Veni, vidi... ktoś wie, jak jest po łacinie "dziadostwo"?
Po pierwsze, bohaterowie są irytujący i antypatyczni nawet jak na standardy amerykańskiego horroru. Histeryzująca ćpunka, jej brat niemota, apodyktyczna pielęgniarka... Blondyna przeszkadza najmniej, bo osobowości nie posiada w ogóle. Dla Pucci'ego byłaby jakaś nadzieja, ale przyzywa demona z podziwu godnym skretynieniem. W oryginale bohaterowie po prostu nieopatrznie puścili nagranie z taśmy, tutaj blondas ignoruje z dziesięć wyraźnych znaków ostrzegawczych.
Po drugie, film jest tak mechanicznie przewidywalny, że aż boli. Zamiast strzelby mamy cały arsenał Czechowa - każdy element fabuły jest wyraźnie sygnalizowany z dużym wyprzedzeniem. Poza tym zirytowało mnie dorzucenie psa. Od razu oczywiście wiadomo, co go czeka, żebyśmy nie mieli wątpliwości jaki to mroczny i poważny horror oglądamy.
Krwawe efekty specjalne są co prawda doskonałe, ale przez ich nagromadzenie film przeradza się momentami w aktorską wersję Happy Tree Friends. Zwłaszcza w przypadku jednego z bohaterów. Następnym razem zamierzam wychylić kielicha za każdym razem, gdy coś zostanie w niego wbite/zostanie czymś uderzony. O ile w ogóle zdecyduję się kiedyś na kolejny seans.
Wbrew hasłu reklamowemu, film nawet nie próbuje budzić grozy. Zabawny, jak wiadomo, tez nie. Gdyby nie hektolitry krwi, w ogóle nie byłby jakikolwiek.
Aha, twórcy zapowiadali, że specjalnie nie umieścili w filmie Asha. Poprawka, jest tu ich aż dwóch: Ash z jedynki i Ash z dwójki. Po prostu inaczej się nazywają, a ten drugi ma dla niepoznaki cycki.
Z pozytywów - finałowa konfrontacja była niezła, dobrze, że nie zerżnęli zakończenia z filmu Raimiego. Zdjęcia i muzyka też ładne. I tyle, jeśli chodzi o plusy.
4/10, bo najwyraźniej jestem dziś hojny, skoro zmarnowałem na to dwie dychy.
Po pierwsze, bohaterowie są irytujący i antypatyczni nawet jak na standardy amerykańskiego horroru. Histeryzująca ćpunka, jej brat niemota, apodyktyczna pielęgniarka... Blondyna przeszkadza najmniej, bo osobowości nie posiada w ogóle. Dla Pucci'ego byłaby jakaś nadzieja, ale przyzywa demona z podziwu godnym skretynieniem. W oryginale bohaterowie po prostu nieopatrznie puścili nagranie z taśmy, tutaj blondas ignoruje z dziesięć wyraźnych znaków ostrzegawczych.
Po drugie, film jest tak mechanicznie przewidywalny, że aż boli. Zamiast strzelby mamy cały arsenał Czechowa - każdy element fabuły jest wyraźnie sygnalizowany z dużym wyprzedzeniem. Poza tym zirytowało mnie dorzucenie psa. Od razu oczywiście wiadomo, co go czeka, żebyśmy nie mieli wątpliwości jaki to mroczny i poważny horror oglądamy.
Krwawe efekty specjalne są co prawda doskonałe, ale przez ich nagromadzenie film przeradza się momentami w aktorską wersję Happy Tree Friends. Zwłaszcza w przypadku jednego z bohaterów. Następnym razem zamierzam wychylić kielicha za każdym razem, gdy coś zostanie w niego wbite/zostanie czymś uderzony. O ile w ogóle zdecyduję się kiedyś na kolejny seans.
Wbrew hasłu reklamowemu, film nawet nie próbuje budzić grozy. Zabawny, jak wiadomo, tez nie. Gdyby nie hektolitry krwi, w ogóle nie byłby jakikolwiek.
Aha, twórcy zapowiadali, że specjalnie nie umieścili w filmie Asha. Poprawka, jest tu ich aż dwóch: Ash z jedynki i Ash z dwójki. Po prostu inaczej się nazywają, a ten drugi ma dla niepoznaki cycki.
Z pozytywów - finałowa konfrontacja była niezła, dobrze, że nie zerżnęli zakończenia z filmu Raimiego. Zdjęcia i muzyka też ładne. I tyle, jeśli chodzi o plusy.
4/10, bo najwyraźniej jestem dziś hojny, skoro zmarnowałem na to dwie dychy.
06-04-2013, 23:55





