Nie pamiętam, kiedy ostatni raz wystawiłem dyszkę nowemu filmowi (chyba Avengers 1, ale z biegiem czasu zmieniłem na 9), ale here we are, 10.
Przeurocza laurka dla muzyki, kina, dla nowoczesnej sztuki w ogóle, wpleciona w fantastyczny wątek miłosny, prosty i raczej nieskomplikowany, ale jednocześnie pokazujący go ze wszystkich najważniejszych stron. I przy tym wszystkim unikający typowych dla takich light-hearted opowiastek schematów, co dobitnie pokazuje finał, jak to Galadh określił sweetest gut-punch ever. Siłuj się z tą wielką gulą w gardle, widzu.
Aktorsko wiadomo, bez zarzutu, to chyba najlepszy film z duetem Emma/Gosling. Ale prawdziwą wisienką na szczycie tortu jest po prostu idealna warstwa wizualno-dźwiękowa, dopracowana z dokładnością do nanosekundy, każdej wartości RGB i częstotliwości fali dźwiękowej. Uczta dla zmysłów i nowy benchmark dla telewizorów. ;)
Więc tak, film podobał mi się. 10/10. Nie będzie nic lepszego w tym roku, mam nadzieję że zgarnie wszystkie nagrody na jakie zasługuje.
Przeurocza laurka dla muzyki, kina, dla nowoczesnej sztuki w ogóle, wpleciona w fantastyczny wątek miłosny, prosty i raczej nieskomplikowany, ale jednocześnie pokazujący go ze wszystkich najważniejszych stron. I przy tym wszystkim unikający typowych dla takich light-hearted opowiastek schematów, co dobitnie pokazuje finał, jak to Galadh określił sweetest gut-punch ever. Siłuj się z tą wielką gulą w gardle, widzu.
Aktorsko wiadomo, bez zarzutu, to chyba najlepszy film z duetem Emma/Gosling. Ale prawdziwą wisienką na szczycie tortu jest po prostu idealna warstwa wizualno-dźwiękowa, dopracowana z dokładnością do nanosekundy, każdej wartości RGB i częstotliwości fali dźwiękowej. Uczta dla zmysłów i nowy benchmark dla telewizorów. ;)
Więc tak, film podobał mi się. 10/10. Nie będzie nic lepszego w tym roku, mam nadzieję że zgarnie wszystkie nagrody na jakie zasługuje.
08-01-2017, 14:28






