22-01-2017, 14:39
|
La La Land (2016), reż Damien Chazelle
|
|
Nie ma się do czego przyczepić. Praktycznie film bez skazy. Dlatego wystawię tylko 9.5/10. Żeby nie było za różowo ;)
Trakt.tv | Letterboxd | Gentlemen, you can't fight in here! This is the War Room!
22-01-2017, 15:54 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22-01-2017, 15:55 przez Ash_9001.)
Świetna muzyka, chociaż, że nie przepadam za jazzem. Świetny Gosling, świetna Emma, świetna choreografia, świetne zdjęcia, świetny humor. Fenomenalny film. Serio, brak mi słów, żeby opisać jak rewelacyjny był ten seans. Tak zżyłem się z dwójką głównych bohaterów, że widok ich kłótni naprawdę sprawiał mi ogromny ból na sercu. Bardzo emocjonalny film. Jest to pierwszy musical, który obejrzałem, więc byłem trochę sceptyczny. Niepotrzebnie, bo już od pierwszej sceny film raczy mnie dobrą piosenką. Jest to takie kino, gdzie wstyd jest wyjść na napisach końcowych, trzeba oglądać do końca. Jestem po prostu zachwycony, myślałem, że Globy są przesadzone, ale nic bardziej mylnego. Podczas tegorocznej gali Oscarów nikomu nie będę kibicował, bo to jak wybieranie spośród najlepszych przyjaciół, niech się dzieje wola boża. 10 i szczere serduszko.
22-01-2017, 18:21
Lalalalalala/10 ;D ten film byl jak cieply oklad na moje serce lol piosenki do wielokrotnego uzytku ;D
23-01-2017, 01:10
Bo ja wiem. Zawiodłem się trochę. Wyszła z tego fajna, kolorowa obyczajówka, nie uciekająca od klisz, jednak wyrabiająca zakończeniem. Ale część musicalowa, chociaż udana, to sprawia bardziej wrażenie przerywnika. Na dobrą sprawę można to wyciąć, bo piosenki/numery taneczne w żaden sposób nie pchają historii do przodu czy mówią nam cokolwiek o postaciach. Ile razy można śpiewać o marzeniach?
Całość też zdecydowanie za długa. 23-01-2017, 01:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-01-2017, 12:51 przez Grievous.)
A co było niesympatycznego w zakończeniu? Czy chodzi Ci o to, że nie było klasycznego happy-endu?
Nie napisałem jeszcze swojej ogólnej opinii, a film widziałem już jakiś czas temu, bo jestem trochę rozdarty: z jednej strony muzyka jest genialna (przesłuchałem cały OST chyba z tuzin razy i ciągle zachwyca), śliczne zdjęcia, świetna Stone, niegłupia fabuła (zwłaszcza końcówka, która stawia film o poziom wyżej od zwykłego romansidła na jakie się zapowiadało), ogólnie świetnie spędzony czas, ale jednak jak się przyjrzeć bliżej to widać rysy na tym diamencie, o których było już tutaj pisane. Zgadzam się z Galadhem, że gdzieś koło połowy film trochę "siada", jakby próbując zapełnić czas do finału serwując słabe sceny w stylu sesji fotograficznej. Rację ma też PropJoe twierdząc, że Chazelle gubi się w określeniu "tożsamości" swojego dzieła - czy to pełnoprawny musical, czy zwykły film z musicalowymi wstawkami, sam też nie wiem jak byłoby lepiej, ja mam problem z określeniem swojego stanowiska wobec musicalowych scen w kinie w ogóle, ciągle nie mogę zrozumieć czemu w jakiejś scenie bohaterowie zaczynają tańczyć i śpiewać i czemu reszta świata nie patrzy się na nich jak na debili ;) 24-01-2017, 19:06 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24-01-2017, 19:31 przez simek.)
Nim pojawiło się La La Land Emma Stone od najmłodszych lat wykazywała chęć do śpiewania: )
Sweeeeet :) 27-01-2017, 02:12
La La Land, jako laurka do klasycznych musicali. A co niektórzy pewnie i zarzucą brak oryginalności. To już zostawiam innym do oceny.
28-01-2017, 02:13
W La La Land nie ma za krzty oryginalności, ale nie musi to być problem w tym przypadku, film dalej jest fajny :)
Teraz wpadło mi do głowy porównanie z The Artist - oba filmy to jeden wielki hołd dla gatunku/okresu, świetnie zrobione, zagrane, milutko przypominające stare czasy, branża sika z radości jak je widzi i rozdaje nagrody na lewo i prawo. 28-01-2017, 10:31
Po otwarciu wiedziałem, że LLL będzie przehajpowanym, przecenianym filmem. "Another Day Of Sun" jest fantastyczne, ale to nieprawdopodobnie sztuczna, wykalkulowana scena. Wymierzone co do milimetra ruchy kamery, choreografia, egzaltowane miny aktorów i teatralne gesty. KICZ. Przy "Someone In The Crowd" jest lepiej, ale gdy scena przenosi się na przyjęcie znowu ma miejsce rozbuchany musical.
Przy "A Lovely Night" zaczyna się jednak inny film. Filmy Emmy i Ryana, Mii i Seba. Całość nabiera luzu, prawdziwego uroku, czaru, naturalności. I emocji. Co ważne, jeśli nie najważniejsze, dalej jest tylko lepiej (niesamowita scena tańca na tle gwiazd!) by apogeum osiągnąć w chwytającym za serducho zakończeniu. Coś pięknego. Mimo początkowego zgrzytu jestem zachwycony, wspaniały film. 9/10 28-01-2017, 15:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-01-2017, 15:23 przez Mierzwiak.)
Auć! Grace masakruje film ale po jednym seansie ciężko mi się dokładnie ustosunkować do wszystkiego, zwłaszcza w kwestii oceny bohaterki granej przez Emmę. Co myślicie?
28-01-2017, 19:36 (28-01-2017, 15:22)Mierzwiak napisał(a): "Another Day Of Sun" jest fantastyczne, ale to nieprawdopodobnie sztuczna, wykalkulowana scena. Wymierzone co do milimetra ruchy kamery, choreografia, egzaltowane miny aktorów i teatralne gesty. KICZ. Właśnie podsumowałeś 99% musicali :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 28-01-2017, 20:43
Nie mam najlepszego problemu z białym ratującym jazz a nawet nierealistyczną wizją Hollywood, ale jeśli chodzi o postać Stone to w sumie sporo racji ma ta Grace. Wyszła trochę na sukę, chociaż końcówkę raczej odczułam tak, że ona też trochę żałuje.
28-01-2017, 21:10 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-01-2017, 21:12 przez PropJoe.)
Wklejam, świetną według mnie, mini-recenzję Michała Oleszczyka. Sam im dłużej myślę o filmie to tym mniej mi się podoba, mniej autentyczny się wydaje.
Cytat:Najmniej interesuje mnie w LA LA LANDZIE to, nad czym wszyscy cmokają, to znaczy hipsterski recykling estetyki Jacquesa Demy'ego. Papuzie parasolki nadal lepiej nabywać w Cherbourgu, a dowolna sekwencja muzyczna z Vincentego Minnellego ma w sobie więcej klasy, talentu i piękna, niż przytykany do oka nieco na siłę, mechaniczny kalejdoskop Chazelle'a. (To nie jest pustosłowie: jedno wejście na YouTube'a i wpisanie choćby 'The Trolley Song' jest niezbitym dowodem w sprawie.) 28-01-2017, 21:49
Fajna recenzja, ale ja na razie odbieram film mega pozytywnie, może dlatego że póki co jestem pod wpływem Stone, Goslinga, ich chemii i muzyki. Na analizę scenariusza przyjdzie czas po powtórce za kilka miesięcy, choć uwaga o postaciach drugiego planu jak najbardziej celna.
28-01-2017, 22:24
Co do recenzji Grace: świetna analiza głównych bohaterów (co z kolei sprzeciwia się temu, co uważa Oleszczyk powyżej), której wnioski nie stanowią dla mnie wcale wady filmu, ale pokazują go w nowym świetle: z jednej strony laurka dla klasyki, musicali, jazzu itd., z drugiej strony pod ślicznym, efektownym płaszczykiem ukryta jest smutna prawda o tym, jak toksyczne mogą być związki.
28-01-2017, 22:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-01-2017, 22:35 przez Huntersky.) |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |
Spoiler






