a widzisz, ja pochłanąłem go po raz drugi, bez popitki, z czystą przyjemnością i znowu z poczuciem najbardziej bezpretensjonalnego kina ostatnich lat. Ktto wie, może perspektywa ojcowsko-bliższaczterdziestce gra ważną rolę. Teoretycznie mógłbym wejść w polemikę z Motodufem i Crovem, ale mi się zwyczajnie nie chce. Nie dlatego, że ich argumenty uważam za niegodne, bo wiele mądrego mówią, ale po prostu chodzi o emocje i życiowe doświadczenie, które Boyhood w jakiś osobliwy, mocno subiektywny sposób, przywołuje. I to cenię i dlatego z ich oceną nie zgadzam się w żaden sposób.
Świetny, niegłupi kawałek wartościowego kina.
Świetny, niegłupi kawałek wartościowego kina.
09-01-2015, 23:27 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2015, 23:31 przez desjudi.)





