Gdybyście kazali mi ocenić Boyhood na poziomie pojedynczych elementów, powiedzieć na ile ciekawą to opowiada historię (a jako takiej tu przecież nie ma) czy też spojrzeć krytycznie na osobowość głównego bohatera, a na całość jak na każdy inny film, to chyba nie byłbym zachwycony. Jest jednak coś, dzięki czemu wiem, że zobaczyłem obraz wyjątkowy - nie chciałem, żeby się skończył. Tak po prostu.
(30-12-2014, 08:26)Motoduf napisał(a): Mówiąc o "ostentacyjnych wspomnieniach" mam na myśli te landmarki, wpychane w fabułę zupełnie bez celu. Każdy rok musi mieć swój leitmotiv - od Britney, przez Pottera, po Obamę. Dla mnie to właśnie jest szczyt pretensjonalności, bo niby Linklater chce być tak bardzo uniwersalny, ale wszędzie upycha odniesienia do konkretnych momentów z historii polityki i popkultury.Nie zgadzam się absolutnie! To znaczy tak, jasne, te rzeczy niby są po to, by widz miał odniesienie dla czasu w którym toczy się akcja, ale wyobraź sobie, że ktoś kręci twoje życie, by zmontować z tego potem film dokumentalny - naprawdę nie byłoby tam miejsca dla tego, co cię w danym czasie interesowało? Czego słuchałeś, oglądałeś, co czytałeś? Dla mnie to było przeurocze, a mała tańcząca i śpiewająca "Ooops!..." Spears mnie rozczuliła, bo pamiętam jak dzisiaj gdy widziałem ten teledysk po raz pierwszy :)
07-01-2015, 23:47 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08-01-2015, 00:01 przez Mierzwiak.)





