Boyhood działa częściej między wierszami niż w scenach które w zamierzeniu miały być kluczowe.
Te momenty dorastania, potencjalnie najważniejsze momenty młodości - w większości wypadły niezbyt przekonywująco.
Stąd moim zdaniem film udał się tylko połowicznie.
Widziałem tysiąc razy lepiej pokazywany temat zakochiwania się, tysiąc razy lepiej pokazany motyw rozstania, znęcania się w szkole, alkoholizmu, właściwie wszystkiego co ten film pokazuje.
Boyhood opowiada o stopniowym obdzieraniu ze złudzeń, "odczarowywaniu" spojrzenia na świat i przyzwyczajaniu się do codziennej szarości.
Nie pomaga tu jednak mało pomysłowa i mało kreatywna reżyseria kluczowych scen z życia, ani niezbyt charyzmatyczny i przeciętnie zagrany główny bohater.
Te momenty dorastania, potencjalnie najważniejsze momenty młodości - w większości wypadły niezbyt przekonywująco.
Stąd moim zdaniem film udał się tylko połowicznie.
Widziałem tysiąc razy lepiej pokazywany temat zakochiwania się, tysiąc razy lepiej pokazany motyw rozstania, znęcania się w szkole, alkoholizmu, właściwie wszystkiego co ten film pokazuje.
Boyhood opowiada o stopniowym obdzieraniu ze złudzeń, "odczarowywaniu" spojrzenia na świat i przyzwyczajaniu się do codziennej szarości.
Nie pomaga tu jednak mało pomysłowa i mało kreatywna reżyseria kluczowych scen z życia, ani niezbyt charyzmatyczny i przeciętnie zagrany główny bohater.
30-12-2014, 01:12





