen, świetnie się go nadal ogląda na ekranie. Tyree oraz Dillahunta trochę zmarnowano, szczególnie tego pierwszego powinno być więcej. Mimo to każdy z nich wykorzystuje na maksa to co dostał. Najgorzej wypada chyba Kaluuya którego rola ogranicza się do snucia od lokacji A do lokacji B, modulowanie głosu i udawanie strasznego, złowrogiego psychola. Wychodzi mu to średnio.

Scenariusz to kawał konkretnej roboty. Film porusza wiele ważnych i chwytliwych tematów, ale robi to w sposób wyważony, pozbawiony przesady, nie narzuca się z niczym i nie irytuje. To zdecydowanie nie jest Oscar-bait i widać, że McQueen nie kręcił tego filmu tylko po to aby zgarnąć parę nagród. W ogóle oglądając "Widows" chyba największe skojarzenia miałem z..."Heat". Realizacja stoi na wysokim poziomie, mimo, że film jest dość spokojny, stonowany a McQueen stawia na pierwszym planie przede wszystkim aktorów i ich postacie. Akcja jak się już pojawia jest krótka, za to konkretna i bardzo dobrze nakręcona. Z muzyką jest różnie, sama w sobie nie powala, ale piosenki działają świetnie, za montaż natomiast spodziewałbym się nominacji.
Największe wątpliwości mam chyba w zwiazku z głównym twistem. Nie jest on specjalnie unikalny czy powalający, ale tak naprawdę to udało się scenarzystom mnie w tym momencie zaskoczyć. Najgorsze jest to, że wątek został chyba lekko pocięty, brakuje mi tu scen aby pozwolić temu konkretnemu dramatowi odpowiednio wybrzmieć. Nie zdziwiłaby mnie jakaś wersja reżyserska bo ewidentnie trochę z tego filmu wycięto. Nie psuje to na szczęście samego zakończenia które pozostawia widza spełnionym jak i smutnym. 


Davis i Debicki bardziej zasługują na nominacje niż Foy. Pewnie za scenariusz, BP i montaż też coś wpadnie. Może kibicować w sezonie nagród nie będę, ale na pewno wrócę. 7,5/10













Swietnie działa w filmie i idealnie podsumowuje jego ton. 

Odpowiedz
#5
Zimmer miałam wrażenie nagrał jedną melodię :D Ale wybór piosenek był super. Jak zinterpretowałeś zakończenie?

Odpowiedz
#6

Jeszcze co do muzyki, nie licząc piosenek, jej obecność tak naprawdę zauważyłem dopiero w finale :P To chyba jednak aż taki minus nie jest. Nie wiem czy chciałbym standardowego Zimmera przy tym filmie. Zdecydowanie lepszym wyborem na kompozytora byłby ktoś w stylu Greenwooda, wielka szkoda, że to nie on tu działał bo jest sporo scen które jego muzyka mogła by wznieść na wyżyny.

Odpowiedz
#7
Ja zauważyłam muzykę dopiero w scenie w której
:D

Odpowiedz
#8
Neeson był fajny moim zdaniem. Odpowiednio odegrał to co miał odegrać.

Jeśli faktycznie film miał zakończyć się w tamtym momencie to dobrze, że w tym przypadku McQueen tego tak nie zostawił. Obecne jest znacznie lepsze. Jestem ciekaw co tam jeszcze powyrzucano, bo jest tego trochę na pewno.

Odpowiedz
#9
Zasmucił mnie ten film. Bardzo mnie zasmucił. Tak bardzo, że choć na co dzień gardzę emotikonami, wyjątkowo użyję jednej, by wyrazić bezmiar mego smutku:
:(
Mało który film tak dosadnie przypomina o tym, jak dogłębnie spierdolone jest współczesne Hollywood.
Oto mamy czarnego reżysera, który dostał już Oscara za czarność. Do tego aktorka, która dostała Oscara za połączenie talentu i czarności. Do tego tematyka łącząca wątki czarne z feministycznymi. Przy tym trwa właśnie jeden z czarniejszych sezonów oscarowych, z dwoma filmami nominowanymi za czarność w głównej kategorii + pałętającym się w kilku znaczących kategoriach filmem Jenkinsa, a Hollywood wciąż jest pod czarem #MeToo. Tak więc czarny reżyser i czarna gwiazda wzięli czarno-babski temat i wysmażyli, co zakrawa na cud w tych czasach, inteligentny i emocjonujący film dla dorosłych, który przez prawie cały czas traktuje widza poważnie i zero nominacji. Nie tylko do Oscarów, ale praktycznie do czegokolwiek. Box office też nie nadzwyczajny. Film zebrał niezłe recenzje, ale przemknął praktycznie niezauważony.
No kurwa.
Jakie to jest dobre. Co prawda oglądałem Wdowy jako odtrutkę na Romę i po torturach z ręki Cuarona być może Samurai Cop wydawałby mi się atrakcją na miarę Szklanej Pułapki, ale wątpię. To po prostu doskonale napisany, doskonale zagrany i pierwszorzędnie wyreżyserowany film, który z paroma drobnymi wyjątkami unika powszechnego obecnie gdy w grę wchodzą mniejszości i kobiety ideologicznego infantylizmu. A przy tym jest po prostu cholernie dobrą sensacją pełną wyrazistych dialogów. Już od sceny pierwszej rozmowy między dwoma kandydatami na radnego uderzyło mnie jak soczyście napisane są te dialogi, jak wiele każde zdanie mówi o rozmawiających. Albo scena z wielebnym - perełka. Najprostsze momenty, jak Jamal cicho i uprzejmie terroryzujący Veronikę w jej mieszkaniu ("tej nie czytałem") są scenariuszowo i aktorsko trafione w dziesiątkę.
Nie lubię McQueena, film o ruchaczu był mdły a o 12 latach tandetny - ale tu odwalił praktycznie bezbłędną robotę, łącząc techniczną wirtuozerię z podporządkowaniem tejże techniki scenariuszowi i aktorom, bez ostentacyjnego masturbowania się na ekranie własnym geniuszem jak niektórzy. Nie lubię też zazwyczaj pisaniny Flynn, ale tym razem spisała się na medal.
Przy okazji, spłynął po mnie w tym roku film dla gimnazjalistów Goddarda, ale Erivo była jednym z jego najjaśniejszych punktów - i tym razem w drobnej rólce też pokazała klasę. Brawa dla tej pani za 2018.
9/10, bardzo przyjemna niespodzianka i jak na razie (nie nadrobiłem jeszcze Faworyty) mój trzeci ulubiony film minionego roku.

Odpowiedz
#10
Paszczak napisał(a):i zero nominacji. Nie tylko do Oscarów, ale praktycznie do czegokolwiek.

Nie ma nominacji, bo nie ma odpowiednio wyeksponowanego ideolo. Dzisiaj nagradza się filmy ideologiczne, a "Widows" to po prostu świetny dramat sensacyjny, czyli dokładnie tak jak napisałeś: "inteligentny i emocjonujący film dla dorosłych, który przez prawie cały czas traktuje widza poważnie". Nic dodać, nic ująć.

Jest tylko jeden moment, kiedy widać, że McQueen nie mógł się powstrzymać od publicystyki rodem z jakiegoś SJW bloga i poszedł w klimaty BlackLivesMatter.


Brakowało mi też podkreślenia, kto rządzi i dzieli w Chicago nieprzerwanie od 1931 roku. Bo sama polityka, czyli spektakularna korupcja, zabijanie, kupczenie głosami to oczywiście standard w hrabstwie Cook.

Ale to nie są duże wady w kontekście całego filmu. Też daję 9/10.

Odpowiedz
#11
Co do momentu w spoilerze - też wzbudziło to we mnie pewien niesmak, ale ponieważ McQueen nie rozwija tematu, można to zinterpretować bardziej przychylnie:

Odpowiedz
#12
Taka wersja jest możliwa. Z drugiej strony sposób, w jaki pokazano całe zajście, niepotrzebnie powiela kompletnie fałszywą narrację o gliniarzach strzelających do bezbronnych Afroamerykanów, którzy dindu nuffin. Nie wiem, czy McQueen osobiście wierzy w te bzdury, czy po prostu wiernie realizował cudzy scenariusz, niemniej ta jedna scena na chwilę wytrąciła mnie z rytmu oglądania.

Odpowiedz
#13
Wow, a więc to jednak może rzeczywiście być dobry film? Jak do tej pory żaden film McQueena mi nie podszedł ze szczególnym uwzględnieniem 12 Years a Slave. Ale jeżeli tutaj piszecie, że mamy rasowy film, to może go obadam. Plus jest jeszcze Elizabeth Debicki w obsadzie :) 
/www.filmmusic.pl - me recki 
#istandbydaenerys






Odpowiedz
#14
Scena z samochodem zupełnie mi nie przeszkadza. To jeden z tych przykładów które wszędzie indziej potraktowałbym jak polityczne biadolenie..tutaj to po prostu "naturalna" pasująca do calej historii scena która musiała tak wyglądać aby wyjaśnić pewne zachowanie Neesona.

Widows to na pewno jeden z najbardziej poszkodowanych filmów 2018. W każdej kategorii mógłby zastąpić to KkKlansmana. McQueen zniszczył potworka Lee i to on powinien mieć szanse wygrać.

Brakuje też nominacji za świetna piosenke.

Odpowiedz
#15
Lawrence napisał(a):Jak do tej pory żaden film McQueena mi nie podszedł

A ja do wczoraj byłem pewien, że koleś jest biały :)

Kuba napisał(a):tutaj to po prostu "naturalna" pasująca do calej historii scena

Naturalne to by było - w kontekście Chicago i całej Ameryki - gdyby zastrzelił go na światłach jakiś wannabe czarny gangsta.

Odpowiedz
#16
W filmie wydaje się wcześniej padać sugestia, że ta akcja z autem miała związek z postacią Neesona. We wcześniejszej scenie w łóżku Viola wspomina coś o tym, że poślubiła kryminaliste i to dlatego.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Bohemian Rhapsody (2018) - historia grupy Queen Szaman 166 34,365 16-05-2026, 20:55
Ostatni post: Gieferg
  Annihilation (2018) reż. Alex Garland nawrocki 197 40,596 06-04-2026, 19:50
Ostatni post: Bucho
  Red Sparrow (2018) reż. Francis Lawrence Snappik 29 6,679 20-02-2026, 09:58
Ostatni post: Debryk
  Upgrade (2018) slepy51 39 10,414 20-07-2025, 15:38
Ostatni post: Dr Strangelove
  Green Book (2018) reż. Peter Farrelly Capt. Nascimento 28 7,546 29-11-2024, 11:52
Ostatni post: shamar
  A Star is Born (1937 / 1954 / 1976 / 2018) Kuba 140 25,438 03-09-2024, 03:38
Ostatni post: Mefisto
  The Meg (2018) - film o wielkim rekinie Juby 79 17,274 22-03-2024, 01:36
Ostatni post: Jan_Władeczek
  Outlaw King (2018) Gieferg 3 1,574 01-10-2023, 15:33
Ostatni post: Phlogiston2
  Summer of '84 (2018) slepy51 4 2,523 10-08-2022, 14:15
Ostatni post: marsgrey21
  Hold the Dark (2018) reż. Jeremy Saulnier Crash 33 8,301 03-06-2022, 10:14
Ostatni post: first-pepe



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości