Wynudziłem się na tym filmie, podobnie jak większość na sali co dało się wyraźnie odczuć. Za długo się zaczyna, historyjka o tabletkach jest nieco słaba a finał jak już tu wspomniano ssie ostro. Norton kompletnie zmarnowany, nie wiem co jest z tym kolesiem ostatnio ale strasznie obniżył loty. Połączenie z Bournem jako takie ale wystarczyłyby komunikaty prasowe i radiowe zamiast pchać około szóstki całkiem niezłych aktorów i dać im po kilka lub kilkanaście sekund aby rzucili jedną kwestię. Właściwie to żaden momet filmu, żadna jakaś akcja nie zapada nawet w pamięć. Yakuza boy i jego spotkanie ze słupem jest strasznie sztuczne. Nawet muza była słaba, wyłączając Moby'ego of course.
Hide, listen, watch, learn? And when the time is right, strike from the shadow...
14-08-2012, 11:24





