Znakomity film, który umacnia pozycję dwójki bohaterów - Damiana Chazelle i Ryana Goslinga.
Ten pierwszy pokazał, że warto na niego stawiać, ponieważ po znakomitym "Whiplashu" stworzył kolejne interesujące dzieło, które zachwyca właściwie wszystkim : techniczną perfekcją(choreografia, aranżacje, montaż, praca kamery), błyskotliwością w żonglowaniu konwencjami i estetykami oraz przede wszystkim odwagą. Autor "La La Land" nie bał się bowiem wpleść w Oscarowe widowisko słodko-gorzkiego posmaku, subtelnie podważającego filozofię standardów hollywoodzkiej rozrywki do której się odwołuje. Kunszt reżysera widać również w odpowiednim wyważeniu efektowności i efektywności. Nawet najbardziej widowiskowe sceny mają w sobie dostrzegalną elegancję, przeciwstawiającą się cyrkowym zapędom wielu podobnych gatunkowo pozycji.
I to prawda, że Emma Stone zagrała znakomicie, natomiast mi jeszcze milej oglądało się na ekranie popisy Goslinga. Pomijając talenty wokalno-taneczne, mój ulubiony kanadyjski goguś(zaraz po Bieberze*) znowu pokazuje swój ogromny potencjał komediowy. Jakieś przebłyski komiczne przejawiał w "Lars and the real Girl"(ale tam to było aktorstwo komediowe bardziej w stylistyce adultswimowej) i "Crazy, Stupid, Love", ale dopiero w "NIce Guys" i "La, La, Land" nasz blondasek stał się komediantem z prawdziwego zdarzenia. I (co cieszy najbardziej) takim w klasycznym rozumieniu, parającego się, konserwatywnymi w dzisiejszych czasach, slapstickowymi aktywnościami i uroczo złośliwymi przekomarzankami.
*ranking może się zmienić jeśli Bieber pójdzie w ślady innego Justina i nagra dobrą płytę, albo Cronenberg wróci do robienia dobrych filmów
** plakaty w pokoju Emmy - "The Killers"(1946) - fajny film
Ten pierwszy pokazał, że warto na niego stawiać, ponieważ po znakomitym "Whiplashu" stworzył kolejne interesujące dzieło, które zachwyca właściwie wszystkim : techniczną perfekcją(choreografia, aranżacje, montaż, praca kamery), błyskotliwością w żonglowaniu konwencjami i estetykami oraz przede wszystkim odwagą. Autor "La La Land" nie bał się bowiem wpleść w Oscarowe widowisko słodko-gorzkiego posmaku, subtelnie podważającego filozofię standardów hollywoodzkiej rozrywki do której się odwołuje. Kunszt reżysera widać również w odpowiednim wyważeniu efektowności i efektywności. Nawet najbardziej widowiskowe sceny mają w sobie dostrzegalną elegancję, przeciwstawiającą się cyrkowym zapędom wielu podobnych gatunkowo pozycji.
I to prawda, że Emma Stone zagrała znakomicie, natomiast mi jeszcze milej oglądało się na ekranie popisy Goslinga. Pomijając talenty wokalno-taneczne, mój ulubiony kanadyjski goguś(zaraz po Bieberze*) znowu pokazuje swój ogromny potencjał komediowy. Jakieś przebłyski komiczne przejawiał w "Lars and the real Girl"(ale tam to było aktorstwo komediowe bardziej w stylistyce adultswimowej) i "Crazy, Stupid, Love", ale dopiero w "NIce Guys" i "La, La, Land" nasz blondasek stał się komediantem z prawdziwego zdarzenia. I (co cieszy najbardziej) takim w klasycznym rozumieniu, parającego się, konserwatywnymi w dzisiejszych czasach, slapstickowymi aktywnościami i uroczo złośliwymi przekomarzankami.
*ranking może się zmienić jeśli Bieber pójdzie w ślady innego Justina i nagra dobrą płytę, albo Cronenberg wróci do robienia dobrych filmów
** plakaty w pokoju Emmy - "The Killers"(1946) - fajny film
17-01-2017, 11:14





