13-11-2016, 04:08 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2016, 04:15 przez Galadh.)
|
La La Land (2016), reż Damien Chazelle
|
|
Dokładnie – przepiękna żonglerka stylistką, cudowny list miłosny do marzycieli i crowd-pleaser o złożonej tożsamości. Niesamowita równowaga między magią i gorzkością, a jaka realizacja! Chazelle i Sandgren dają tour-de-force, będą Oscary. Stone chyba nigdy nie była bardziej urocza, a przy tym równie fenomenalna (Globa ma w garści, Oscara pewnie też, tylko Portman może stanąć jej na drodze), gdy Goslinga nie da się nie lubić. Kolejny instant classic od Chazelle'a.
2-3 minuty? To powinien byc wystep goscinny-niespodzianka. Film nalezy do glownej dwojki, poza nimi moze tylko John Legend ma troche do zagrania.
13-11-2016, 10:29
Rzeczywiście super. Stone urocza, Gosling też niezły. Masa świetnych scen i na szczęście aż tak dużo nie śpiewają.;) Fajne zmiany stylistyki i nastrojów - początek bardziej musicalowy, później miks musicalu, komedii romantycznej i dramatu. Pod koniec trochę przekombinowany fabularnie i stylistycznie - chyba niepotrzebnie chcieli zrobić dużą musicalową scenę na koniec. Ale ogólnie świetna zabawa, dobre dialogi i w ogóle scenariusz, technicznie imponująco, błyskotliwie, zabawnie z świeżym podejściem do klisz. Tematycznie dużo podobieństw do Whiplash, ale bez wtórności. Jeśli na siłę mam się czegoś czepiać to poza końcówką może tego, że piosenki takie sobie a i w ogóle muzycznie nie aż tak mocny jak Whiplash. 8/10 może z potencjałem na 9/10 po drugim seansie.
Edit: a odpowiadając sobie samemu na pytanie z poprzedniego posta to oczywiście można porównywać z Bazem Luhrmannem, ale dla mnie film Chazelle'a, nawet jeśli nie ma takiego rozmachu to jednak jest bardziej czytelny wizualnie, bezpretensjonalny, nie tak męczący jak choćby Moulin Rouge. 13-11-2016, 12:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-11-2016, 12:42 przez PropJoe.)
Przesłuchałem "City of Stars"....powiem, że zakochałem się w tej piosence, słucham i słucham :D Oscar murowany, utwór bijący na głowę to COS z "Spectre".
Po obejrzeniu "Whiplash" jeszcze bardziej interesuje mnie "La La Land". Nie spodziewam się wielkiego, bardzo ambitnego kina a po prostu dobrego dramatu, dającego sporo zabawy, uroczego o świetnej otoczce audiowizualnej. Emme po piosenkach i trailerach kupuję w zupełności, Portman będzie się musiała postarać aby wygrać Oscara, a przecież jest jeszcze Amy Adams, wyczuwam, że szykuje się naprawdę ciekawa rywalizacja, zwłaszcza jak BAFTE i Złotego Globa dostaną różne osoby. 26-11-2016, 18:24
"La La Land" to chyba największy sukces tego roku, naprawdę, nigdy w życiu nie interesowałem sie tak musicalowym romansidłem, oceny ciągle rosną, na Metacritic już ponad 90.
Jestem ciekaw czy Damien Chazelle pójdzie za ciosem i kolejne jego projekty nadal będą związane z muzyką czy może jednak spróbuje innych gatunków. Na pewno jest on przykładem dla każdego młodego twórcy, 31 lat i już dwa filmy które odniosły gigantyczny sukces, błyskawicznie wyrobił sobie markę i nazwisko. 15-12-2016, 17:44
"La La Land" jutro przedpremierowo we wszystkich kinach Cinema City w Polsce. Chyba nie ma co czekać :).
31-12-2016, 12:35
Przedpremierowo leciał też wczoraj w Heliosie :) muzyka w 'La La Land' jest po prostu cudowna, Oscar w tej kategorii musi być!
“Nigdy nie pozwól swoim uszom uwierzyć w to, czego nie widziały twoje oczy.” ~ Omar Chajjam
01-01-2017, 21:16
Na pewno musi być Oscar za reżyserię, dla Emmy Stone pewna nominacja, była znakomita, Gosling jej nie ustępował ale na nominację raczej będzie za mało ale i tak solidna rola. Co do muzyki na Oscara spokojnie zasłużyła piosenka "City of Stars".
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.
01-01-2017, 23:08
Musicali nie lubię z reguły. Ten jednak mnie kupił.
Film jest niesamowicie poprowadzony. Reżyseria całości, jak i poszczególnych scen to mistrzostwo świata. Mam wrażenie, że przemyślano tutaj dokładnie absolutnie każdy kadr. "La La Land" wygląda obłędnie. Zdjęcia są rewelacyjne, praca kamery niesamowita. KOLORYSTYKA to mistrzostwo świata. Piękne nasycone kadry to jedno, ale te kompozycje to dzieło wielkie. Często tutaj jest tak, że zdominowane przez jedną barwę ujęcie przełamywane jest jakimś detalem na 4 planie, nawet w nieostrości. Niesamowicie ładnie to wygląda. Montaż u Chazelle'a znowu na kosmicznym poziomie. Sekwencje muzyczne mają zawsze perfekcyjnie dobrane tempo cięć. Innym razem są tutaj długie sceny robione za pomocą (rzekomo) jednego ujęcia ze skomplikowaną pracą kamery. W ogóle technicznie to jest perła i reżyseria jest znakomita. Gość ma ogromny talent. Fabularnie jest tak troszkę naiwnie, jak to chyba często w tym gatunku.Jednak jeżeli się przyjrzeć głębiej, to są tutaj też objawy dobrego scenopisarstwa. Dla mnie film kręci się wokół postaci Goslinga i to on jest ważniejszy przy jakiejś próbie interpretacji całości. Mia to osoba, która spotyka go na swojej drodze i tutaj zaczyna się jej przygoda. Jednak w gruncie rzeczy chodzi o niego. Przynajmniej na gorąco tak to odbieram. To Seb napędza wszystko w tej historii. Muzykę jest fajna. Stylowa, klimatyczna, ale i bardzo różnorodna. Dominuje oczywiście jazz, ale znalazło się miejsce nawet dla synthpopu. Film w ogóle oddaje wielki hołd muzyce jako takiej. Mówi momentami nawet wprost jak można ją odczytywać. Jest to też ogromny ukłon w stronę kina jako takiego, samego Hollywood. Akademia na pewno się tym zachwyca i będzie wysyp Oscarów. To jest pewne. Czy zasłużony? Moim zdaniem tak, bo to fenomenalna filmowa robota na najwyższym poziomie. Nie umiem tak dobrze jakbym chciał ocenić emocji, jakie niesie za sobą ta opowieść, bo jednak nie jest to moja bajka po prostu. Ogromnie jednak doceniam. 8/10, więcej by mogło być, ale jak mówię, musicale i to tego typu, to jednak nie jest coś co kocham i na co czekam
.
01-01-2017, 23:26 (13-11-2016, 04:08)Galadh napisał(a): Dokładnie – przepiękna żonglerka stylistką, cudowny list miłosny do marzycieli i crowd-pleaser o złożonej tożsamości. Niesamowita równowaga między magią i gorzkością, a jaka realizacja! Chazelle i Sandgren dają tour-de-force, będą Oscary. Stone chyba nigdy nie była bardziej urocza, a przy tym równie fenomenalna (Globa ma w garści, Oscara pewnie też, tylko Portman może stanąć jej na drodze), gdy Goslinga nie da się nie lubić. Kolejny instant classic od Chazelle'a. Powtórzyłem wczoraj (przedpremiera w CC) i podtrzymuję powyższe, choć miałem obawy, że czar pryśnie i spodoba mi się mniej. Nic bardziej mylnego, w pierwszej połowie można się zakochać bez reszty, natomiast potwierdziło się, że mam małe problemy z drugą połową (a konkretnie... pierwszą połową drugiej połowy?), nieco wyciera się magia, a całość zaczyna zaczyna za bardzo przypominać... wszystko inne? Rzecz nie w tym, że całość to hołd dla klasyki gatunku, zgrabnie i świeżo zbudowany na echu klisz, tylko w tym, że w tym segmencie nagle uwypuklone zostaje płytkie potraktowanie tematu, czego oznaką jest choćby parę suchych scen z zespołem Goslinga, np. sesja foto; film trochę wtedy siada. Natomiast w III akcie film znowu wraca do wielkości i pełnego rozpędu, a finałowa sekwencja to majstersztyk, zakończenie jest po prostu idealne pod każdym względem. One of the sweetest gut-punches ever, kiddos. Sandgren wygra Oscara, Chazelle zrósł się z nim tak, jak AGI z Lubezkim, obydwoje będą za to nagrodzeni. Geniusz operatorskiej roboty opisał już nieco srebrnik i widać go na każdym kroku: otwierający master-shot z "Another Day of Sun" na autostradzie, "Someone in the Crowd" z punktem kulminacyjnym przy basenie, "Planetarium", no i finał. Kocham ten film. 8.5/10, ze wskazaniem na 9. 02-01-2017, 13:49
byłem wczoraj w CC w warszawskiej promenadzie i jakiś baran z obsługi nie zgasił świateł na sali gdy zaczynał się film, a po dwóch minutach dodatkowo pierdolnał widowni w oczy reflektorami. wszystko zgasło po jakichś kolejnych dwóch minutach gdy scena na autostradzie się już kończyła.
tak więc ten mastershot wrażenia na mnie zrobić nie mógł ;) co do samego filmu to podpisuję się obiema rękami pod recenzją srebrnika. tam jest wszystko co dotyczy zarówno postaci, fabuły i wykonania. bardzo dobrze zrobiony film. genialny musical. świetnie się to ogląda, ale w pamięć na długo mi raczej nie zapadnie
tak że o.
02-01-2017, 14:44
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz wystawiłem dyszkę nowemu filmowi (chyba Avengers 1, ale z biegiem czasu zmieniłem na 9), ale here we are, 10.
Przeurocza laurka dla muzyki, kina, dla nowoczesnej sztuki w ogóle, wpleciona w fantastyczny wątek miłosny, prosty i raczej nieskomplikowany, ale jednocześnie pokazujący go ze wszystkich najważniejszych stron. I przy tym wszystkim unikający typowych dla takich light-hearted opowiastek schematów, co dobitnie pokazuje finał, jak to Galadh określił sweetest gut-punch ever. Siłuj się z tą wielką gulą w gardle, widzu. Aktorsko wiadomo, bez zarzutu, to chyba najlepszy film z duetem Emma/Gosling. Ale prawdziwą wisienką na szczycie tortu jest po prostu idealna warstwa wizualno-dźwiękowa, dopracowana z dokładnością do nanosekundy, każdej wartości RGB i częstotliwości fali dźwiękowej. Uczta dla zmysłów i nowy benchmark dla telewizorów. ;) Więc tak, film podobał mi się. 10/10. Nie będzie nic lepszego w tym roku, mam nadzieję że zgarnie wszystkie nagrody na jakie zasługuje. 08-01-2017, 14:28 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |








