Aronofski próbował pojechać Lynchem, ale bardziej mi się to kojarzyło z Wesem Cravenem. Serio, te horrorowe zabiegi byłyby fajne, ale w horrorze, bo BS wygląda momentami jak pomieszanie dramatu z co bardziej kuriozalnymi fragmentami Koszmaru z ulicy Wiązów. No i nie dość, że film był mega-przewidywalny (w mniej więcej 5 minucie streściłem dalszą fabułę - i okazało się, że miałem rację, nawet w szczegółach, takich jak zwidy z Milą Kunis), to na dodatek operował niedorzeczną ilością twistów. Scenarzystów było trzech - mam wrażenie, że kiedy kolejny dostawał scenariusz, patrzył na napisane fragmenty i mówił: a wcale że nie! Tutaj okaże się, że ta scena to kolejny zwid!
Ogólnie: rozumiem intencje reżysera, ale zwyczajnie nie wyszło. Ten film jest niby spójny, ale jednocześnie sprawia wrażenie nieprzemyślanego. Wszystko wrzucono do jednego kotła i wymieszano w totalnie randomowy sposób. Na przykład scena z obrazami... Ogólnie jest to nawet nie jest operowanie prostą symboliką, ale zwyczajne wprowadzanie widza w błąd dla samego wprowadzania w błąd. Zaskakiwanie dla zaskakiwania, niemające pokrycia w fabule, bo reżyser przekazał, co miał do przekazania, w pierwszych piętnastu spośród siedmiu tysięcy takich zabiegów. Film za bardzo sili się na tajemniczość, twisty, metaforyczność, oniryczność. Aronofski krzyczy mi w twarz: patrz, ja też umiem tak jak Lynch!
Ale realizacja jest świetna, a tematyka bardzo ciekawa. Gdyby nie ta wysilona otoczka, która zwłaszcza w końcówce przyprawiała mnie o facepalmy (kiedy to sprawdzały się ironiczne komentarze w stylu "a teraz pewnie okaże się, że jej tam nie ma"), byłoby super. A tak - 5/10. Ładny banał udający wielkie, mądre kino.
Ogólnie: rozumiem intencje reżysera, ale zwyczajnie nie wyszło. Ten film jest niby spójny, ale jednocześnie sprawia wrażenie nieprzemyślanego. Wszystko wrzucono do jednego kotła i wymieszano w totalnie randomowy sposób. Na przykład scena z obrazami... Ogólnie jest to nawet nie jest operowanie prostą symboliką, ale zwyczajne wprowadzanie widza w błąd dla samego wprowadzania w błąd. Zaskakiwanie dla zaskakiwania, niemające pokrycia w fabule, bo reżyser przekazał, co miał do przekazania, w pierwszych piętnastu spośród siedmiu tysięcy takich zabiegów. Film za bardzo sili się na tajemniczość, twisty, metaforyczność, oniryczność. Aronofski krzyczy mi w twarz: patrz, ja też umiem tak jak Lynch!
Ale realizacja jest świetna, a tematyka bardzo ciekawa. Gdyby nie ta wysilona otoczka, która zwłaszcza w końcówce przyprawiała mnie o facepalmy (kiedy to sprawdzały się ironiczne komentarze w stylu "a teraz pewnie okaże się, że jej tam nie ma"), byłoby super. A tak - 5/10. Ładny banał udający wielkie, mądre kino.
01-11-2012, 21:51






