Przyznam się szczerze, że poza kilkoma wyjątkami nigdy nie byłem fanem musicali. Ponieważ jednak wszyscy wokół dosłownie zwariowali na punkcie tej produkcji, zbiera ona wszystkie możliwe nagrody filmowe i wyrosła na oscarowego pewniaka wypadało ją obejrzeć i przekonać się, czy faktycznie jest ona aż tak dobra.
I wiecie co? Absolutnie nie żałuję, że zdecydowałem się na seans, ponieważ "La La Land" mi się bardzo podobał!
Jasne! Można się czepiać, że fabuła jest, delikatnie rzecz biorąc niespecjalnie oryginalna i była wykorzystana jakieś, lekko licząc, milion razy jednak jeśli mam być szczery to jest w tej chwili bez znaczenia.
Liczy się bowiem ogólne wrażenie a to jest jak najbardziej pozytywne! Dostałem bowiem bardzo dobra produkcję, która, czego nie będę ukrywał, przemówiła do mojego wewnętrznego marzyciela i romantyka głęboko ukrytego pod maską zgorzkniałego cynika-nihilisty.
Ponadto całość jest znakomicie zrealizowana, opowiedziana z wdziękiem, świeżością i energią a przede wszystkim nie da się zaprzeczyć temu, iż wywołuje autentyczne emocje oraz posiada niemalże magiczny nastrój. Ewidentnie widać, że film powstał z miłości do kina czemu niejednokrotnie daje wyraz.
Powinienem dodać, że Emma Stone jest przeurocza a z Ryanem Goslingiem łączy ją nieprawdopodobna ekranowa chemia, ale to akurat wiedziałem przed seansem choćby z ich wspólnego występu w rewelacyjnym "Crazy Stupid Love"
Podsumowując. Choć osobiście wolałbym zwycięstwo "Arrival" czy "Manchester By The Sea" (Nie mówiąc już o niesprawiedliwie pominiętych "Nocnych Zwierzętach" Toma Forda) jednak nie będę zaskoczony ani specjalnie zawiedziony jeśli film Damiena Chazelle zgodnie z przewidywaniami rozbije bank podczas oscarowej gali!
I wiecie co? Absolutnie nie żałuję, że zdecydowałem się na seans, ponieważ "La La Land" mi się bardzo podobał!
Jasne! Można się czepiać, że fabuła jest, delikatnie rzecz biorąc niespecjalnie oryginalna i była wykorzystana jakieś, lekko licząc, milion razy jednak jeśli mam być szczery to jest w tej chwili bez znaczenia.
Liczy się bowiem ogólne wrażenie a to jest jak najbardziej pozytywne! Dostałem bowiem bardzo dobra produkcję, która, czego nie będę ukrywał, przemówiła do mojego wewnętrznego marzyciela i romantyka głęboko ukrytego pod maską zgorzkniałego cynika-nihilisty.
Ponadto całość jest znakomicie zrealizowana, opowiedziana z wdziękiem, świeżością i energią a przede wszystkim nie da się zaprzeczyć temu, iż wywołuje autentyczne emocje oraz posiada niemalże magiczny nastrój. Ewidentnie widać, że film powstał z miłości do kina czemu niejednokrotnie daje wyraz.
Powinienem dodać, że Emma Stone jest przeurocza a z Ryanem Goslingiem łączy ją nieprawdopodobna ekranowa chemia, ale to akurat wiedziałem przed seansem choćby z ich wspólnego występu w rewelacyjnym "Crazy Stupid Love"
Podsumowując. Choć osobiście wolałbym zwycięstwo "Arrival" czy "Manchester By The Sea" (Nie mówiąc już o niesprawiedliwie pominiętych "Nocnych Zwierzętach" Toma Forda) jednak nie będę zaskoczony ani specjalnie zawiedziony jeśli film Damiena Chazelle zgodnie z przewidywaniami rozbije bank podczas oscarowej gali!
Najlepszy film 2021: Titane
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
Najlepszy film 2020: Pewnego razu w Hollywood
Najlepszy film 2019: Parasite
Najlepszy film 2018: Suspiria
15-02-2017, 02:54





