Artemis napisał(a):Nie każdy musi lubić łzawe, pełne patosu historie, których przebieg można przewidzieć już na samym początku seansu; gdzie śmierć jest piękna, a rak wygląda jak gruźlica zatopiona tak bardzo jak tylko się da w swojej dziewiętnastowiecznej mitologii; gdzie jest kicz i przegięcie, ale brak gorzkiego, odreagowującego śmiechu.Nie mogę z tym polemizować. Brak gorzkiego śmiechu? WTF? Przebieg historii można przewidzieć na samym początku? W Źródle? O rly? Na pewno nie pomyliło Ci się z Black Swan? :P
Artemis napisał(a):Nie no, przecież sam punkt wyjścia jest super, podobnie jak zdjęciaNie rozumiemy się. Odsyłam do tego co pisałem na ten temat wcześniej.
Artemis napisał(a):Widzisz różnicę pomiędzy "byciem aseksualną" a "byciem stłamszoną"? Strona "bierna" w łóżku nie jest stroną "aseksualną"! (Zresztą coś takiego jak zupełna bierność nie istnieje; stąd cudzysłów).Nigdzie czegoś takiego nie napisałem. Napisałem, że nawet w scenie łóżkowej (w której seksualność, siłą rzeczy, musiała się pojawić) Portman była stroną bierną i zdominowaną. Nie ona miała w tej scenie "magnetyzować".
Artemis napisał(a):To jest film o odkrywaniu seksualności, szerzej nawet: o odkrywaniu ciała. I dlatego Portman, w całej swojej niewinności i przerażeniu, powinna coś tam na ekranie wytwarzać. Tak, jak Rurka w Zapaśniku pokazywał ciało stare i groteskowo zniszczone, tak od Portman powinno bić, że tak się gównolotnie wyrażę, pożądanie :cool:Nie. Nie od Portman. Pożądanie postaci Niny jest upersonifikowane w postaci Lily (Kunis). Oczywiście tyczy się to scen, w których Lily jest wyobrażeniem/halucynacją Niny (zatem od Niny "biło pożądanie", ale grała je Kunis, nie Portman). Zostało to pokazane tak łopatologicznie, że nie wiem czemu to w ogóle piszę.
Rozalia napisał(a):Zgodzę się, że przez cały film miała być aseksualna i była. Tylko gdzieś pod koniec miał nastapić przełom, czekalam na niego i to miała być istota filmu. W pewnym momencie, prawie pod koniec, Cassel mówi do Portman "przełamałaś się" (czy cos w ten deseń), a ja nadal przełomu nie widzę, nadal nic mnie w niej nie magnetyzuje.To już jest problem ogólnej słabości filmu, nie Portman. "Przełomem" był oczywiście taniec czarnego łabędzia i był on zagrany bardzo dobrze, a że w kontekście całego filmu ów "przełom" wyszedł blado i nieciekawie, to już wina reżysera.
25-12-2010, 22:34





