Mnie tam zdecydowanie bardziej podobało się niż Mierzwiakowi, choć z częścią zarzutów muszę się zgodzić. Żarty i przemoc faktycznie wydają się momentami wciśnięte na siłę i chyba mamy tu do czynienia z podobnym przypadkiem jak żarty o pierdzeniu w The Orville. Ennis, tak jak MacFarlane, to określona marka i od czasu do czasu twórcy serialu najwyraźniej czują przymus zaspokojenia oczekiwań związanych z tą marką.
Wątek Maeve faktycznie zmierza donikąd i na dodatek jest strasznie przewidywalny. Po kilku pierwszych scenach z nią stanowczo stwierdziłem:Niestety słabym elementem jest również Hughie, choć Meg Ryan Jr stara się jak może. Konkretnie jego relacja ze Starlight jest męcząco słitaśna, poza tym ile czasu mija w serialu od śmierci Robin... tydzień? Łatwość z jaką zapomina o niej stawia naszego w zamierzeniu sympatycznego bohatera w nieszczególnie korzystnym świetle.
Oczywiście najlepszy jest Homelander. Fantastycznie napisana i zagrana postać, gość jest zarazem przerażający i zabawny, a każda scena z nim przykuwa uwagę i jednocześnie budzi dyskomfort. Starr odwala tu chyba rolę życia. Gdybym nie sprawdził na Wiki, też nie poznałbym w naszym super złoczyńcy super ruchacza Hooda.
Poza tym dobrze ogląda się też Deepa. W pewnym momencie trudno nie zacząć trochę współczuć temu skończonemu dupkowi, patrząc jak życie wymierza mu kolejne razy - zwłaszcza gdy chce dobrze.
Urban jest fajny, ale jednak gra na jednej nucie. Mimo wszystko finał pierwszego sezonu zdaje się obiecywać interesujące kierunki rozwoju tej postaci.
Właśnie, czy ostatnia scena oznacza, że Butcherowa
Wątek Maeve faktycznie zmierza donikąd i na dodatek jest strasznie przewidywalny. Po kilku pierwszych scenach z nią stanowczo stwierdziłem:Niestety słabym elementem jest również Hughie, choć Meg Ryan Jr stara się jak może. Konkretnie jego relacja ze Starlight jest męcząco słitaśna, poza tym ile czasu mija w serialu od śmierci Robin... tydzień? Łatwość z jaką zapomina o niej stawia naszego w zamierzeniu sympatycznego bohatera w nieszczególnie korzystnym świetle.
Oczywiście najlepszy jest Homelander. Fantastycznie napisana i zagrana postać, gość jest zarazem przerażający i zabawny, a każda scena z nim przykuwa uwagę i jednocześnie budzi dyskomfort. Starr odwala tu chyba rolę życia. Gdybym nie sprawdził na Wiki, też nie poznałbym w naszym super złoczyńcy super ruchacza Hooda.
Poza tym dobrze ogląda się też Deepa. W pewnym momencie trudno nie zacząć trochę współczuć temu skończonemu dupkowi, patrząc jak życie wymierza mu kolejne razy - zwłaszcza gdy chce dobrze.
Urban jest fajny, ale jednak gra na jednej nucie. Mimo wszystko finał pierwszego sezonu zdaje się obiecywać interesujące kierunki rozwoju tej postaci.
Właśnie, czy ostatnia scena oznacza, że Butcherowa
29-07-2019, 22:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-07-2019, 22:52 przez Paszczak.)
Spoiler




