-- Laozi
26-10-2015, 15:19
|
Bone Tomahawk (2015) reż. S. Craig Zahler
|
|
Piękny film... po części to taki Descent osadzony na dzikim zachodzie. Wszystko tu żyje i bije z ekranu taką prawdziwością, że można by z tego zrobić serial tylko o samym miasteczku >> zabitej dechami dziurze żyjącej wyrytymi prawami na odznace Kurta Russela. Koleś idealnie pasuje do westernu i czuje ten klimat. Wrzucając w to wszystko plemię zdziczałych Kanibalów podkręca śrubę na maksa , która eksploduje w ostatnich czterdziestu minutach i nie da zapomnieć o tej rzeźni na długo po seansie. Mocne 8/10
27-10-2015, 23:16 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-10-2015, 20:19 przez Predator895.)
Bardzo podobały mi się sceny akcji, były szybkie, surowe i brutalne. Inne. Mam natomiast duży problem z tym co miało miejsce pomiędzy nimi. Z jednej strony był mężuś porwanej który zajmował się głównie stękaniem z powodu bolącej nogi i ja po pewnym czasie nie mogłem już tego słuchać ani na to patrzeć a z drugiej strony był zastępca szeryfa, przygłup który sprawiał wrażenie że jego IQ jest niższe niż wiek a morda mu się niestety nie zamykała. W konsekwencji więc przez większość filmu wyczekiwałem momentu aż ci dwaj panowie dostaną od indian płonącą strzałą w krtań.
Bardzo podobał mi się szeryf oraz John Brooder i gdyby ten film oprzeć na tych dwóch a zastępce szeryfa i mężusia wyciąć po paru-parunastu minutach filmu, to byłby on dużo lepszy. Twardość i uczciwość Szeryfa kontra twardość i bezwazględność Broodera i wszelkie związane z tym rozterki. "Szykowanie posiłku" w grocie przez indian było boskie. Chyba w żadnym innym filmie nie odniosłem takiego wrażenia jak tu, że człowiek jest dla nich niczym . Normalnie jak spotkanie pozaziemskiej cywilizacji, która nie tyle nie rozumie pewnych rzeczy które dla ludzi są oczywiste, co po prostu nawet nie wie o ich istnieniu i istnienia ich nawet nie podejrzewa. Film genialnych scen w dużej mierze zdewastowany przez dwie pokraki. 30-10-2015, 16:32
Intrygujący film. Klimat niepokoju i sposób budowania napięcia przypominał mi trochę True Detective, a przedstawienie westernowej wioski na zadupiu Lonesome Dove. Kurt Russell za którym średnio przepadam (zaraz posypią się gromy :D ) tutaj był naprawdę dobry.
Bone Tomahawk mógł być wybitny mimo swojej campowości i niskiego budżetu - swoją drogą szacun, że za tyle udało im się nakręcić coś tak efektownego od strony wizualnej - niestety finał jest nieco zbyt krótki i ze zbyt małym przytupem, a i stronę dramatyczną, relacje między postaciami i payoff można było jeszcze trochę podbić. Po zakończeniu seansu coś mi zgrzytało, chyba delikatny brak spójności i puenta nie łącząca wszystkiego w jedną całość. No ale to już czepialstwo, po prostu podobnie jak przy True Detective myślę, że można było pojechać jeszcze dalej po bandzie, wycisnąć więcej soku, a pod kątem strony emocjonalnej i chemii między postaciami ten film nie umywa się do Lonesome Dove. Mimo wszystko solidne kino z powiewem świeżości, mocne i ze świetnym motywem indian - troglodytów. Wejście do ich jaskini przyprawiało o lekkie dreszcze. Na plus aktorstwo, dialogi i barwne postacie, zdecydowanie klimat i budowanie napięcia. 8-/10 30-10-2015, 18:44
Czytam pozytywne opinie i oczom nie wierzę.
Film w którym nic się nie dzieje, a nawet jak się dzieje, to nakręcone jest to tak nieudolnie, że idzie usnąć (co mi się zdarzyło; dokończyłem to dzisiaj rano). Nie ma nic złego w filmach, w których nic się nie dzieje, ale budować napięcie i klimat też trzeba umieć, a do tego przydałoby się mieć jeszcze bohaterów, którzy przykują do ekranu. Tutaj takich nie ma, a za zmarnowanie okazji z posiadania w obsadzie takich talentów jak Russell czy Wilson należy się twórcy tej padaki rozpołowienie od krocza. Swoją drogą ten film powinien nosić tytuł "O'Dwyer's Leg", bo wszystko tu toczy się wokół tej nieszczęsnej nogi, która ciągle boli, jest obijana, ciągnięta, oglądana i opatrywana. Nie wiem czy to kwestia budżetu czy bezmózgowia scenarzysty, ale fakt że na tę wyprawę zamiast dwudziestu chłopa ze strzelbami ruszają tylko cztery osoby, w tym koleś ze złamaną nogą i dziadek, uważam że absolutną komedię i facepalm roku. 1/10 16-11-2015, 11:13
Mierzwiak, może zamiast spać na tym genialnym filmie, oglądałbyś odrobinę uważniej? Bo gdybyś oglądał uważnie, wiedziałbyś czemu tylko 4 wyruszyło. Podpowiedź: bo inni nie chcieli. Jak na miasteczko liczące ledwo 300 luda, to i tak sukces.
16-11-2015, 11:20
OK.
Co nie zmienia faktu, że usypiałem, bo film nie ma nic do zaoferowania w: - warstwie westernu - warstwie horroru - warstwie horroru w stylistyce westernu (przecież to samograj! chociaż właśnie się przekonałem, że nie) Już wolałbym jakieś Hills Have Eyes 8, gdzie banda zdebilałych nastolatków walczy o życie. Tam chociaż są jakieś emocje (nawet jeśli negatywne), coś się dzieje, scenariusz roi się od klisz, tam jest... COKOLWIEK! Dostałem 120- 16-11-2015, 11:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-11-2015, 11:30 przez Mierzwiak.) (16-11-2015, 11:13)Mierzwiak napisał(a): Film w którym nic się nie dzieje, a nawet jak się dzieje, to nakręcone jest to tak nieudolnie, że idzie usnąć (co mi się zdarzyło; dokończyłem to dzisiaj rano). Nie wiem jak ktokolwiek mógł usnąć od momentu dotarcia do jaskini oraz na wszystkich scenach które się rozgrywały w środku. Na przykład - jeżeli ktoś uważa że ta scena nie posiada napięcia i można na niej usnąć... Cóż, można tylko życzyć szybkiej śmierci :) :) :) 16-11-2015, 13:35
Chciałem napisać coś na temat związku między odczuwaniem napięcia a zaangażowanie w fabułę i bohaterów, ale sobie daruję :)
16-11-2015, 14:24
eeee... dla mnie to jednak ciągle męski western, żaden tam horror.
charakterystyczne, mocno rysowane postaci, klimat zmagania się z nemezis, nie najgorsze dialogi. oczywiście niektóre zagrania zbyt sztampowe, i niektóre elementy fabuły zbyt wymyślne. niektórym (nie mnie) snucie się po prerii może się dłużyć. ale mimo to ciągle mamy dobry film na wieczór w piwem w ręku
tak że o.
10-12-2015, 12:44
Nie no sorry, ale to jest mocno "polski western" - bieda wyziera z każdego kadru, bohaterowie gadają, jadą, gadają, idą, gadają i w sumie nic z tego nie wynika, a na końcu film zmienia się w komedię. Tak, jest dwójka spoko bohaterów (reszta niestety, ale irytuje, na czele z miejscowym głupkiem, który nie wiem jak zastępcą został), jest kilka fajnych scen i dialogów, ale jako całość to jest głupie po prostu, ślamazarne i niezbyt angażujące. No i, jak pisałem, niezamierzenie śmieszne. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć fakt, że kaleka rozpierdala wszystkich (chcę w ogóle wiedzieć, jak on się dostał do tej jaskini - wleciał?). Absolutna przeciętność.
5 / 10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 03-01-2016, 02:05 (03-01-2016, 02:05)Mefisto napisał(a): Nie no sorry, ale to jest mocno "polski western" - bieda wyziera z każdego kadru, bohaterowie gadają, jadą, gadają, idą, gadają i w sumie nic z tego nie wynika, a na końcu film zmienia się w komedię. Zabawne :) bo właśnie przez przypadek zrecenzowałeś Nienawistną 8mkę ;) 03-01-2016, 02:19 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03-01-2016, 02:19 przez Predator895.)
możliwe, jednak u QT zawsze czuć w powietrzu ten pastisz i zabawę materiałem - tutaj mamy wszystko na mega serio i nagle nie mogę przestać się śmiać, bo twórcy nie widzą, że popłynęli za daleko
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings 03-01-2016, 02:24
Przesadzasz BT podobał mi się milion razy bardziej od tego bezsensownego marnotrawstwa kamer , lokacji i muzyki Morricone. QT kompletnie stracił kontrolę nad dozowaniem " pastiszu i zabawy materiałem" jakieś dwa filmy temu :P , co nie wróży za dobrze na przyszłość :P
03-01-2016, 02:33
Spoko film (nieśpieszne tempo, to lubię) z dobrze napisanymi i odegranymi bohaterami (Jack z wiadomego serialu wyjątkowo poza trybem "drewniane aktorstwo"), rewelacyjnie dozowanym napięciem i odrobinę zrąbaną końcówką - zbyt pośpiesznie urwaną i polegająca na bardzo przegiętym motywie
Na deser bardzo dobre dialogi (nienachalny humor - choćby tekst o krowach), sporo krwi (w tym jedna wyjątkowo mocna scena) i wyjątkowo dobry i dobry "zbiorowy" przeciwnik (żadni tam Indianie rodem z Tańczącego z Wilkami, tylko pierwotni, dzicy, zezwierzęceni zwyrole). Polecam - nie jest to wielkie kino, niemniej dostarcza dużo dobrego. 05-07-2016, 02:29 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-07-2016, 02:42 przez Norton.)
Mam jakieś dziwne wrażenia, że przy tym filmie będzie casus takiego "The Witch" - czyli niewiadomoczemu wychwalanego przeciętniaka lub gniota.
Obejrzałem 1/3 i wyłączyłem. Może jutro spróbuję dokończyć. Może.
welcome to prime time bitch!
Kenner, just in case we get killed, I wanted to tell you, you have the biggest dick I've ever seen on a man. 20-11-2016, 02:01
To samo co u Shamara, nie dałem rady, obejrzałem z 30 minut i darowałem sobie, raczej już nie wrócę.
20-11-2016, 21:45
Świetni bohaterowie, wkręcająca podróż... a potem finał w teatralnej, taniej scenerii groty (skąd ci kanibale wzięli takie idealnie proste i gładkie pręty do cel?), z naprawdę rozczarowującymi bad guyami.
Spodziewałem się czegoś bardziej klimatycznego niż kolesie wysmarowani gównem. Gore fajne, ale trochę mi nie współgrało z lekkim tonem całej reszty filmu. W ogóle taki dysonans, kiedy Wilson wycina gwizdek z tchawicy kanibala, a to wszystko jest sprzedane komediowo - WTF, to jest zabawny film w stylu Evil Dead czy "poważny" horror? Sporo tu takich sytuacji, kiedy nie wiem, co twórca właściwie chciał osiągnąć i jaki klimat mi sprzedać. Finał rozczarowujący - może odzywa się we mnie pies Pawłowa, ale liczyłem na "Karla z Die Hard", na coś jeszcze po opuszczeniu jaskini. Pierwsza połowa to znakomity western drogi. Druga to niezbyt udany horrorek. 7/10 09-01-2017, 13:04 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-01-2017, 13:08 przez military.)
Po genialnym Brawl in Cell Block 99 szybko nadrobiłem debiut reżysera i jest dobrze, ale parę rzeczy można zarzucić filmowi. Widać po tych filmach, że reżyser lubi postacie cechujące się skrajną determinacją i koncentracją na celu. Arthur podobnie jak Bradley z Brawl zrobi wszystko żeby ratować swoją żonę i nie poddaje się ani na minute. Cała podróż i dialogi między postaciami to największy atut filmu. Zaskoczył mnie "Jack z Lostów", który wypada najlepiej z całej grupy, ale wszystkie postacie są ciekawe, mają niezłe dialogi i są świetnie zagrane.
Gorzej wypada realizacja i końcówka. Widać biedę budżetową. Zdjęcia i scenografie wyglądają mocno średnio. Zdjęcia są jedynie poprawne. Postacie Indian kanibali było rozczarowujące. Wymazani błotem faceci nie robili wielkiego wrażenia i lepiej wypadał początek gdzie nie pokazywano przeciwników, ale na bardzo dalekim planie. Samo zakończenie też było mało satysfakcjonujące, a przeciwnicy pozbawieni charakteru robiący jako zwykli NPC, których trzeba w pewnym momencie ubić. Mimo tych wad debiut uważam za udany i jest to na pewno wyróżniający się horror pod względem jakości z całego nurtu kanibalistycznego, który reprezentuje w większości słaby poziom na czele z przecenianym gównem jakim jest Cannibal Holocaust. 7/10
www.filmweb.pl/user/Azgaroth_2
27-10-2017, 22:45 |
| Użytkownicy przeglądający ten wątek: |
| 1 gości |