Obejrzałem w końcu i... tak jak mi się Requiem dla Snu za grosz nie podobało, Zapaśnik był w porządku i ten film jest też niezły. Pomysł wyjściowy jak z dobrego podręcznika dla młodych scenarzystów - cała fabuła opiera się na tym, że główny bohater czegoś chce, a inni mu w tym przeszkadzają i tak samo jest tutaj - główna bohaterka Nina Sayers chce zagrać główną rolę w Jeziorze Łabędzim i się dobrze z tego zadania wywiązać, a na jej drodze stają różne przeszkody. Ale to wszyscy wiemy.
Oprócz tego film jest kolażem klisz z innych filmów. Mamy zaborczą matkę jak w Pianistce Hanekego, mamy psychologizację i obsesję bohaterki jak w Wstręcie albo Lokatorze Polańskiego i wreszcie mamy na koniec metasztukę - film o tworzeniu, byciu artystą i tak dalej, motyw, który znamy z tysiąca innych filmów czy powieści.
Film, oglądało mi się całkiem przyjemnie nie powiem. Miło mi się patrzyło na słodką i niewinną Natalie Portman. Do niektórych scen również z przyjemnością wracam jak na przykład taniec Czarnego Łabędzia ale to wszystko jest takie nijakie - dobrze wygląda na zewnątrz, a jak zaczniemy grzebać w tym i dokładniej to wszystko analizować to wychodzą bzdury. Kolejną wadą filmu jest właśnie ta jego pusta wielowymiarowość. Owszem, na pierwszy rzut oka dobrze to wygląda ale jak się temu przyjrzeć to wychodzi na to, że za dużo rzeczy poupychał w tym filmie - wątek tożsamości seksualnej i jej poszukiwania, wątek metasztuki, wątek manii prześladowczej, wątek zaborczej matki, wątek miłości, piękna i szaleństwa, wątek zatracania się i składania samego siebie na ołtarzu sztuki i tak dalej - i co gorsza, nic z tego wszystkiego nie wynika.
Podsumowując, dobrze mi się oglądało, film jest całkiem w porządku i nawet bym sobie go obejrzał za jakiś czas ale chyba nic poza tym. A mogło to być Wielkie Kino, a tak jest tylko niezłe.
7/10
Natalie Portman <3
Oczywiście zapomniałem o świetnym Vincencie Casselu. Fajnie, że Aronofski korzysta z europejskich aktorów.
Zauważyłem, że nie tylko ja spostrzegłem korelacje z metodą Stanisławskiego i jej pochwałą w tym filmie, a również gościnny recenzent KMFu :).
Jeszcze jedno przemyślenie - gdyby scenariusz filmu dostał Polański jakiego znamy z wyżej wspomnianego Lokatora czy Wstrętu, odpowiednio by go przerobił i nakręcił film to nie dość, że byłby to pewnie 100 razy lepszy film to jeszcze by wszyscy wyszli sini z kina :).
Oprócz tego film jest kolażem klisz z innych filmów. Mamy zaborczą matkę jak w Pianistce Hanekego, mamy psychologizację i obsesję bohaterki jak w Wstręcie albo Lokatorze Polańskiego i wreszcie mamy na koniec metasztukę - film o tworzeniu, byciu artystą i tak dalej, motyw, który znamy z tysiąca innych filmów czy powieści.
Film, oglądało mi się całkiem przyjemnie nie powiem. Miło mi się patrzyło na słodką i niewinną Natalie Portman. Do niektórych scen również z przyjemnością wracam jak na przykład taniec Czarnego Łabędzia ale to wszystko jest takie nijakie - dobrze wygląda na zewnątrz, a jak zaczniemy grzebać w tym i dokładniej to wszystko analizować to wychodzą bzdury. Kolejną wadą filmu jest właśnie ta jego pusta wielowymiarowość. Owszem, na pierwszy rzut oka dobrze to wygląda ale jak się temu przyjrzeć to wychodzi na to, że za dużo rzeczy poupychał w tym filmie - wątek tożsamości seksualnej i jej poszukiwania, wątek metasztuki, wątek manii prześladowczej, wątek zaborczej matki, wątek miłości, piękna i szaleństwa, wątek zatracania się i składania samego siebie na ołtarzu sztuki i tak dalej - i co gorsza, nic z tego wszystkiego nie wynika.
Podsumowując, dobrze mi się oglądało, film jest całkiem w porządku i nawet bym sobie go obejrzał za jakiś czas ale chyba nic poza tym. A mogło to być Wielkie Kino, a tak jest tylko niezłe.
7/10
Natalie Portman <3
Oczywiście zapomniałem o świetnym Vincencie Casselu. Fajnie, że Aronofski korzysta z europejskich aktorów.
Zauważyłem, że nie tylko ja spostrzegłem korelacje z metodą Stanisławskiego i jej pochwałą w tym filmie, a również gościnny recenzent KMFu :).
Jeszcze jedno przemyślenie - gdyby scenariusz filmu dostał Polański jakiego znamy z wyżej wspomnianego Lokatora czy Wstrętu, odpowiednio by go przerobił i nakręcił film to nie dość, że byłby to pewnie 100 razy lepszy film to jeszcze by wszyscy wyszli sini z kina :).
"Więcej socjalizmu - znaczy więcej demokracji." - Michaił Gorbaczow
"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin
"Istnieje marksizm dogmatyczny oraz marksizm twórczy. Ja stoję na istocie tego ostatniego." - Józef Stalin
02-02-2011, 17:56






