Ciekawa sprawa z tym Inarritu. Najpierw zrobił trzy takie same dramy, z których niewiele pamiętam poza tym, że były w miarę zgrabnie splecionymi smętami. I nagle się okazuje, że gość ma talent do fajnego "efekciarstwa", którego w ogóle nie było w pierwszych trzech filmach. Biutiful nie widziałem. Na pewno ta dosyć drastyczna stylistyczna zmiana to zasługa Lubezkiego, ale tak czy inaczej nieźle się dobrali. Nadal bardziej lubię Cuarona, ale oby się sprawiedliwie dzielili Lubezkim i jeszcze kilka fajnych filmów zrobią. Wygląda na to, że trzech Meksykanów może zdominować pewien rodzaj kina. Byle nie przesadzali z poważnymi tematami.
17-07-2015, 22:54





