desjudi napisał(a):Ale czy nie o bezcelowość chodzi w Boyhood? Albo inaczej - czy konstatacja o bezcelowości i przypadkowości nie jest wystarczającym celem? To jest konkretna droga i dziwię się, że jej nie zobaczyliście. Nie jest to wydumana interpretacja, a dość czytelny przekaz i cholernie daleki od filozoficznych rozkmin albo intelektualnych szpagatów takiego Gusa van Santa. Na pewno nic wielce odkrywczego, ale z drugiej strony właśnie w taki sposób powinno się mówić o najprostszych sprawach. Linklater zawsze tak robił.
Nie wiem czy się w ogóle dogadamy, bo "ostentacyjne wspomnienia, od których rzygać się chce" to lata świetlne od moich odczuć, które idą w kierunku totalnej bezpretensjonalności w ukazaniu fragmentu życia, bez przegadania, bez nadawania jakichś sensów (o tym jest fajna rozmowa przed koncertem).
Ja to zauważyłem, ale to nie zmienia faktu, że - moim skromnym - to w tym filmie po prostu nie działa. W skrajnych przypadkach bezcelowość może być celem, ale nie rozumiem, dlaczego całe 12 lat życia miało by być bezcelowe. Jak patrzę na swoje doświadczenia z tamtych lat, to wcale ich tak nie odbieram. Problemem jest zresztą bohater, który ma mniej charakteru niż pick-up, którym jeździ w ostatniej części filmu, i na wszystko reaguje tak samo. Przeprowadzka i zostawienie kumpli? Wyjebane. Dziewczyna? Wyjebane. Rozwód matki? Wyjebane. I ja niby wiem, że Linklater chciał pokazać sceny pomiędzy najważniejszymi momentami życia, a nie same najważniejsze momenty, ale to doprowadza do skrajnej, nieprzeniknionej nudy, która ten film ogarnia.
Mówiąc o "ostentacyjnych wspomnieniach" mam na myśli te landmarki, wpychane w fabułę zupełnie bez celu. Każdy rok musi mieć swój leitmotiv - od Britney, przez Pottera, po Obamę. Dla mnie to właśnie jest szczyt pretensjonalności, bo niby Linklater chce być tak bardzo uniwersalny, ale wszędzie upycha odniesienia do konkretnych momentów z historii polityki i popkultury.
Cytat:Scena z Potterem trwa z 20 sekund i obrazuje tylko jedną z fascynacji głównego bohatera w konkretnym miejscu i czasie.
Problem właśnie w tym, że ta scena nie obrazuje fascynacji. Bohater idzie na promocję w stroju czarodzieja, kupuje książkę i koniec. Równie dobrze mógłby stać w kolejce po dżem.
Cytat:Nie wiem jak mozna z niej wyciągać wnioski odnośnie całego filmu, a nie zwrócić odrobiny uwagi na słowa padające z ust Hawke'a czy ewolucję głównego bohatera, jego sposobu na zycie i tego jak życie jego/ich kształtuje
Tu nie chodzi o to, że z tej sceny wyciągam wnioski - po prostu ta scena jak dla mnie najlepiej podsumowuje ten film :).
Jeśli chodzi o ewolucję bohatera i jego sposobu na życie - no właśnie, jaką ewolucję? Bohater od początku do końca nie ma ani sposobu na życie, ani konkretnego pomysłu, nic go właściwie nie jara. Nie zauważyłem też, żeby życie go specjalnie kształtowało, bo po prostu się przez nie prześlizguje.
"to że gej sobie nie może wziąć ślubu to jest sprawa kościoła" - vast
30-12-2014, 08:26





