Boyhood (2014)
#21
Obejrzane, powiedziałbym, że lekkie rozczarowanie, ale w sumie Linklatera nie ubóstwiam jak wiele osób na forum, więc nie spodziewałem się cudów. To niestety jeden z filmów, które mają świetny pomysł, ale jakoś szczególnie go nie wykorzystują, dostajemy właściwie tylko to czego domyślamy się po tytule. Problem mam taki, że pokazano zwykłe, szczęśliwe dzieciństwo, a nie jakąś historię dobrą samą w sobie. Jasne, że wyreżyserowane to jest bardzo dobrze, zdarzają się świetne sceny, poza tym trzeba docenić sposób powstawania, ale dla mnie film takie trochę "o niczym". W każdym razie 7/10 dam, to dobry film, który mógł byc dużo, dużo lepszy.

Cytat:Plus nie wiem, może to ja, ale strasznie spokojne to wszystko, niesamowicie grzeczne to całe dojrzewanie
Też tak czułem, wygląda to trochę jak dojrzewanie w wersji, którą można opowiedzieć rodzicom. Dwa sztandarowe tematy dorastania, czyli seks i narkotyki są lewie liźnięte, w najgrzeczniejszy możliwy sposób; nie wiem, pewnie zdarzają się takie dzieciaki, ale kurde można było opowiedzieć historię kogoś trochę ciekawszego i bardziej przebojowego.

Odpowiedz
#22
O w morde, ale rozczarowanie. Nie jarałem się filmem, choc proces jego powstania byl interesujacy, a Linklatera przeciez uwielbiam za serie "Before...", ale kurde.

To film męczący, wlasciwie o niczym, bez żadnego dramatyzmu czy celu w tym, co się dzieje. Tu nie ma żadnej ciekawej historii. Żadnego uroku. Postacie błądzą po ekranie w scenach, które w najlepszym wypadku są nieciekawymi obyczajowymi kliszami, a w najgorszym są dosłownie o niczym. Trudno mówić tutaj o przywiązaniu do kogokolwiek czy zainteresowaniu czymkolwiek, skoro akcja skacze, jest często bardzo rwana, a postacie drugoplanowe są praktycznie nie zarysowane. Co jakis czas byla jakas scena, ze glowny bohater z kimś tam się bujał, a ja dalej nie wiedziałem kto to. Potem nagle miał obiekt westchnień, w następnej scenie już z nią był, a niemal scene poźniej już z nią zerwał.

Ja wiem - życie przeciez takie jest, skaczemy, pamietamy tylko chwile, i w ogole. Ale ja nie potrzebuje ogladac w kinie życia-życia - ja żyje życiem-życiem. Nie mowiac juz o tym, ze są znajomości, które trwają latami od dzieciństwa - nie widze powodu, by tutaj tego nie było. "Życiowość" serii "Before..." była fajna, bo zamykała pewną prawdziwą magię spotkania z obcą osobą płci przeciwnej i pozwalała takie spotkanie podejrzeć. "Boyhood" pokazuje 12 lat z życia bohatera, które jest nieciekawe i niezbyt wyjątkowe.

Tym gorzej, że z czasem bohater zmienia się w sadzącego ostrym nastolatkowym pierdololo, którego nie da się słuchać. Zmienia się w ciecia, na którego szkoda czasu. Najciekawsi przez cały film są Ethan Hawke i Patricia Arquette, ale niestety grają w tym filmie drugie skrzypce.

Zadziwiająco za mało tutaj magii, jak na twórce, który stworzył jedną z najbardziej magicznych trylogii w historii kina, i o ile jeszcze pierwsza połowa idzie całkiem sprawnie, to już druga połowe męczyłem na siłe.

3/10

i to glownie przez sympatie do Linklatera, momenty z Hawkiem i Aqruette, i odważny proces tworzenia. Choc proces powstania tego filmu nic do niego nie dodal moim zdaniem, a juz na pewno nie sprawil, ze lepiej sie rozumie czy czuje dorastajacego dzieciaka. Lepsze filmy robily to lepiej.

Odpowiedz
#23
Kolejna nagroda od krytyków, tym razem tych z Waszyngtonu. Łącznie Boyhood ma już ich 5. Tyle samo dla Linklatera. O jedną więcej ma J.K. Simmons. A Arquette ma cztery. Na razie wygląda jak murowany kandydat do Oscara.

Nasuwa się przy tym jedno pytanie - ten film naprawdę jest taki dobry czy raczej wszyscy nagradzają go za formę i sposób w jaki Linklater go nakręcił? No nic, będzie trza w końcu to obadać.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.

Odpowiedz
#24
Oczywiście, że to drugie: nie od dzisiaj wiadomo, że nagrody można dostać nie tylko za samą jakość filmu, ale za temat jaki ten podejmuje (12 Years a Slave, Crash) albo jako docenienie ogromu przedsięwzięcia jakim było wyprodukowanie filmu (Titanic, Powrót Króla), w tym wypadku mamy do czynienia z tym drugim. Poza tym są ludzie, którym się Boyhood autentycznie podoba, wzrusza ich na maksa i dają mu 10/10. Dużo gorsze filmy dostawały Oscara, ja płakać nie będę, ale radować się też nie mam zamiaru, bo ja bym Boyhooda nawet nie nominował do głównej kategorii.

Odpowiedz
#25
(09-12-2014, 16:13)Pelivaron napisał(a): Nasuwa się przy tym jedno pytanie - ten film naprawdę jest taki dobry czy raczej wszyscy nagradzają go za formę i sposób w jaki Linklater go nakręcił? No nic, będzie trza w końcu to obadać.
Przejrzyj recenzje - w mało której recenzenci się nie rozpływają nad tym, jak film został nakręcony. I rzeczywiscie - to niebywały zabieg, ale problemem - przynajmniej dla mnie - jest to, że on niczego nie dodaje do filmu. Ciekawsze dorastanie nastolatka miałem np. w "Almost Famous" pomimo tego, że bohatera grało dwóch aktorów. Nie widze sensu znęcać się nad tym filmem, ale powiedziałbym nawet, że po obejrzeniu cały zabieg z kręceniem filmu przez 12 lat wydaje mi się zajebiście błachy, zbędny i mało imponujący w kontekście ostatecznego dzieła.

Zgadzam się w całej rozciąglości z recenzją z Red Letter Media wrzuconą powyzej i polecam ją obejrzec.

Odpowiedz
#26
Nie wydaje mi się żeby Boyhood miał duże szanse na statuetkę.

Odpowiedz
#27
To jaki film jest wg Ciebie faworytem? Boyhood wygrał już u 5 kół krytyków.

Odpowiedz
#28
Osobiście liczę na Birdman albo Whiplash.

Odpowiedz
#29
Ale liczysz czy stawiasz? Bo Birdman jasne, ale Whiplash chyba faworytem nie jest, nie?
Ja tam nie mam nic przeciwko nagrodom dla Boyhood. O samym filmie nie chce mi się teraz więcej pisać, ale pomijając jakość filmu to lubię Linklatera i fajnie, gdyby taki niezależny, kameralny film wygrał z dużymi produkcjami. Zresztą poza Birdmanem, wśród filmów, które widziałem nie widzę pozycji zdecydowanie lepszej od Boyhood a przynajmniej takiej, której szczególnie bym żałował w przypadku porażki z filmem Linklatera.


Odpowiedz
#30
100x bardziej wolę zwyciężającego Boyhooda niż The Imitation Game czy Theory of Everything. Niby nie widziałem tych filmów, ale dobrze wiem jaki typ kina prezentują. Jakby jakimś cudem mi się podobały, to wejdę pod stół i wszystko odszczekam ;)

Odpowiedz
#31
Bez sensu zaśmiecamy tutaj zamiast pisać w temacie oscarowym, ale The Imitation Game to tragedia. Do bólu przewidywalny, grzeczny i nijaki. Na szczęście chyba zbyt wielkich szans nie ma w żadnej kategorii.


Odpowiedz
#32
Boyhood zostanie zwycięzcą Globów, może Bafta i Oscarów. To film-wydarzenie, zapadający w pamięć, świetnie grany. Jak pomyślę, że kiedyś wygrywał taki "Artysta" albo "Crash" to jestem teraz pewien, że ten film to faworyt i prawdopodobnie zwycięzca.
I can see your conciliation. I wanna see your conciliation.

Odpowiedz
#33
W końcu obejrzałem.

Te wszystkie negatywne opinie mnie mocno zniechęciły (z opinią Crova i Red Letter Media na czele), ale okazały się nie do końca prawdziwe.

Ten film ma przesłanie. W praktyce zawarte nie w "doniosłych" scenach, tylko między wierszami - w momentach gdzie potencjalnie nic się nie dzieje.
Osią fabularną są rodzice dzieciaków - ich wiara w to że do siebie wrócą i wszystko będzie jak dawniej. Właśnie między wierszami, w ujęciach zwykłego dnia i spojrzeniach można wyczuć coraz większy zawód - obdzieranie z dziecięcych złudzeń. Zmianę perspektywy dziecka do perspektywy pogodzonej z codzienną szarością.

To było naprawdę urzekające i byłem wtedy zaintrygowany. Tam się kryje prawdziwa "magia" tego filmu. Ot, ścieżki rodziców się rozchodzą, a dzieciaki dorastają i powoli zaczynają godzić się z tym że nie wszystko wygląda tak jak by chciały.

Rozumiem jednak zarzuty.
Problem nie jest dla mnie w tym, że jest sporo scen które sugerują że stanie się coś poważnego, a nic się ostatecznie nie dzieje.
Ten film pokazuje przeciętne życie i ta przeciętność do niego pasuje.

Problem w tym że te sceny które miały być magią, centrum tego filmu - sceny pokazujące kluczowe chwile w życiu - nie działają.
Pierwsza dziewczyna, pierwszy alkohol, zawód gdy ojciec nie dotrzymał słowa (choć to było akurat egoistyczne zachowanie syna), pierwszy dzień na uczelni i tak dalej i tak dalej.
One nie mają w sobie kompletnie magii. Częściej tam gdzie nic się nie dzieje ukryta jest wartość filmu, a poza tym w odniesieniach kulturowych i w wątku rodziców - Ethan Hawke i Patricia Arquette grają świetnie i to oni unoszą większość scen. Poza tym są znacznie ciekawszymi ludźmi niż ich dzieciaki.

Jest parę kluczowych scen które zadziałały. Rozmowa Ethana Hawke'a z synem podczas koncertu, albo rozmowa z matką gdy syn ostatecznie odchodzi z domu, a ona mówi że liczyła na więcej.

Spodziewałem się że postać syna będzie mnie irytować, ale nie było tak źle. Jako dzieciak zagrał świetnie, potem był strasznie sztywny - ale może taka miała być postać - a pod koniec wyluzował.
Nie był to występ godny jakiejkolwiek nagrody ani nominacji (nawet biorąc pod uwagę ile lat trwał), ale był w miarę solidny.
A że czasem zlewał obowiązki, albo był zawiedziony gdy ojciec nie zostawił mu auta - nikt nie jest idealny.

No i na koniec, strona eksperymentu. Zmiany głównych bohaterów były ciekawym dodatkiem. Dodawało to realizmu, gdy rodzice naprawdę starzeli się na naszych oczach a dzieciaki dorastały.
Samo z siebie jednak filmu to nie zbuduje.

Koniec końców Boyhood to bardzo dobry film. Ma swoje przesłanie, miejscami ma trochę magii kina - w paru momentach naprawdę odczułem ten moment wychodzenia z dzieciństwa - świetną grę aktorską Ethana Hawke'a i Patricii Arquette.
Nie potrzeba było jakichś wielkich tragedii, przygód, dramatycznych zdarzeń. Ale scenariusz można było urozmaicić. Można było w nim zawrzeć więcej magii.
Dało się tam upchnąć więcej nostalgii, jakoś połączyć muzykę, grę świateł, zdjęcia - tak żeby naprawdę ując te kluczowe momenty życia.

Ode mnie 8+/10

Odpowiedz
#34
Już nie wiem co gorsze: Ida dostająca nagrodę od UE, czy Boyhood, który dla Obamy jest filmem roku ;)

Odpowiedz
#35
Czyżby znów nagrodę dla najlepszego filmu miała wręczyć Michelle? A może tym razem sam Barack się pofatyguje? :D

Odpowiedz
#36
Na obronę Boyhood przypomnę tylko, że ulubionym serialem Obamy jest The Wire a postacią - Omar.

Z filmem mam problem. Rozumiem i zgadzam się z większością zarzutów. Linklater chyba rzeczywiście nie wykorzystał potencjału. Macie rację, że duża część filmu jest za bardzo życiowa, zbyt mało filmowa. Kupuję epizodyczność fabuły. Tak w końcu działają wspomnienia. Kupuję, że są to w większości błahe, codzienne sytuacje. W większości wypełnione są one fajnymi, naturalnymi dialogami. Ale jednak zabrakło trochę emocji, mięsa. Zbyt subtelne to wszystko. A do tego bohater strasznie bierny przez większość czasu. W ogóle gość powinien mieć na imię Whatever. Będą dziwki - ok, spoko, może być. Jakaś dziewczyna się w tobie kocha, wpadaj na imprezę - dobra. Twoja pierwsza prawdziwa miłość cię zdradziła - ok, przyjąłem do wiadomości itp.

Poza tym, mam wrażenie, że czasami fabuła za bardzo skupia się na rodzicach, szczególnie kolejnych ojczymach (kosztem choćby ojca), w dodatku podobnych do siebie. No, ale jest kilka mocnych momentów. Ta rozmowa przed koncertem to niby kolejna "życiowa" scena, ale niesie sporo emocji. Szkoda, że więcej tego nie ma. Sceny w Austin, gadki o wkraczaniu w dorosłość jasne, że pretensjonalne, ale takim się chyba jest w tym wieku i był tu potencjał - też nie wykorzystany no i trochę późno film zaczyna angażować.

Co do formy to mam wrażenie, że jednak proces produkcji filmu jednak dodał coś do jego wartości. Mimo wszystko, czuć było upływający czas. W ogóle mam wrażenie, że czym dalej tym film był lepszy. Tak, jakby każda kolejne scena korzystała z potencjału nagromadzonego do tej pory. Na plus też świetna końcówka. No, ale za późno się ten film rozkręcił.

Aktorsko najbardziej podobał mi się Hawke. Realizacja też na poziomie. Wszystko ładnie wpasowane i bardzo zgrabnie zmontowane.

8/10 chyba mogę dać (tylko dlatego, że były momenty i na 10 i na 6) i nie będę płakał, jak Boyhood zgarnie najważniejsze Oscary. Bardziej z sympatii do Linklatera i kameralnych produkcji niż miłości do filmu.


Odpowiedz
#37
Cytat:Co do formy to mam wrażenie, że jednak proces produkcji filmu jednak dodał coś do jego wartości. Mimo wszystko, czuć było upływający czas.
Aha, a w żadnym filmie zrobionym normalnie, czyli albo z kilkoma aktorami dla jednej postaci, albo charakteryzacją nie da się odczuć upływającego czasu? :) Nikt nie mówi, że to w Boyhoodzie nie zadziałało, bo przecież zadziałało znakomicie, tylko kwestionujemy zasadność, bo według mnie mogło zadziałać znakomicie również bez tak długiej produkcji, no, ale wtedy pasowałoby wymyślić jakąś konkretniejszą fabułę, bo filmu nie możnaby promować właśnie sposobem produkcji.

Odpowiedz
#38
(18-12-2014, 14:24)simek napisał(a):
Cytat:Co do formy to mam wrażenie, że jednak proces produkcji filmu jednak dodał coś do jego wartości. Mimo wszystko, czuć było upływający czas.
Aha, a w żadnym filmie zrobionym normalnie, czyli albo z kilkoma aktorami dla jednej postaci, albo charakteryzacją nie da się odczuć upływającego czasu? :)

Nie, nie da. Od teraz wszystkie filmy należy kręcić w czasie rzeczywistym, żebym uwierzył w upływ czasu.;)

Może użyłem skrótu myślowego, ale oczywiście mam na myśli to, że wydaje mi się (chociaż nie jestem w 100% pewien), że jednak było warto. W tysiącach przypadków robiono to z różnymi aktorami i charakteryzacją i często wychodziło znakomicie, ale nie zawsze aż tak znakomicie. Trochę tak jakby porównywać CGI z efektami praktycznymi. W najgorszym razie taki sposób produkcji umożliwił płynne skoki w czasie. Przy takiej epizodyczności fabuły, nie trzeba się zastanawiać nawet przez ułamek sekundy, czy nowy aktor to ten bohater czy inny, nie trzeba wrzucać plansz "2 lata później" itp. Wszystko naturalnie płynie. Nawet najlepsza charakteryzacja, zawsze pozostaje charakteryzacją, nawet przy tak niewielkich skokach w czasie.

Inna sprawa, że podczas seansu, trudno oddzielić doznania czysto filmowe od, powiedzmy, meta-filmowych. Myśląc, że ojciec się zmienił, myślałem, że Hawke się zmienił, przytył, zdziadział, cokolwiek i zastanawiałem się, w jakich filmach przez te lata go widziałem. No i też miałem poczucie, że taki pomysł reżyser powinien lepiej wykorzystać.

Poza tym, jasne, że promocja się na tym skupia. No, ale taki urok promocji - czegoś się zawsze uczepią, nie ma się co dziwić. Zgadzam się, że za sam fakt kręcenia przez 12 lat nie należą się dodatkowe punkty filmowi. Ale uważam, że w efekcie dodało to jakąś wartość finalnemu produktowi, uczyniło go bardziej autentycznym a przynajmniej rozwiązało spory problem realizatorski.

Na pewno hype byłby mniejszy, gdyby Linklater nakręcił film klasycznie. Nie wiem, czy trzeba by wymyślić konkretniejszą fabułę. Wydaje mi się, że klasycznie Linklater mógłby nakręcić podobną fabułę. Pewnie zostałaby ona chłodniej przyjęta. Może również dlatego, że uciekłaby część tej autentyczności. No, ale bez sensu takie gdybanie. Gość przyjął, że część roboty wykona za niego rzeczywisty upływ czasu, doda to jakąś wartość. Nie podejrzewam, żeby kalkulował - pokręcę to co rok po trochu, bo to sprzeda film.


Odpowiedz
#39
To na pewno dodało coś do wartości filmu, tylko szkoda że mając taki patent nie wykorzystali go bardziej - albo faktycznie z większym wyczuciem robiąc "film o życiu" - no nie oszukujmy się, w pokazywaniu dzieciństwa to taki choćby Klub Winowajców miażdży Boyhood totalnie.

Albo robiąc film atrakcyjniejszy scenariuszowo.
Dodając trochę dramatyzmu to wraz z autentycznością uzyskaną dzięki starzeniu się aktorów mógł wyjść mocny film.

Odpowiedz
#40
Oczekujecie dramatyzmu, a w Boyhood nie o dramatyzm się rozchodzi, ani o jakąś szczególna moc walenia prosto w ryj. Właśnie poruszenie tej nieoczywistej - zwyczajnej, mało efektownej - struny zachwyciło mnie najbardziej. Nie zawsze ma się cel, nie zawsze odnajduje się sens, nie zawsze wszystko da się przewidzieć. Czasem zależy coś od ciebie, czasem nie zależy. Banalne konstatacje? Pewnie tak, ale wielka sztuka polega na tym, aby największym banałom, które otaczają nas z każdej strony, nadać bezpretensjonalną, naturalną formę i treść. I Boyhood taki jest. Tak jak uczucie między Celine i Jessem było właśnie bezpretensjonalne i naturalne (za co trylogię uwielbiam), tak dojrzewanie w tym filmie również jest takie - pozbawione nadęcia, przegadania, moralizatorstwa, wielkich słów, symbolicznych obrazów.
Nie wiem jak można lepiej powiedzieć o tym, co ważne i nieważne, co zbędne i niezbędne, co celowe i bezcelowe, co się ma, co się należy. Od lat nie widziałem filmu tak bliskiego życia. Fakt, kino kocha się najbardziej za eskapizm, ale uwielbiam tez kino bez pudru, siłujące się na wiele sposobów z naturalizmem. I Boyhood to zdecydowanie czołówka tego rodzaju doświadczeń, które - nie przeczę - mają swoje korzenie jako tako podobnym okresie dojrzewania.

Odpowiedz

Digg   Delicious   Reddit   Facebook   Twitter   StumbleUpon  






Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Grand Budapest Hotel (2014, reż. Wes Anderson) PropJoe 34 10,311 16-02-2026, 10:19
Ostatni post: shamar
  Zbaw nas ode złego (2014) Capt. Nascimento 1 1,460 07-07-2025, 18:07
Ostatni post: Debryk
  Fury (2014, reż. David Ayer) Kaczor 155 42,536 11-09-2023, 09:40
Ostatni post: Corn
  Dzika droga / Wild (2014) Gieferg 5 2,674 20-07-2022, 09:41
Ostatni post: simek
  The Guest (2014) reż. Adam Wingard Gal Anonim 253 52,022 13-05-2022, 19:55
Ostatni post: Crash
  Edge of tomorrow (reż. Doug Liman) 2014 Martinipl 382 87,166 27-08-2020, 23:13
Ostatni post: Lawrence
  Transcendence (2014) (Reż. Wally Pfister) Lawrence 156 29,101 02-04-2020, 23:00
Ostatni post: Dr Strangelove
  Whiplash (2014) reż. Damien Chazelle Capt. Nascimento 131 30,390 21-01-2020, 21:14
Ostatni post: Pelivaron
  The Judge (2014) reż. David Dobkin Capt. Nascimento 14 3,950 01-01-2019, 15:35
Ostatni post: Mierzwiak
  Sabotage (2014) reż. David Ayer vast 93 17,778 21-12-2017, 15:50
Ostatni post: Martinipl



Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości