Stały bywalec
Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 6
(11-01-2017, 17:39)Mierzwiak napisał(a): Przy takim hajpie to w ogóle możliwe się nie rozczarować? Z drugiej strony oczekiwania mam zerowe, więc...
Wow, jak zerowe? Dlaczego?
Ja miałem naprawdę spore i jest to jeden z naprawdę niewielu przypadków a już tym bardziej w ostatnich latach, kiedy film okazał się jeszcze lepszy niż oczekiwałem.
Nie do końca rozumiem zachwyty nad piosenkami i nadal podtrzymuje zdanie sprzed kilku tygodni, że Whiplash mnie muzycznie bardziej porwał. Z drugiej strony przyłapałem się kilka razy w ostatnim czasie na nuceniu City of Stars. A propos soundtracku to okładka przypomniała mi, że chyba najlepszą sceną pod względem choreografii, kadrów i chemii między bohaterami był pierwszy taniec na tle panoramy LA.
Muszę powtórzyć, żeby sprawdzić czy podtrzymam zdanie, że końcówka jest trochę przekombinowana. Miałem odczucia podobne do tych przy motywie wypadku w Whiplash. Trochę jakby Chazelle chciał za dużo. Trochę to ocierało się o typową dla młodych twórców popisówę. Chociaż sam, jak to ładnie określiliście, "sweetest gut-punch" (to już jest spory spoiler btw, nie?;)) jak najbardziej na plus. Tylko jego podanie i trochę wysilone wstawienie tej dużej sceny musicalowej z Paryżem wydało mi się przy pierwszym seansie trochę męczące.
Swoją drogą, Huntersky, nie chcesz za często wracać "bo końcówka", jakby to był jakiś von Trier albo chociaż Se7en. Miękki jesteś jak na fana stoner rocka.:P
12-01-2017, 20:37
Stały bywalec
Liczba postów: 4,441
Liczba wątków: 8
Mexicolę i Song For The Dead kocham równie mocno co Vampyre of Time and Memory i I Appear Missing, i co? :P Mną ruszyło, historia zaangażowała, najwyraźniej jeszcze nie jestem wystarczająco cyniczny. ;)
12-01-2017, 20:52
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(12-01-2017, 20:37)PropJoe napisał(a): Wow, jak zerowe? Dlaczego?
A dlaczego miałbym się jarać? :) Whiplash był super, trailer (ten pierwszy, innych nie widziałem) jest uroczy, ale jakoś ciężko mi tu znaleźć jakiekolwiek powody do przedpremierowej ekstazy.
12-01-2017, 21:08
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
Same here. Obejrzę, bo to od twórcy znakomitego Whiplash i lubię dwójkę głównych aktorów (+ ze względu na obfity deszcz nagród), ale parcia nie ma. Wyjdzie w sklepiku (mam nadzieję przed Oscarową galą) to się zobaczy.
12-01-2017, 21:26
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Dla tego jak ten film wygląda tylko, to warto go zobaczyć w kinie.
.
12-01-2017, 21:27
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
(12-01-2017, 21:27)srebrnik napisał(a): Choćby dlatego jak ten film wygląda warto go zobaczyć w kinie.
Poprawione, bo to twoje jakieś mało po polsku.
12-01-2017, 21:30
Stały bywalec
Liczba postów: 10,412
Liczba wątków: 11
Dzięki :-D wybaczcie
.
12-01-2017, 21:31
Stały bywalec
Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 6
(12-01-2017, 21:08)Mierzwiak napisał(a): (12-01-2017, 20:37)PropJoe napisał(a): Wow, jak zerowe? Dlaczego?
A dlaczego miałbym się jarać? :) Whiplash był super, trailer (ten pierwszy, innych nie widziałem) jest uroczy, ale jakoś ciężko mi tu znaleźć jakiekolwiek powody do przedpremierowej ekstazy.
Między "jarać" a "zerowe oczekiwania" jest jeszcze sporo miejsca a i tak, na tyle na ile kojarzę Twoje preferencje, strzelałbym, że będziesz zdecydowanie bliżej "jarania".;)
Bo sorry za ewentualne szufladkowanie, ale kojarzę, że jesteś fanem raczej popu niż "kawałków powalających klimatem", raczej kina rozrywkowego niż Haneke i von Triera, nie wiem czy akurat Stone i Goslinga, ale raczej młodych "uroczych" aktorek niż Mela i lubisz "ładne kadry". Gdzie się mylę? Plus, La La Land zbiera świetne recenzje więc tym bardziej się dziwię tym zerowym oczekiwaniom. Rozpracowałem Cię, musisz się jarać.;)
14-01-2017, 12:28
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Hmm, całkiem niezła diagnoza, ale z aktorek nad Melem postawiłbym tylko Anderson i Pfeiffer :) Z facetów też niewielu i to nikogo młodego, o.
14-01-2017, 13:22
Stały bywalec
Liczba postów: 756
Liczba wątków: 9
Jest dvdscr, ale film taki że szkoda sobie psuć seans taką jakością.
15-01-2017, 01:14
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
A ja byłem dzisiaj i chyba się zawiodłem. Widziałem oba trailery i miałem nadzieję na porządny staroszkolny musical a wyszło takie uj wie co. Nie mogę się pozbyć wrażenia że cały projekt miał być początkowo kameralną historią a'la Whisplash a studio sypnęło kasą, dodało dwie megagwiazdy i zrobili Oscar baita. Sceny musicalowe to typowa popisówka pod Oscary ale nie pod względem wokalno - tanecznym (tutaj ten film TOTALNIE szału nie robi) ale kręcenia tego na długich ujęciach bo teraz długie ujęcia są trendy i za ich nagromadzenie najprędzej Oscara można wyłapać. Dodatkowo gdzieś od połowy filmu sekcje muzyczne zostały całkiem olane by wrócić dopiero na finał, i tak, wiem że jest to wszystko kompatybilne z historią i"przesłaniem", ale w ogóle mi się te dwie połowy nie kleiły (a gdyby nie gnojona przez kogoś końcówka stanowiąca całkiem zgrabną "kropke nad i" to już w ogóle ta musicalowość nie miałaby sensu).
Ale mimo wszystko, jakby nie patrzeć, to jest reżysersko - inscenizacyjny majstersztyk, Chazelle jest zwyczajnie zajebistym reżyserem i muszę mu oddać że oglądało mi się to przednio. Historia fajna i bardzo życiowa, podobał mi się "konflikt" głównych bohaterów, całe te przedstawienie koczujących w LA artystów ciągle czekających na swoją szansę. Aktorsko... Emma being Emma, czyli standardowo olbrzymia dawka uroku i charyzmy, chociaż postać Goslinga scenariuszowo ciekawsza mi się wydawała. Dobry humor, ogólne balansowanie między lajtowością i smutami. Nie wiem, może przehjpowałem i przez to mi nie podeszło to wszystko tak jak myślałem że podejdzie, ale jakoś więcej niż 7+ bym nie dał...
Why are you firing wallnuts at me?
15-01-2017, 02:00
Stały bywalec
Liczba postów: 9,121
Liczba wątków: 44
(15-01-2017, 01:14)hanys napisał(a): Jest dvdscr
Teraz jeszcze napisy poproszę.
15-01-2017, 10:37
Samurai Cop
Liczba postów: 4,396
Liczba wątków: 28
Czy popisówka pod Oscary? Jak dla mnie mocno czuć, że to od początku miało być rozwinięcie jego podziemnego debiutu "Guy And Madeline on A Park Bench" tym razem dla odmiany posiadające budżet. No i odkąd film dostał zielone światło po Whiplashu miał mieć w obsadzie gwiazdy, pierwszą parą byli Miles Teller i Emma Watson.
Whiplash zostawił mnie spoconego i rozemocjonowanego, tutaj jest parę motywów naprawdę chwytających za serce, ale jednak patrzy się na to wszystko bardziej z uznaniem, podziwem. Głównym powodem jest dla mnie przynależność gatunkowa, Whiplash to dramat skonstruowany jak rasowy thriller, tutaj mamy komediodramat skonstruowany jak rasowy musical. Na szczęście oprócz szaleństw wizualnych LLL ma ogromne pokłady duszy, w wielu miejscach przypominał mi pewien hit z Sundance którego tytuł będzie dużym spoilerem, oferuje sceny które nie są jedynie zapychaczami pomiędzy musicalowymi wstawkami.
Nie cierpię musicali, już pierwsza scena oddziela chłopców od mężczyzn i szczerze mówiąc była dla mnie dość trudna, potem jednak Emma i Ryan prowadzą już niechętnego gatunkowi widza za rączkę. Gdybym obejrzał nowego Chazella'a przed Globami nigdy nie typowałbym zwycięstwa Reynoldsa. Gosling ma tutaj znaczną większość scen komediowych, które działały zarówno na mnie jak i na widzów na sali. Dużo tutaj prostego, ciepłego, czasem odwołującego się do slapsticku humoru z którego najlepsze są chyba sekwencje z drogą jednokierunkową i występem nad basenem. Ryan potrafi wykorzystać swój urok, charyzmę, pewną aurę zajebistości którą roztacza aby stać się tutaj idealnym "pomocnikiem superbohatera". Rzeczywiście nie ma tak efektownych scen jak Emma, często służy za comic relief, ale bez niego Emma nie istnieje, to ich chemia wznosi ten film. Wielu widzów może nawet tego nie dostrzec, bo oprócz sceny kolacji ciężar popisówki spoczywa na ślicznej rudej główce, ale o ile zamiast dość poprawnego Mortensena w Captain Fantastic mógł pojawić się inny poetycki buntownik w średnim wieku, tak tutaj tylko Ryan. Aż strach pomyśleć o parze Miles Teller-Emma Watson.
Stone jest z kosmosu, to jest "Ultimate Emma Stone Movie", życiówka z jej strony i przestawienie jej wielkich oczu na idealne możliwości za pomocą najbardziej profesjonalnych z możliwych kalibracji. Chazelle wycisnął ją jak cytrynę, ona wyciska z siebie tyle ile młody Schwarzenegger na austriackiej siłowni. Nie wierzę w inne rozstrzygnięcie na Oscarach, zagrała tutaj chyba na każdej dramatycznej i komediowej nucie.
Nie znam się zupełnie na tym gatunku piosenek, więc ciężko mi ocenić ich wartość. Wstydzę się, byłem przekonany, że "Someone In The Crowd" śpiewa Emma, jako, że podniecałem się tym utworem, wolę pierwszy rzucić kamień. Największy minus? Znana ze zwiastunów sekwencja tańczenia w gwiazdach przywołująca na myśl "Wszyscy mówią kocham Cię" Allena". Za długie, zbyt ckliwe, z niemiłosiernie skaczącym poziomem cukru.
Najlepsza scena? Wiadomo, zachwyty zbiera finał który każdy może odnieść do swojego życia, ma genialne momenty i naprawdę trafia jak powinien, chociaż ja bym w tym montażu trochę przyciął, trochę skrócił, tylko co będę pouczał najzdolniejszego z padawanów. Pewnie też nie dało się inaczej przy dostosowaniu do utworu. W każdym razie wyróżnię scenę z drzewem przy planetarium, Idealne podsumowanie.
9/10
15-01-2017, 11:38
Stały bywalec
Liczba postów: 3,408
Liczba wątków: 23
Cytat:Miles Teller i Emma Watson.
Jezu Chryste :)
Why are you firing wallnuts at me?
15-01-2017, 12:12
Stały bywalec
Liczba postów: 6,808
Liczba wątków: 6
Przejrzałem sobie screenera i wiecie kiedy ten film byłby jeszcze lepszy? Gdyby nie był musicalem. To tylko takie wrażenie po przeskoczeniu w kilka minut całego filmu, ale wydaje mi się, że brak scen musicalowych w środkowej części wcale nie przeszkadza. Dwa - chyba podtrzymuje zdanie sprzed kilku tygodni o tym, że finałowa sekwencja musicalowa trochę wysilona, przydługa, przyciężka. Trzy - zgadzam się z jarodem, że muzycznie film wcale nie wymiata. Cztery - nadal to mógłby być zajebisty film z ważną rolą muzyki, ze scenami takimi jak impreza z I Ran, jak koncert The Messengers. Nadal mógłby to być kolorowy film z zabawami montażowymi i narracyjnymi.
15-01-2017, 21:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-01-2017, 21:45 przez PropJoe.)
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
Fajniuchny soundtrack ma ten film. Trochę kiczowaty, pachnący dawnym, klasycznym Hollywood. To chyba dokładnie to czego spodziewałbym się usłyszeć w musicalu wchodzącym do kin w 2016/17 roku.
16-01-2017, 22:42
Stały bywalec
Liczba postów: 4,441
Liczba wątków: 8
Kiczowaty-sraty, gram City of Stars i Another Day of Sun na gitarze od tygodnia. :)
16-01-2017, 23:03
Stały bywalec
Liczba postów: 908
Liczba wątków: 22
Znakomity film, który umacnia pozycję dwójki bohaterów - Damiana Chazelle i Ryana Goslinga.
Ten pierwszy pokazał, że warto na niego stawiać, ponieważ po znakomitym "Whiplashu" stworzył kolejne interesujące dzieło, które zachwyca właściwie wszystkim : techniczną perfekcją(choreografia, aranżacje, montaż, praca kamery), błyskotliwością w żonglowaniu konwencjami i estetykami oraz przede wszystkim odwagą. Autor "La La Land" nie bał się bowiem wpleść w Oscarowe widowisko słodko-gorzkiego posmaku, subtelnie podważającego filozofię standardów hollywoodzkiej rozrywki do której się odwołuje. Kunszt reżysera widać również w odpowiednim wyważeniu efektowności i efektywności. Nawet najbardziej widowiskowe sceny mają w sobie dostrzegalną elegancję, przeciwstawiającą się cyrkowym zapędom wielu podobnych gatunkowo pozycji.
I to prawda, że Emma Stone zagrała znakomicie, natomiast mi jeszcze milej oglądało się na ekranie popisy Goslinga. Pomijając talenty wokalno-taneczne, mój ulubiony kanadyjski goguś(zaraz po Bieberze*) znowu pokazuje swój ogromny potencjał komediowy. Jakieś przebłyski komiczne przejawiał w "Lars and the real Girl"(ale tam to było aktorstwo komediowe bardziej w stylistyce adultswimowej) i "Crazy, Stupid, Love", ale dopiero w "NIce Guys" i "La, La, Land" nasz blondasek stał się komediantem z prawdziwego zdarzenia. I (co cieszy najbardziej) takim w klasycznym rozumieniu, parającego się, konserwatywnymi w dzisiejszych czasach, slapstickowymi aktywnościami i uroczo złośliwymi przekomarzankami.
*ranking może się zmienić jeśli Bieber pójdzie w ślady innego Justina i nagra dobrą płytę, albo Cronenberg wróci do robienia dobrych filmów
** plakaty w pokoju Emmy - "The Killers"(1946) - fajny film
17-01-2017, 11:14
Banned
Liczba postów: 34,153
Liczba wątków: 77
(16-01-2017, 23:03)Huntersky napisał(a): Kiczowaty-sraty, gram City of Stars i Another Day of Sun na gitarze od tygodnia. :)
Wierz mi, nie mam nic złego na myśli używając tego słowa, a kawałki które wymieniłeś są najlepsze :) (dodałbym jednak jeszcze Someone In The Crowd)
17-01-2017, 18:20
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-01-2017, 18:22 przez Mierzwiak.)
Stały bywalec
Liczba postów: 4,441
Liczba wątków: 8
Jeszcze A Lovely Night leci zapętlone w Spotify. :) No i naprawdę fajny utwór Johna Legenda, jeszcze lepiej prezentuje się w filmie.
17-01-2017, 19:36
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-01-2017, 19:36 przez Huntersky.)
|