Zacznijmy od tego, że nie lubię musicali, obejrzałem, bo żona znazlazła pod choinką. Z początku za dużo sekwencji śpiewano-tanecznych jak dla mnie - kompletnie się wyłączałem przy nich. Później się trochę uspokoiło i od razu było lepiej. Największym plusem są chyba zdjęcia, drugim plusem jest Emma Stone, z tym że jednak z grzywką jej bardziej do twarzy :P (choć to może tylko kwestia mojego zboczenia na tym punkcie?) Sama historyjka mocno banalna, ale przyznam, że końcówka nawet poruszająca.
Za sprawą zdjęć, formatu i żywych kolorów film ma taki retro-feel (co było dla mnie sporym plusem), że aż człowiekowi zgrzyta jak w nim widzi komórki i inne elementy typowo współczesne.
Trudno mi oceniać takie filmy, bo moja standardowa skala nie jest do nich przystosowana :P Nie wiem, może 6/10? Dobra, niech będzie naciągane 7.
Ja tam widziałem koszmarny wręcz banding na ścianach i innych jednolitych powierzchniach, szczególnie gdy było coś czerwonego, ale nie tylko. W przypadku filmu z takimi zdjęciami, takie rzeczy bolą bardziej niż zwykle.
Za sprawą zdjęć, formatu i żywych kolorów film ma taki retro-feel (co było dla mnie sporym plusem), że aż człowiekowi zgrzyta jak w nim widzi komórki i inne elementy typowo współczesne.
Trudno mi oceniać takie filmy, bo moja standardowa skala nie jest do nich przystosowana :P Nie wiem, może 6/10? Dobra, niech będzie naciągane 7.
Cytat:Mam pytanie o wydanie blu Monolithu. Wszystko ok, poza tym, że wywalili dodatki?
Ja tam widziałem koszmarny wręcz banding na ścianach i innych jednolitych powierzchniach, szczególnie gdy było coś czerwonego, ale nie tylko. W przypadku filmu z takimi zdjęciami, takie rzeczy bolą bardziej niż zwykle.
31-12-2019, 12:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31-12-2019, 13:01 przez Gieferg.)





