The Holdovers (2023) reż. Alexander Payne
#1
Widziałem w święta The Holdovers. Dobry film, ale nigdy chyba nie zrozumiem Oleszczyka dającego takim rzeczom 10/10. Największy atut to chyba taka oldschoolowość. Zarówno jeśli chodzi o prosty, wiele razy ograny koncept, jak i klasyczną, zdyscyplinowaną realizację. Przez co za wadę można w sumie uznać sporą przewidywalność. Ale z drugiej strony, mimo, że podobne historie były opowiadane wielokrotnie, często ciekawiej, to niezłe dialogi, aktorstwo i właśnie ta niedzisiejszość, ale bez taniej nostalgii, są największą siłą filmu Payne'a. Może 30 lat temu, ten film wyróżnił by się mniej, ale to nie zarzut jeśli wartością jest dla kogoś, że pasowałby do tamtych czasów. A dla mnie właśnie było to wartością i w połączeniu z fajnym klimatem amerykańskiego kampusu (do którego mam słabość) oraz zimowo-świąteczną otoczką weszło to w święta niemal idealnie i myślę, że może nawet dołączyć do szerokiego kanonu świątecznych filmów. Reżyseria niezauważalna w dobrym słowa znaczeniu. Giamatti się liczy w okołooscarowej stawce? Nie jest to znaczący problem i to w sumie dobra rola, świetnego aktora, ale czasami miałem wrażenie, że jego postać jest właśnie jedynym elementem tak ewidentnie wyrachowanym, mniej subtelnym. Gra to nieźle, ale w postaci jest odrobinę za dużo filmowego stereotypu dla takiej postaci.

Ogólnie 7/10 plus serduszko, bo niby bez jakiejś rewelacji, ale jak komuś przypasuje tak jak mi to jest potencjał na naprawdę przyjemny seans, więc polecam jeszcze zaliczyć w najbliższych dniach.


Odpowiedz
#2
The Holdovers (2023)

Bardzo mile, swiateczne zaskoczenie. Nawet nie wiedzialem o istnieniu tego filmu, ale kuzyn akurat wrzucil do lezakowania po wigilijnym obzarstwie i od razu wsiaknalem w klimat oraz rytm tej prostej opowiesci. Mimo owej prostoty scenarzysta/rezyser fajnie bawi sie oczekiwaniami widza. Jest odrobina banalow, ale to sluszne banaly, bo takie jest tez zycie. Polecam obejrzec bez ogladania trailerow, ot historia uczniow, ktorzy zostaja zmuszeni, zeby na swiateczna przerwe zostac w szkole z internatem, a opiekowac nimi ma sie nielubiany wykladowca.

Mocne 8/10
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#3
W Holdovers robotę robi też świetna strona fornalna - niewymuszona stylizacja na kino lat 70. Generalnie film trochę jak zaginione dziecko Hala Ashby'ego.

Odpowiedz
#4
Tak, film wyglada jakby zywcem wyciagniety z lat 70 i nie czuc tutaj silenia sie na stylistyke. No i zima w tym filmie w koncu wyglada jak zima. Nie wiem na ile tu pomagal komputer, ale wyglada bardzo realistycznie.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#5
LOL, napisałem wyżej, że film formalnie jak sprzed 30 lat, ale oczywiście macie rację, że to lata 70, które były jednak trochę wcześniej. ;) No ewentualnie udawanie lat 70. jakoś na początku 2000s. Ale zgadzam się, że klimacik jest. ;)

Może warto wydzielić temat?


Odpowiedz
#6
Patrz, umknelo mi, teraz dopiero doczytalem. Co do oceny Oleszczyka to sam nie wiem, ale rozumiem, bo to jeden z tych malych filmow, ktore moga u wielu wskoczyc na liste zyciowych czolowek - w moim przypadku jest tak z The Straight Story.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#7
The Holdovers

Film, który może i mam nadzieję, że stanie się świątecznym klasykiem. Słodko-gorzkie kino, które trafia do mnie w niemalże całej swojej rozciągłości. Końcówka minimalnie przesłodzona, ale nie przeszkadza mi to jakoś nad wyraz. Relacje pomiędzy bohaterami i to cudowne balansowanie pomiędzy humorem, a powagą robią doskonałą robotę. Klimat lat 70. perła. No kurwa idealny film do wrzucenia na listę "panie, takich filmów już się nie kręci" - a jednak! Payne w wysokiej formie, a Paul Giamatti zasługuje na statuetkę i tak jak do tej pory kibicowałem Oppenheimerowi, tak teraz mam nowego ulubieńca. Na ten moment mój ulubiony film 2023 roku!

9/10
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#8
(01-01-2024, 23:49)Pelivaron napisał(a): The Holdovers

Film, który może i mam nadzieję, że stanie się świątecznym klasykiem. Słodko-gorzkie kino, które trafia do mnie w niemalże całej swojej rozciągłości. Końcówka minimalnie przesłodzona, ale nie przeszkadza mi to jakoś nad wyraz. Relacje pomiędzy bohaterami i to cudowne balansowanie pomiędzy humorem, a powagą robią doskonałą robotę. Klimat lat 70. perła. No do kroćset fur beczek! idealny film do wrzucenia na listę "panie, takich filmów już się nie kręci" - a jednak! Payne w wysokiej formie, a Paul Giamatti zasługuje na statuetkę i tak jak do tej pory kibicowałem Oppenheimerowi, tak teraz mam nowego ulubieńca. Na ten moment mój ulubiony film 2023 roku!

9/10

Przesłodzona? IMO końcówka była bardzo gorzka.
Giamatti faktycznie fenomenalny.

Odpowiedz
#9
(01-01-2024, 23:49)Pelivaron napisał(a): The Holdovers

Film, który może i mam nadzieję, że stanie się świątecznym klasykiem. Słodko-gorzkie kino, które trafia do mnie w niemalże całej swojej rozciągłości. Końcówka minimalnie przesłodzona, ale nie przeszkadza mi to jakoś nad wyraz. Relacje pomiędzy bohaterami i to cudowne balansowanie pomiędzy humorem, a powagą robią doskonałą robotę. Klimat lat 70. perła. No do kroćset fur beczek! idealny film do wrzucenia na listę "panie, takich filmów już się nie kręci" - a jednak! Payne w wysokiej formie, a Paul Giamatti zasługuje na statuetkę i tak jak do tej pory kibicowałem Oppenheimerowi, tak teraz mam nowego ulubieńca. Na ten moment mój ulubiony film 2023 roku!

9/10

Podpisuję się pod tym. Taki mój tegoroczny "Greenbook". Super, ale to super feel-good movie. Humor bardzo dobry, ale i wątki dramatyczne nie są napisane na siłę. Giamatti bezbłędny, jeśli wygra to będę zadowolony, zasługuje na to nie mniej niż Murphy. Ode mnie 8,5/10, ale coś czuję, że będę jeszcze długo myślał o tym filmie.
http://www.filmweb.pl/user/tynarus120
Forum światopoglądowe filmowe

Odpowiedz
#10
The Holdovers - emocje na świeżo po seansie. Co za piękny film. Wzruszyłem się.Takie dzieła przywracają mi w wiarę, że najpiękniejsze filmy to te prawdziwe, o zwykłych ludziach. Paul Giamatti zasłużył na Oscara. Nowy świąteczny klasyk. 8,5/10.

Wysłane z mojego CPH2481 przy użyciu Tapatalka
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#11
Byłem wczoraj na seansie, prawie pełna sala w Cinema City - film jest jak widać lubiany i doceniany, co oczywiście sprawia, że podchodziłem do niego z rezerwą :P Okazało się, że raczej słusznie. Na dobrą sprawę wciąż biję się z myślami, czy dać wysoką notę, bo jest to fachowa robota w której wiele dobra, czy jednak trochę obniżyć, bo jakoś to do mnie nie trafiło i miałem to nieprzyjemne uczucie podczas seansu, gdy zdaję sobie sprawę, że pewne elementy filmu są w nim z czystego wyrachowania twórcy, który czuje czego widzownie oczekują, co lubią, więc dokładnie to im serwuje - odczucie czysto subiektywne, niekoniecznie scenarzysta musiał być wyrachowany, może to płynie z głębi jego serduszka, a ja przesadzam, no ale cóż, mam prawo do własnej interpretacji :) Przykładowo ta mnogość ujęć idyllicznej zimy z przyjemnie pląsającą muzyką również przy którymś razie zamiast wprawić mnie w sielski nastrój, to spowodowało reakcję "oho, ktoś tutaj próbuje mnie wprawić w sielski nastrój".

Cytat:Nie jest to znaczący problem i to w sumie dobra rola, świetnego aktora, ale czasami miałem wrażenie, że jego postać jest właśnie jedynym elementem tak ewidentnie wyrachowanym, mniej subtelnym. Gra to nieźle, ale w postaci jest odrobinę za dużo filmowego stereotypu dla takiej postaci.
Tak, to jest mniej więcej to, o co mi chodzi: nie tylko Paul, ale właściwie całe to środowisko to układanka stereotypów (w większości prawdziwych, jak to przy stereotypach, ale gdy jest tego dużo, to zaczyna być problem), a zwłaszcza Mary, która wydaje się kolejnym, zapewne udanym, skokiem po Oscara, bo wystarczy obsadzić grubą murzynkę, dać jej do zagrania skrzywdzoną przez los, ale niezwykle ciepłą postać i pyk, mamy nagrodę (te wszystkie aktorki, które zgarnęły Oscara i słuch po nich zaginął, albo grają okazjonalnie: Jennifer Hudson, Mo'Nique czy Mary Blige). W przypadku Paula to w ogóle trochę przedobrzyli: nie wystarczy zez i wytrzeszcz, musi być jeszcze odór rybny, dodatkowo w kilku scenach przesadzili z jego żałosnością jak wtedy, gdy przechwala się jak to ruchał w młodości, ale teraz już mu przeszło - no po co aż tak? W mojej opinii byłby to o wiele lepszy, subtelniejszy film, gdyby odjąć mu trochę tych przeciwności losu i żeby Paul był zamkniętym w sobie samotnym chujkiem bo taki po prostu jest, a nie dlatego, że śmierdzi i ma zeza.

Podsumowując: jest bardzo dobrze, ale niedociągnięć sporo. Daję delikatnie naciągane 7/10


(29-12-2023, 17:29)nawrocki napisał(a): W Holdovers robotę robi też świetna strona formalna - niewymuszona stylizacja na kino lat 70. Generalnie film trochę jak zaginione dziecko Hala Ashby'ego.
Kwestia o tyle ciekawa, że rzekomo Payne i autor zdjęć chcieli początkowo kręcić na taśmie, ale nie znaleźli obiektywów, które idealnie odpowiadałyby latom 70. wiec postanowili, że nakręcą wszystko cyfrowo (Arri Alexa Mini) i potem ponakładają tyle filtrów ile trzeba, a efekt jest taki, że ja bym nie poznał, że to cyfra, obstawiałbym taśmę.

Odpowiedz
#12
Byłem w zeszłym tygodniu i strona formalna filmu była urzekająca, na serio można ten film spokojnie wziąć za jakiś klasyk z l. 70-tych. Co do opowiedzianej historii to była prosta i w sumie bez fajerwerków, ale w tym tkwi jej siła. Z zainteresowanie śledziłem losy bohaterów, a zakończenie ma zdecydowanie gorzki posmak. W sumie nie obraziłbym się gdy film urwał się po prostu po powrocie na zajęcia. 8,5 na 10, i zdecydowanie nie jest to film świąteczny a raczej film, którego akcja dzieje się w trakcie świąt.

Odpowiedz
#13
(29-12-2023, 17:39)Bucho napisał(a): Tak, film wyglada jakby zywcem wyciagniety z lat 70 i nie czuc tutaj silenia sie na stylistyke.

No to chyba na innym filmie wylądowałem, bo jak dla mnie Holdovers to pod względem artystycznym jeden wielki zonk. O ile jeszcze problemu ze starszym znaczkiem Universala nie mam, tak nie wiem po co było wstawianie plansz z tamtego okresu i grindhousowe "niszczenie" obrazu oraz zabawa dźwiękiem. Pasowałoby to do jakiejś zgrywy QT, ale tutaj pojawia się pytanie: po co?

Bo właściwie dlaczego osadzono to w latach 70.?* Znaczenia żadnego dla fabuły to nie ma, a dodatkowo twórcy sami sobie strzelili w stopę, bo nie dość, że cyfrowo musieli ukryć fakt, że nie kręcili tego na taśmie (co zresztą bardzo dobrze widać, chociażby w zachowaniu współczesnego color timingu czy sztuczności obrazu w niektórych scenach plenerowych), to jeszcze diversity im się kompletnie do tego obrazka nie dodaje. Jakoś nie chce mi się bowiem wierzyć, że do prestiżowej, prywatnej szkoły dla bogatych w jednym z bardziej białych stanów północnych lat 60. (akcja rozpoczyna się wszak w 1970, czyli to jeszcze sixties) chodzi tylu czarnych, a cała społeczność płacze nad losem syna kucharki, która zresztą cieszy się jakimś dziwnym, niczym nie uzasadnionym szacunkiem. A do tego jest jeszcze Azjata i nawet Mormon. Zresztą kij z rasami, bo żadna z tych postaci nie ma praktycznie żadnego znaczenia fabularnego. Nominacja do Oscara dla grubej jest w sumie nie wiem za co, bo ona nawet nie gra - po prostu wypełnia sobą kadry. Kamera epatuje jej zmarłym synkiem co drugą scenę (swoją drogą o nazwisku Lamb - trudno o bardziej wysublimowany przekaz), ale gdyby tego wątku nie było, to nic by się nie stało. Bo też i poza okazjonalnym smutkiem mamusi nie ma to żadnego znaczenia. To samo zresztą z fizycznymi przywarami belfra - no są bo są, ale czy pełnią jakąś funkcję, poza tym, że bohater jest przez to ciut bardziej żałosny i godny sympatii? Smród rybny jest wspomniany dosłownie raz i potem problem magicznie znika, a o wytrzeszczu przestałbym myśleć po 5 minutach, gdyby twórcy mi sami o tym nie przypominali co chwila w taki sam sposób, jak o tym synalku. Ten film za bardzo się stara zarówno w stylizacji na epokę, do której nie pasuje, jak i przedstawieniu bohaterów oraz ich problemów - szczególnie, gdy samoistnie narzuca się porównanie do Cudownych chłopców.

Payne przegrywa nie tylko jednak z nimi, co sam ze sobą - pomijając to gówno o pomniejszaniu, to każdy jego poprzedni film był bardziej szczery, bardziej naturalny, jak i zwyczajnie lepszy (wydaje mi się, że nie bez kozery minęła dekada od Nebraski, która, jak wszystkie filmy Payne'a, opowiadała o białych ludziach z konkretnych, małomiasteczkowych środowisk). I wydaje mi się, że ma to spory związek właśnie z odgórnie narzuconym politpopem i faktem, że Payne nie zrobił tego filmu w 100% zgodnie ze sobą. Widać to zresztą w swoistym ugrzecznieniu tej historyjki, która i owszem, dostała Rkę, ale chyba tylko za randomowo rzucane bluzgi. Poza tym jednak wszystko jest tu na poziomie teletubisiów. Przykładem najlepszym jest główny bad guy historii, czyli ten zły białas, którego rasistowskie żarty pisała chyba niebinarna osoba urodzona po 2005 roku, a który najgorszą rzeczą, którą robi w całym filmie (poza pustymi pogróżkami) jest - uwaga! - kradzież i wyrzucenie rękawiczki młodszego ucznia. A nie, czekaj, kradnie jeszcze zdjęcie, na którym robi dopisek godny przedszkola. No potwór po prostu.

W ogóle gros scen nie działa, bo są albo poprowadzone ciężką ręką (gruba dostaje doła na imprezie - niby robi się agresywna, ale nie, bo jednak płacze, ale nie, bo w chwilę potem poucza belfra jak należy postępować, niczym jakiś mędrzec z góry Synaj. WTF?) albo wyjęte z dupy (dziwka oferująca belfrowi numerek w ulicznej księgarni. WTAF?) albo zwyczajnie nierealistyczne (zły białas mówi, że główny bohater dostanie bęcki, po czym następuje cięcie i przenosimy się nagle do kościoła, gdzie zły białas mówi bohaterowi, że nadal jest na niego zły. Aha.). Postaci niby ładnie się uzupełniają, ale bardziej pocierając się o swoje kartonowe istnienia niż faktycznie koegzystując jako postaci z krwi i kości, które autentycznie wpływają nie tylko na podejście do życia pozostałych, ale też na akcję, która, mam wrażenie, płynęła sobie w konkretnym kierunku niezależnie od ich wyborów. Przez to film robi się przewidywalny (a nie przez użyte stereotypy) i nudnawy (całość jest zresztą nieco za długa, bo pełna jakże "potrzebnych" scen, typu Short Round płacze, bo miał koszmar i zlał się w gacie, ale dobry biały go pociesza i to rozwiązuje problem oraz jego potencjalne konsekwencje), a ja nie kupuję ani totalnie randomowych scen wyzewnętrzniania się bohaterów przed pozostałymi, ani tym bardziej tego jak tłumaczą innym swoje emocje. Do samego końca film pozostaje więc emocjonalnie neutralny, bo postaci jedynie gadają o tym, co ja bym chciał z nimi przeżyć, ale nie mogę, bo wszystko jest tu zachowawcze i chłodne. Oraz niewiarygodne. Bo znowuż jakoś trudno mi uwierzyć, że gość będący całe życie pośmiewiskiem i samotnikiem, nagle stał się wrażliwy na wdzięki koleżanki z pracy i niewiadomo co sobie wyobrażał, bo ta mu puściła kilka uśmiechów. Albo to trzymanie się za ręce w końcówce - wyjaśni mi ktoś, co gruba w ogóle tam wtedy robiła, skoro to nie była jej sprawa? No sorry, ale klejone to jest ponownie na ślinę, ze współczesną wrażliwością rzuconą w daleką przeszłość i kompletnie inne realia.
Na osłodę pozostaje jedynie kilka wygranych humorem scenek, jak zawsze dobry (ale nie wybitny!) Giamatti i całkiem niezły (acz też nie umiejący się chyba do końca odnaleźć w świecie, do którego został wrzucony) ten młody, który ma zadatki na coś dobrego w przyszłości. Dla mnie to jednak za mało - a tym bardziej za mało na film oscarowy (już abstrahując od zepsucia się tych nagród).

Meh/10

*swoją drogą usiłuję sobie przypomnieć ostatni solidny film stylizowany na tamtą niepodrabialną epokę i wychodzi mi, że było to chyba (generalnie niezbyt udane, ale przynajmniej wiarygodne) Blood Ties dokładnie sprzed dekady.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#14
No widzisz Mefi, a ja kupuje to, czego Ty nie kupujesz. I kupuje to, ze murzynka jest kuchta, ktora sobie spokojnie zyje w bialej Ameryce i nie ma tutaj jakiegos rasowego moralizatorstwa. I co do rasy to w filmie procentowo sie akurat wszystko zgadza, patrzac, gdzie osadzona jest akcja filmu tj. wpierw Nowa Anglia, a potem Boston.

I Ci sie nie podobaly techniczne zabiegi, epizodycznosc, chlod i zachowawczosc, a mnie jak najbardziej, zwlaszcza ogladajac przy choince, ze swiatecznym zarlem popijanym whisky - tak jak mowie, 8/10 i cos czuje, ze w tegorocznym okresie bozonarodzeniowym do tego filmu wroce.
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#15
(07-02-2024, 21:24)Bucho napisał(a): I kupuje to, ze murzynka jest kuchta, ktora sobie spokojnie zyje w bialej Ameryce i nie ma tutaj jakiegos rasowego moralizatorstwa. I co do rasy to w filmie procentowo sie akurat wszystko zgadza, patrzac, gdzie osadzona jest akcja filmu tj. wpierw Nowa Anglia, a potem Boston.

Kompletnie nie o tym pisałem, ale spoko.
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#16
No i spoko :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz
#17
To spoko.

Gwoli ścisłości: to nie jest zły film, ale po tych wszystkich ochach i achach dostrzegam tam co najwyżej jakość Hallmarku :)
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#18
piękny film, tak od strony technicznej jak i fabularnej. Afirmacja życia dokonywana przez człowieka, który życie przegrał. Próbuje to zagłuszyć, ale gdy faktycznie musi się skonfrontować z faktem, że jego nauki nie są uniwersalne, bierze na klatę cały ciężar i się godzi z porażką. Bo odniósł ją na całej szerokości, tylko do niego to nie dotarło lub nie chciał, aby to go dopadło. Nauczyciel, podobnie jak Angus i Mary trafili w życiu na czynniki zewnętrzne, które ich po prostu wyniszcza. Dorośli piją, młody łyka tabsy, i każdy nosi w sobie ciężar, z którym po prostu sobie nie radzi. Na początku ciężko było mi wejść z historię bo rozkręca się długo, ale w drugim akcie fajnie oglądało się te trio. Sessa to ma wymarzony debiut, a rola wcale go nie przerosła. Giamatti perełka (noooo i zabieg reżysera ze zmianą tego oka, rewelka!), Randolph taka kreacja pod oskara, ale dała radę.

Technicznie to jest cud, miód i orzeszki: wiadomka że filtry są użyte, ale w pewnym momencie zapomniałem iż jest to film nowy, a przez sposób filmowania czułem jakbym oglądał late 70klasyk na TCMie. I szacun za nakręcenie całości w naturalnych lokacjach, bo przez to całość zyskuje atmosfery. Także, tego, bardzo ale to bardzo dobra pozycja na święta, dobrze zrealizowana i zagrana, z fajnym przesłaniem, więc 8,5/10 będzie pasowało.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”

Odpowiedz
#19
Przespałem się trochę z tym dziełkiem i tak sobie myślę, że byłby to lepszy film, gdyby:

- skupić się tylko na trójce bohaterów, tj. wywalić z filmu całkowicie wątek innych uczniów, którzy zostają na święta, a zamiast tego bardziej pogłębić prolog i relacje Angusa z kolegami, bo na napisach widać, że nie jest specjalnie lubiany, jednak brakuje tam autentycznego konfliktu, który pokazałby, że chłopak nie może tak naprawdę liczyć na nikogo z najbliższego otoczenia.

- w związku z powyższym wywalić kompletnie zbędny wątek innych nauczycieli i "kary" dla Paula, który przecież i tak nigdzie nie wyjeżdża i praktycznie cały czas mieszka w campusie, a ten jeden raz będzie wyjątkowy, bo nagle nie zostanie sam, co by go w jakiś sposób automatycznie pchnęło do wzięcia odpowiedzialności za ucznia (notabene swojego najlepszego) i nawiązania bliższego kontaktu, na który wcześniej nie miał czasu/w którym nie widział sensu. No i darować sobie takie sceny jak ta z choinką, bo to, że Paul nie jest w stanie kupić nawet prostego drzewka jest niepotrzebną próbą dodatkowego ośmieszenia bohatera.

- z Paula zrobić normalnego człowieka, który po prostu nie lubi ogółem ludzi, bo go wiecznie krzywdzą w jakiś sposób oraz popełnia błędy i robi "złe rzeczy" w dobrej wierze (coś jak Broderick w Wyborach), a robi je, bo <tutaj historyjka ze sklepu>.

- zamiast epatować fotkami małej owieczki i kazać się pochylać całej społeczności nad Wietnamem (bo serio, nie kupuję tego, że cała szkoła wie tak dużo o byle kucharce, w dodatku z nizin społecznych), to zrobić z Mary osobę, która ma mega wahania nastrojów i nikt nie wie dlaczego, co prowadzi do jej alienacji. Dopiero przy bliższym poznaniu i kolejnym konflikcie niech Paul to odkryje + dużo by dało, gdyby to naburmuszony Angus robił uwagi w jej stronę, a nie ten kozioł ofiarny, co teraz, i wtedy dopiero Paul by wybuchł, mówiąc chłopcu prawdę.

- rozszerzyć trochę postać ciecia, który mógłby robić za epizodyczny głos rozsądku (coś jak Carl z Breakfast Club) - to on mógłby nakłonić Paula do konkretnego działania oraz wkręcić bohaterów na imprezę w mieście.

- wywalić w pizdu pokraczne sceny z prostytutką oraz pseudo romans z Lydią i postawić na powyższe założenie, że naszych bohaterów nikt tak naprawdę nie lubi i nie zna, każdego z innych powodów.

- wywalić w pizdu wątek rodziny Mary albo kompletnie go zmienić, bo w tym momencie nie ma za grosz sensu w tym, że ona do siostry sama nie pojechała na święta i nie była jakoś w swej tragedii wspierana przez rodzinę, którą jako jedyna z tego tria posiada (tu również mógłby ją nakłonić do tego cieć).

- zmienić wprowadzenie ojca Angusa, bo ta akcja z tym całym kinem i uciekaniem jest słaba.

- wprowadzić trochę życia w to, jak prywatnie zachowują się bohaterowie, gdy zostają sami - może Paul lubi sobie zaszaleć po placówce, gdy nie ma nikogo (tak też mógłby dostrzec, dlaczego Mary cierpi). Angus też mógłby celowo odreagowywać na uczelnianej własności (np. nasikać na ukończoną część parkietu), co poprawiłoby trochę dychotomię między postaciami. Podoba mi się też pomysł, gdyby pierwszy wspólny posiłek jedli w tym samym miejscu, ale przy osobnych stołach, jakby zmuszeni do towarzystwa, którego nie chcą (tu znaczek praw autorskich). Cokolwiek zamiast smętnego oglądania tv, z którego nic nie wynika.

I cyk, metraż spada nam do dwóch godzin z napisami, a całość byłaby bardziej zwarta, konkretniejsza i lepiej by działała.
I tak, wiem - zmarnowałem pół godziny życia :>
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings

Odpowiedz
#20
(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): skupić się tylko na trójce bohaterów, tj. wywalić z filmu całkowicie wątek innych uczniów, którzy zostają na święta, a zamiast tego bardziej pogłębić prolog i relacje Angusa z kolegami, bo na napisach widać, że nie jest specjalnie lubiany, jednak brakuje tam autentycznego konfliktu, który pokazałby, że chłopak nie może tak naprawdę liczyć na nikogo z najbliższego otoczenia.


Relacje imo byly wystarczajace, poza tym odsylka reszty to bylo ciekawe rozwiazanie z punktu widzenia impaktu na psyche bohatera, a przy okazji zabawa rezysera z oczekiwaniami widzow,




(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): w związku z powyższym wywalić kompletnie zbędny wątek innych nauczycieli i "kary" dla Paula, który przecież i tak nigdzie nie wyjeżdża i praktycznie cały czas mieszka w campusie, a ten jeden raz będzie wyjątkowy, bo nagle nie zostanie sam, co by go w jakiś sposób automatycznie pchnęło do wzięcia odpowiedzialności za ucznia (notabene swojego najlepszego) i nawiązania bliższego kontaktu, na który wcześniej nie miał czasu/w którym nie widział sensu.


Nie wyjezdza i jest mu z tym dobrze, kara jest sam przymus zajmowania sie gownikami. Nie rozumiem zarzutu.




(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): z Paula zrobić normalnego człowieka, który po prostu nie lubi ogółem ludzi, bo go wiecznie krzywdzą w jakiś sposób oraz popełnia błędy i robi "złe rzeczy" w dobrej wierze (coś jak Broderick w Wyborach), a robi je, bo <tutaj historyjka ze sklepu>.



On w zasadzie normalny, a ze ma jakies tam swoje filmowe quirkiness i fizyczne przypadlosci...no nie wiem, mi to nie przeszkadza, a tez wyjasnia bardziej dlaczego on tak stroni od ludzi. Jak sie nie podoba to spoko, jestem neutralnie nastawiony do tego motywu.





(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): zamiast epatować fotkami małej owieczki i kazać się pochylać całej społeczności nad Wietnamem (bo serio, nie kupuję tego, że cała szkoła wie tak dużo o byle kucharce, w dodatku z nizin społecznych), to zrobić z Mary osobę, która ma mega wahania nastrojów i nikt nie wie dlaczego, co prowadzi do jej alienacji. Dopiero przy bliższym poznaniu i kolejnym konflikcie niech Paul to odkryje


To odkrywanie jej zachowan i alienacji, to dopiero bylby ograny numer. Tutaj masz wszystko na tacy i zajebiscie wlasnie. Poza tym, czego Mefi nie kupujesz? Ze charyzmatyczna kuchta z malej, zamknietej spolecznosci liberalnej szkoly jest lubiana i ludzie interesuja sie jej losem?


Dobrze, ze nie napisales jeszcze o whitewashingu i romantyzowaniu tamtych lat poprzez fakt, ze czarna nie jest biczowana :)





(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): rozszerzyć trochę postać ciecia, który mógłby robić za epizodyczny głos rozsądku (coś jak Carl z Breakfast Club) - to on mógłby nakłonić Paula do konkretnego działania oraz wkręcić bohaterów na imprezę w mieście.


Moglby byc, ale tez nie widze jakiejs wiekszej potrzeby, ta jego trzecioplanowosc ma swoj urok.






(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): wywalić w pizdu wątek rodziny Mary albo kompletnie go zmienić, bo w tym momencie nie ma za grosz sensu w tym, że ona do siostry sama nie pojechała na święta i nie była jakoś w swej tragedii wspierana przez rodzinę, którą jako jedyna z tego tria posiada (tu również mógłby ją nakłonić do tego cieć).



Nie pojechala, bo czasem tak jest, ze jak ktos ci dupy nie podwiezie to sie czlowiekowi nawet biletu nie chce kupic, zwlaszcza w gorsze dni. I dlaczego mialaby byc wspierana w tragedii? Jak czesto ludzie wspieraja sie po tragedii, po pogrzebie jest nara i w zasadzie kazdy wraca do swojego zycia. Ot, moze jakis czasem telefon, co slychac i nic nie wskazuje, ze ona z siostra nie miala kontaktu, natomiast nie ma potrzeby robienia z tego jakiejs codziennej grupy wsparcia. Co nie zmienia faktu, ze kuchte cala ta tragedia nadal gniotla, zwlaszcza w okresie swiatecznym.






(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): zmienić wprowadzenie ojca Angusa, bo ta akcja z tym całym kinem i uciekaniem jest słaba.



Kwestia gustu.





(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): wprowadzić trochę życia w to, jak prywatnie zachowują się bohaterowie, gdy zostają sami - może Paul lubi sobie zaszaleć po placówce, gdy nie ma nikogo



Co zaprzeczaloby jego charakterowi i tego jak jest wczesniej pokazany.





(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): Angus też mógłby celowo odreagowywać na uczelnianej własności (np. nasikać na ukończoną część parkietu), co poprawiłoby trochę dychotomię między postaciami.


Przeciez masz tego typu sceny z Angusem (min. wino mszalne), wiecej nie trzeba, a sikanie to...nie ten bohater, nie ta lista zachowan.






(08-02-2024, 18:54)Mefisto napisał(a): Podoba mi się też pomysł, gdyby pierwszy wspólny posiłek jedli w tym samym miejscu, ale przy osobnych stołach, jakby zmuszeni do towarzystwa, którego nie chcą (tu znaczek praw autorskich)


Kolejny ograny motyw prosto z listy najbardziej ogranych motywow :)
Holiness is in right action, and courage on behalf of those who cannot defend themselves.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Poor Things (2023) reż. Yorgos Lanthimos Bradesinarus 139 17,137 03-01-2026, 13:38
Ostatni post: Pelivaron
  Past Lives (2023) reż. Celine Song ugh 6 203 28-12-2025, 14:10
Ostatni post: simek
  Bękart (2023) reż. Nikolaj Arcel Scheckley 5 1,255 06-08-2025, 09:28
Ostatni post: simek
  Dungeons & Dragons: Honor Among Thieves (2023) Pelivaron 45 8,686 12-05-2025, 13:26
Ostatni post: al_jarid
  Barbie (2023) reż. Greta Gerwig Kryst_007 414 41,212 16-12-2024, 12:17
Ostatni post: Nemo
  The Creator (2023) reż. Gareth Edwards Paszczak 61 8,324 16-10-2024, 20:27
Ostatni post: Debryk
  All of Us Strangers (2023), dir. Andrew Haigh Krismeister 9 1,364 23-02-2024, 20:51
Ostatni post: Krismeister
  Asteroid City (2023) reż. Wes Anderson Kryst_007 31 5,305 08-02-2024, 04:48
Ostatni post: Mefisto
  Air (2023) reż. Ben Affleck Pelivaron 6 1,260 12-12-2023, 10:39
Ostatni post: simek
  Downsizing (2017) reż. Alexander Payne Kryst_007 23 4,865 16-01-2018, 18:18
Ostatni post: Szaman



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości